Jedynie prawda jest ciekawa


Harvey Lee Oswald: portret zabójcy. Szaleniec, aktywista polityczny czy agent? (cz. 3.)

02.12.2017
oswald021220173
Harvey Lee Oswald: portret zabójcy. Szaleniec, aktywista polityczny czy agent? (cz. 3.)

W marcu 1963 roku Lee zamówił korespondencyjnie broń: karabin Carcano i rewolwer Smith Wesson Model 10. Wypełniając zamówienie użył fałszywego nazwiska Liddel. Broń miała mu posłużyć do zamachu na kontrowersyjnego generała Edwina Walkera.

Walker był zatwardziałym antykomunistą, co ostatecznie kosztowało go karierę – po nazwaniu prezydenta Trumana i Eleonor Roosevelt „różowymi” był tak bardzo krytykowany, że złożył, jako jedyny amerykański generał w XX wieku, rezygnację. Wiadomo, że Lee go nie lubił – wiele osób zeznawało, że często go krytykował, nazywając faszystą. Ale to dlaczego chciał go zabić już na zawsze pozostanie tajemnicą.

10 kwietnia Oswald napisał krótki list do swojej żony. Podał jej w nim lokalizację skrytki pocztowej do której miała trafić jego wypłata i gdzie odłożył dla niej trochę pieniędzy – 60 dolarów, co miało jej starczyć na dwa miesiące życia. Poprosił również, aby zwróciła się do Ambasady – najprawdopodobniej ZSRR – i powiedziała im, co zaszło i że tam otrzyma pomoc. Około 9 wieczorem strzelił do siedzącego generała przez okno. Pomimo stosunkowo małej odległości nie trafił – pocisk zawadził o framugę i zrykoszetował, trafiając go w przedramię. Oswalda nigdy nie złapano – dopiero po zabójstwie JFK znaleziono jego notatkę i ustalono, że pocisk, który utkwił w biurku generała wyprodukowano w tej samej fabryce co pociski, które zabiły JFK i poraniły Connaly'ego. Znaleziono też wtedy zdjęcia, na których ubrany na czarno Lee pozuje z rewolwerem przy pasie i karabinem w dłoni. W drugiej trzyma socjalistyczną gazetę The Militant. W tym numerze znajdował się bardzo krytyczny artykuł o Walkerze. Jedno z tych zdjęć Lee dał w prezencie swojemu przyjacielowi z podpisem po rosyjsku „Łowca faszystów, hahahaha”.

Pierwsze tajemnice

Zamach na Walkera to pierwsza naprawdę tajemnicza karta w życiorysie Oswalda. W tym, że go nie lubił, nie było niczego niezwykłego. Oswald, pomimo doświadczeń z ZSRR, nigdy nie przestał być komunistą. Czytywał radziecką prasę, w zdobyciu której pomagała mu ambasada, i nawiązał kontakt z Komunistyczną Partią USA, chociaż szybko się nimi rozczarował, gdyż według niego mieli działać w interesie ZSRR a nie amerykańskich robotników. Jednak do dzisiaj nie wiadomo, i już prawdopodobnie nigdy nie będzie, co pchnęło go do próby zabójstwa. Nie wiadomo również, czy działał sam. 14-letni sąsiad generała zeznał policji, że spod jego domu tuż po zamachu odjechały dwa samochody. Inny świadek parę dni wcześniej zauważył, jak dwóch mężczyzn kręci się w okolicy i zagląda w jego okna. Jeżeli jednym z nich był Oswald – to kim był drugi?

Także sam strzał budzi kontrowersje. Lee strzelał z niezbyt dużej odległości do nieruchomego celu i nie trafił. W wojsku też nieszczególnie radził sobie z bronią palną. Marines stosują trzystopniową klasyfikację umiejętności strzeleckich, a Oswald dwukrotnie podchodził do egzaminu. Za pierwszym razem ledwo załapał się na drugi stopień. Trzy lata później ledwo załapał się na trzeci – jeden punkt mniej i wysłano by go na kurs doszkalający. Tymczasem podczas zamachu oddał trzy szybkie strzały z karabinu znanego ze swojej niecelności, pod niewygodnym kątem do ruchomego celu – i dwa z nich trafiły. Strzelcy FBI badający jego broń nie byli w stanie strzelać tak szybko i celnie w znacznie lepszych warunkach. Co więcej, w ostatnio odtajnionych dokumentach znajduje się transkrypcja rozmowy pomiędzy dwoma oficerami kubańskiego wywiadu, w którym jeden rzuca uwagą, że Oswald był świetnym strzelcem, a drugi to potwierdza twierdząc, że go znał. Od zamachu na Walkera do zamachu na JFK minęło 9 miesięcy – czy Oswald zdążył w tak krótkim czasie nauczyć się strzelać?

Pod koniec kwietnia Lee, już bezrobotny, przeprowadził się ponownie do Nowego Orleanu. Szybko znalazł pracę w firmie produkującej kawę jako smarowacz maszyn, jednak już po niecałych trzech miesiącach został z niej zwolniony. Wolał bowiem spędzać swoje dnie w garażu, który stał po sąsiedzku. Czytywał tam magazyny o broni i polowaniach. Wtedy również zainteresował się Kubą i dowiedział skądś, że w Nowym Jorku działa organizacja Fair Play For Cuba, która broniła reżimu Castro przed amerykańską propagandą. Oswald zaczął z nimi korespondować, ale odmówili, gdy zaproponował im otworzenie oddziału w Nowym Orleanie. Niezrażony, Lee wydrukował na własny koszt ulotki i aplikacje członkowskie. O wypełnienie swojej własnej poprosił Marinę – ponownie użyła w niej nazwiska Liddel. Nie udało mu się jednak zwerbować żadnych członków.

Związki Lee z Kubańczykami były co najmniej dziwne. 5 sierpnia na przykład odwiedził sklep prowadzony przez Carlosa Bringuiera, imigranta z Kuby i zdecydowanego przeciwnika Castro, związanego prawdopodobnie z prawicową organizacją DRE. Powiedział mu, że jest byłym żołnierzem Marines, przeszkolonym w walce partyzanckiej i zasugerował, że chce szkolić Kubańczyków do walki z Castro. Dzień później przyniósł mu do sklepu swój podręcznik z wojska. Kilka dni później przyjaciel Bringuiera zauważył, jak Oswald rozdaje ulotki Fair Play for Cuba na pobliskiej Canal Street. Carlos z dwoma innymi Kubańczykami udał się w to miejsce – gdy Lee ich zobaczył, uśmiechnął się do Carlosa i podał mu rękę jakby nic się nie stało. Wkrótce jednak wybuchła między nimi awantura, która skończyła się aresztowaniem całej czwórki.

Istnieje teoria, że Lee został zwerbowany przez FBI do inwigilacji Kubańczyków, zarówno pro- jak i antyreżimowych. Jej zwolennicy zauważają, że na kilku ulotkach Oswalda skonfiskowanych przez policję zamiast jego domowego adresu znajdował się adres 544 Camp Street - budynku, w którym swoje biuro miał mieć William Banister – prywatny detektyw i były agent FBI, który był silnie związany z antykubańską działalnością CIA.
FBI ustaliła także, że Oswald nigdy nie wynajął biura w tym budynku. Jednak ta teoria ma jedną słabą stronę – użycie tego samego agenta do infiltracji obu stron to niemal gwarancja wpadki, co jasno potwierdziła konfrontacja z Bringueirem. A Lee w jednym z listów do szefa FPC napisał, że wynajął biuro, ale po trzech dniach odmówiono mu go z powodu rzekomego remontu. Być może chodziło właśnie o biuro na 544 Camp Street i Oswald zdążył już zaadresować tak kilka ulotek – szybka rezygnacja właściciela tłumaczyłaby dlaczego nie został po tym żaden ślad w papierach. A biuro Banistera znajdowało się w sąsiednim budynku. Po swoim aresztowaniu Lee zażądał rozmowy z informatorem FBI i powiedział mu, że nowoorleański oddział FPC liczy 35 członków a szefem jest Liddel – po co miałby kłamać gdyby współpracował z FBI?

Tydzień po swoim aresztowaniu Oswald ponownie rozdawał na ulicy ulotki FPC. Tym razem w okolicy napatoczyli się dziennikarze lokalnej stacji telewizyjnej i nagrali całe zajście. Dzień później William Stuckey, ich komentator, nawiązał z nim kontakt i przeprowadził wywiad. Postanowił też zorganizować debatę radiową pomiędzy Oswaldem, Bringuierem i  Edwardem Butlerem z prawicowej organizacji INCA. Oswald przyznał się na antenie, że uciekł do ZSRR i nadal jest marksistą.

Z wizytą do Fidela

Nie wiadomo kiedy ani dlaczego postanowił wyprowadzić się na Kubę. 23 września wysłał żonę i dziecko z powrotem do Dallas. On sam miał dołączyć kilka dni później aby odebrać jeszcze zasiłek dla bezrobotnych. Jednak zamiast do Dallas wsiadł do autobusu jadącego do Mexico City. Na miejscu wszedł do ambasady Kuby i poprosił o wizę twierdząc, że chce odwiedzić wyspę Fidela przed udaniem się do ZSRR. Urzędnik wydający wizy powiedział mu, że aby otrzymać taką wizę musi mieć obietnicę wydania wizy z ambasady ZSRR. Przez najbliższe pięć dni Oswald tułał się od ambasady do ambasady – aż kubański urzędnik powiedział mu, że nie ma ochoty wystawić mu wizy gdyż swoją osobą przyniesie rewolucji więcej strat niż korzyści. Oswald, który zapewne potraktował to jako kolejne upokorzenie, wrócił do USA. Gdyby poczekał, to być może zobaczyłby swoją wymarzoną Kubę. 18 października, 21 dni po złożeniu przez Oswalda wniosku, kubańscy dyplomaci wystawili mu wizę.


Wizyta Oswalda w Mexico City to prawdopodobnie powód tego, że tak wiele dokumentów FBI i CIA nie zostało przekazane komisji Warrena. Stolica Meksyku była w tamtym czasie gniazdem wielu komunistycznych szpiegów i obie ambasady, które odwiedził Oswald były bardzo blisko monitorowane. Amerykanin wchodzący do ambasady Kuby, a następnie do ambasady ZSRR, powinien zapalić wiele czerwonych lampek. Co więcej, Oswald zadzwonił do Walerego Kostikowa, wicekonsula ZSRR w Mexico City, a CIA udało się przechwycić tą rozmowę. Amerykanie podejrzewali, że Kostikow jest związany z Departamentem 13 KGB, który zajmował się między innymi zabójstwami politycznymi. Nie mogli wiedzieć, że ich kontakt był najprawdopodobniej przypadkowy – od momentu przechwycenia tej rozmowy Oswald powinien być pod całodobową obserwacją. A już zwłaszcza, gdy do jego miasta przybył sam prezydent. Na parę dni przed zamachem amerykański wywiad przechwycił list, wysłany przez Oswalda do ambasady. W liście tym Oswald wspomniał o spotkaniu z Kostinem – najprawdopodobniej Lee, który całe życie zmagał się z dysleksją, tak zapamiętał i zapisał nazwisko Kostikowa. Twierdził w nim również, że gdyby udało mu się dotrzeć do ambasady wcześniej, to mieliby czas na załatwienie ich wspólnej sprawy. Chodziło mu zapewne o pomoc w uzyskaniu wizy, ale amerykanie nie mogli tego wiedzieć, bo w żaden sposób nie wynika to z kontekstu. Tylko na samym końcu znajduje się prośba o kontakt po wystawieniu wizy do ZSRR. Gdyby amerykańskie służby dopilnowały swoich obowiązków, to Kennedy zapewne nie zostałby zamordowany.

Po upadku ZSRR kolega Kostikowa z KGB, Oleg Nechiporenko, napisał książkę o zamachu na JFK. W jej najnowszym wydaniu znalazła się relacja z dnia, w którym Oswald stanął na progu ambasady, przekazana mu przez wicekonsula. Rzuca ona nowe światło na stan psychiczny, w jakim znajdował się Oswald.

28 sierpnia Kostikow przygotowywał się z kolegami do meczu siatkówki, kiedy poinformowano go, że w ambasadzie pojawił się Amerykanin. Po dotarciu na miejsce Kostikow zobaczył Oswalda siedzącego w towarzystwie innego pracownika ambasady, Pawła Jackowa. Obaj Rosjanie zaprosili wyraźnie zdenerwowanego Oswalda do gabinetu. Gdy podczas rozmowy jeden z nich podjął temat FBI, Lee rozpłakał się i zaczął histerycznie powtarzać, że boi się, że go zabiją – i żeby go wpuścili. Wyciągnął też z kieszeni załadowaną broń twierdząc, że nosi ją dla samoobrony. Skonsternowany Jackow wyciągnął pocisk z komory i schował go do biurka. Motyw prześladowania przez FBI pojawia się również w liście Oswalda do ambasady: miał się z nim skontaktować agent James Hosty i zagrozić mu, że jeśli dalej będzie działał w FPC, to FBI ponownie się nim zainteresuje. Miał również sugerować Marinie, żeby została w USA pod opieką FBI. Hosty faktycznie miał związek z Oswaldami. Po przyjeździe Mariny – obywatelki ZSRR – do USA to właśnie on ją przesłuchiwał, co zirytowało Oswalda do tego stopnia, że wysłał mu gniewny list, w którym domagał się zaprzestania prześladowania jego żony. Jego treść nie zachowała się niestety do dzisiaj – po śmierci Oswalda Hosty spalił go, rzekomo z polecenia swojego szefa. Samego Oswalda po raz pierwszy poznał jednak 22 listopada, już po zamachu – był jednym z agentów, którzy go prześladowali.

Teczka Kostikowa przygotowana przez CIA nadal jest tajna. Być może jej ujawnienie – co zapewne wkrótce nastąpi – rzuci nieco więcej światła na tą tajemniczą postać.

Komisja Warrena stwierdziła, że Oswald działał sam i że zabójstwo JFK nie było spiskiem. Po odtajnieniu dokumentów okazało się jednak, że ktoś wiedział o nim wcześniej. 22 listopada redakcja Cambridge News otrzymała anonimowy telefon. Rozmówca powiedział im, że powinni się skontaktować z ambasadą USA aby dostać dobry temat na artykuł. Brytyjski wywiad ustalił, że telefon ten miał miejsce 25 minut przed zamachem. A przed paroma laty Brain Lattel, były szef operacji CIA w Ameryce Łacińskiej ujawnił, że
Florentino Aspillaga, agent kubańskiego wywiadu DGI, który w 1987 roku uciekł do USA, miał 22 listopada czekać na wiadomości z Dallas. Aspillaga na co dzień nasłuchiwał rozmów radiowych CIA i polecenie słuchania amerykańskich lokalnych wiadomości nie było normalne – ale według Lattela miało przyjść z samej góry.

Wszystkie te fakty sprawiły, że na nowo odżyły teorie, że za zamachem stoją w jakimś stopniu Kubańczycy. Niekoniecznie powiązani z reżimem – podczas swojej wizyty w Mexico City Oswald był widziany przez świadków w towarzystwie imigranta z Kuby, który miał prowadzić obóz treningowy w Luizjanie dla członków kubańskiej antykomunistycznej organizacji paramilitarnej Alpha 66. Obie strony miały powody aby chcieć śmierci Kenniediego. Rząd w Havanie wiedział o tym, że jego administracja chce zabić Castro i że podjęła co najmniej kilkanaście takich prób. Jednak antykomunistyczni Kubańczycy nie mogli tego wiedzieć – i mieli do Kennediego żal o to, że bojąc się eskalacji konfliktu nie zapewnił ich towarzyszom w Zatoce Świń wystarczającego wsparcia. Gdyby to oni współpracowali z Oswaldem, to kubański wywiad zapewne by się o tym dowiedział, gdyż środowisko imigrantów z Kuby było w dużym stopniu rozpracowane.

Jednak jest jeszcze jedna możliwość, która równocześnie tłumaczy to dlaczego Lee zabił JFK chociaż nie ma żadnych dowodów na to, że był wobec niego wrogo nastawiony. Rozmowa z Kostikowem pokazuje, że ewidentnie bał się FBI. Być może dlatego właśnie chciał wyjechać na Kubę, licząc że tam nie dadzą rady go skrzywdzić. Jednak Kubańczycy nie palili się do tego, żeby go wpuścić. W przypływie desperacji, bojąc się o własne życie, Oswald mógł powziąć decyzję – i powiedzieć o niej Kubańczykom – o zabiciu prezydenta, znanego wroga Castro. O jego wizycie w Dallas było wiadomo co najmniej od kwietnia – Oswald mógł liczyć, że dzięki temu zabójstwu uda mu się uzyskać kubańską wizę i uciec na wyspę przed FBI. Niestety CIA powzięło decyzję o zignorowaniu udziału Kubańczyków w tym zamachu, bojąc się tego, że jeśli faktycznie znajdą powody, to jedynym możliwym działaniem będzie wypowiedzenie Kubie wojny, co mogłoby się zakończyć konfrontacją z ZSRR. Jeżeli Kubańczycy wiedzieli o planach Oswalda, to nie mieli żadnego powodu żeby ostrzec USA. W końcu ktoś chciał usunąć niewygodnego dla nich przywódcę, którego oni sami nie mogli dosięgnąć.

Zamach

Po wizycie w Meksyku Oswald wrócił do Dallas. Na miejscu Ruth Paine, przyjaciółka Mariny, powiedziała mu, że wkrótce zwolni się stanowisko w Składnicy Podręczników. Na prośbę Mariny Ruth skontaktowała się z Royem Trulym, jej kierownikiem. Truly obiecał, że rozważy Oswalda na to stanowisko. Dwa dni później, po rozmowie z Trulym, Lee został tymczasowo zatrudniony. Miał wypełniać zamówienia na książki i zarabiać niewielką kwotę 1,25$ za godzinę. Małżeństwo Oswaldów bardzo się cieszyło z tego, że Lee ma znowu pracę, choć on sam twierdził, że zacznie szukać sobie czegoś lepszego. Jego szef był z niego zadowolony, ale zupełnie jak w poprzednich pracach Oswald był samotnikiem i nie poznał dobrze żadnego ze współpracowników. Jedynym wyjątkiem był  Buell Frazier, brat kobiety, która powiedziała Ruth Paine o wolnym miejscu w składnicy. Lee nie miał samochodu ani prawa jazdy, więc dzięki tej znajomości mógł wracać do domu Ruth, gdzie zamieszkała Marina, na weekendy. W tygodniu nocował w tanim pensjonacie położonym kilka kilometrów od składnicy. Jego właścicielce podał fałszywe nazwisko – kolejny dowód na toczącą go paranoję. Podjęcie pracy w składnicy podręczników nie miało nic wspólnego z zamachem, o ile już wtedy go planował. Trasa prezydenckiej kawalkady została ujawniona tuż przed przylotem JFK do Dallas, to przypadek że wypadła akurat koło miejsca pracy Oswalda.
20 października urodziła mu się druga córka, Audrey.

Nigdy już nie dowiemy się, co działo się z Oswaldem w ostatnim tygodniu życia. 15 listopada nie wrócił do domu – wcześniej pokłócił się z żoną. Marina zaczynała mieć dość jego paranoi – a używanie fałszywego nazwiska i żądania, aby i ona z niego korzystała podczas rozmów telefonicznych przelały czarę goryczy. Dopiero 21 listopada, w czwartek, zabrał się z Frazierem do domu. Powiedział mu, że musi zabrać z mieszkania pręty do mocowania zasłon. Po przybyciu do domu przekonał się, że Marina nadal jest na niego wściekła i nie ma zamiaru się do niego odzywać. Lee przepraszał ją i próbował się pogodzić, pokazywał też jakim jest dobrym ojcem pomagając jej z pieluchami młodszej córki i bawiąc się ze starszą. Był bardzo smutny. Zaproponował Marinie, że wynajmie mieszkanie w Dallas i dzięki temu znów będą mogli zamieszkać razem. Marina nie zgodziła się na to, argumentując że mieszkając osobno wydają mniej pieniędzy. Poprosiła go o pralkę – pranie pieluch ręcznie było dla niej męczące. W końcu Lee poszedł spać – Marina wspominała później, że jak przyszła do łóżka, to wydawało jej się że jeszcze nie śpi, ale nie odezwała się do niego.

Następnego dnia Lee wstał przed wszystkimi. Zdjął obrączkę i zostawił ją w kubku przy łóżku, czego nigdy wcześniej nie robił. Zostawił także portfel, a w nim 170 dolarów. Zabrał ze sobą zaledwie 13 dolarów i parę centów – za mało, żeby daleko uciec.

Abraham Zapruder, imigrant z rosyjsko-żydowskiej rodziny był wielkim fanem JFK. Gdy dowiedział się, że prezydent odwiedzi Dallas wiedział, że nie odpuści i zobaczy go chociaż z daleka. Tym bardziej, że trasa prezydenckiej kawalkady wiodła przez Elm Street, gdzie – niemal dokładnie naprzeciwko składnicy podręczników – znajdowała się jego firma. Jego sekretarka doradziła mu, żeby wziął ze sobą kamerę. Gdy o 12:30 prezydencka kawalkada wjechała na Dealey Plaza – słynny park znajdujący się po sąsiedzku z Elm Street–  Zapruder stał już na betonowym cokole, asekurowany przez sekretarkę, i szykował się do nagrania pamiątkowego filmu. Nie mógł wtedy jeszcze wiedzieć, że ten film – 26,6 sekundy, 486 klatek taśmy 8 mm Kodaka – stanie się najsłynniejszym nagraniem w historii amatorskich filmów. Ani tego, że przyniesie mu małą fortunę, gdy magazyn Life kupi do niego prawa za 150 tysięcy dolarów – czyli ponad milion w dzisiejszej walucie.

Pierwszy strzał padł, gdy jadący wolno kabriolet Lincoln Continental wiozący prezydenta, gubernatora Connaly'ego i ich małżonki minął składnicę podręczników. Moment, w którym trafia Kennediego, nie jest widoczny – limuzynę zasłania stojąca przy ulicy tablica. Według komisji Warrena pierwszy pocisk trafił Kennediego w tył szyi, uszkodził kręgosłup i wyszedł z przodu, tuż pod krtanią. Następnie uderzyła w plecy siedzącego z przodu Connaly'ego, przechodząc na wylot i trafiając w rękę, rozbijając kość promieniową na osiem części i zatrzymując się wreszcie w jego udzie. Po krótkiej chwili padły dwa kolejne strzały, oddane bardzo szybko – tak szybko, że do dzisiaj wiele osób wierzy, że Oswald nie był jedynym strzelcem, gdyż przeładowanie Carcano w takim tempie miało być niemożliwe. Jeden z nich uderzył JFK w głowę, roztrzaskując ją. Jego żona w tym momencie zorientowała się, że są pod obstrzałem, próbowała w panice wyskoczyć z samochodu. Drugi strzał trafił w krawężnik i rykoszetując zranił w policzek jednego z gapiów.
Kilkadziesiąt sekund wcześniej, widząc wiwatujące tłumy, żona Conally'ego odwróciła się do JFK i powiedziała „Nie może pan narzekać na powitanie, jakie zgotowali panu mieszkańcy Dallas”. Kennedy odpowiedział „nie, nie mogę”. To były jego ostatnie słowa.

Po zamachu Oswald przykrył karabin kartonowymi pudłami i próbował wyjść ze składnicy. Gdy przechodził przez stołówkę, jakieś półtorej minuty po oddaniu strzału, zauważył go policjant Marrion Baker, który wbiegł do składnicy szukając zamachowca. Baker zawołał go i kazał mu podejść, a następnie spytał towarzyszącego mu Truliego o to, czy to jego pracownik. Truly potwierdził i Baker poszedł dalej. Oswald był bardzo spokojny – niczym nie zdradził, że przed chwilą zamordował prezydenta. Opuścił budynek przednim wejściem zanim policja zdążyła je zamknąć i wsiadł do autobusu. Autobus utknął w korku dwie przecznice dalej, więc poprosił kierowcę o otwarcie drzwi i wysiadł. Następnie złapał taksówkę i wrócił do swojego pokoju. W środku ubrał kurtkę, schował do kieszeni rewolwer i wyszedł parę minut później. 

Obława

Kwadrans po zabójstwie JFK oficer J.D. Tippit otrzymał przez radio polecenie udania się do dzielnicy Oak Cliff. Policja rozszerzała sieć, która miała złapać zabójcę. Wkrótce centrala podała rysopis potencjalnego sprawcy: biały, szczupły mężczyzna około trzydziestki, niecały metr osiemdziesiąt wzrostu, około 75 kilo wagi. Jadąc powoli East 10t Street, Tippit zauważył na chodniku człowieka, który pasował do tego życiorysu. Zatrzymał się przy krawężniku i zawołał go przez uchylone okno. Oswald podszedł do radiowozu i zamienił z nim kilka zdań. Musiał wzbudzić podejrzenia policjanta, gdyż wysiadł z samochodu i chciał do niego podejść. Widząc to Lee wyciągnął z kieszeni płaszcza rewolwer i czterokrotnie wystrzelił. Z tak małej odległości nie mógł spudłować – jedna z kul odbiła się od guzika munduru, ale trzy pozostałe trafiły go w żołądek, klatkę piersiową i skroń. Tibbit zmarł na miejscu, zostawiając żonę i trójkę dzieci.

W momencie, gdy Oswald strzelił do Tibbita, Johny Brewer znajdował się za ladą swojego sklepu. Wkrótce zauważył, że jakiś mężczyzna pod jego sklepem zachowuje się podejrzanie – jakby próbował się ukryć za drzwiami. Gdy odszedł, zaciekawiony Brewer wyszedł na ulicę i zobaczył, jak wchodzi bez biletu do pobliskiego kina. Brewer poszedł za nim i powiedział o całej sytuacji swojej znajomej, która sprzedawała bilety. W pierwszej chwili wystraszyła się, że jej szef będzie zły , że przepuściła klienta bez biletu. Po chwili doszli jednak do wniosku, że ten mężczyzna może być poszukiwanym zabójcą JFK i zadzwonili na policję.

Kwadrans przed drugą kino zostało otoczone przez policję. Obsługa zapaliła światła, a piętnastu policjantów zaczęło metodycznie przeszukiwać salę i balkon. Brewer w towarzystwie policji wszedł na scenę, przyjrzał się widzom i wskazał siedzącego z tyłu Oswalda. Policjanci ruszyli w jego stronę. Pierwszy podszedł do niego Maurice McDonald podszedł do miejsca, które wskazywał Brewer i rozkazał wstać siedzącym tam mężczyzną, a następnie ich przeszukał. Wtedy kątem oka dostrzegł Oswalda, który zignorował jego polecenie i nadal siedział, patrząc na niego bez emocji. McDonald podszedł do niego i rozkazał mu wstać. Lee podniósł się z siedzenia i zaczął podnościć ręce, mrucząc pod nosem „to już koniec”. Nagle uderzył McDonalda pięścią w twarz, zrzucając mu czapkę, a następnie sięgnął po broń. McDonald rzucił się na niego próbując go rozbroić i wołając innych policjantów. W pewnej chwili poczuł, jak kurek rewolweru przesuwa się po jego dłoni. Po fakcie przekonał się jak wielkie ma szczęście. Pocisk w komorze miał wgłębienie w spłonce, jednak jego dłoń, którą próbował wyszarpać Lee broń, spowolniła ruch kurka na tyle, że iglica nie dała rady odpalić naboju. Wkrótce do szamotaniny dołączyli inni policjanci i Oswald został wyprowadzony w kajdankach, pomstując na brutalność policji.

Wiktor Młynarz

Czytaj więcej:

Harvey Lee Oswald: portret zabójcy. Szaleniec, aktywista polityczny czy agent? - Część 1.

Harvey Lee Oswald: portret zabójcy. Szaleniec, aktywista polityczny czy agent? - Część 2.

Harvey Lee Oswald: portret zabójcy. Szaleniec, aktywista polityczny czy agent? - Część 3.

Harvey Lee Oswald: portret zabójcy. Szaleniec, aktywista polityczny czy agent? - Część 4.


Warto poczytać

  1. trump11042018 21.06.2018

    Znany aktor o synu prezydenta Trumpa: "Powinien być wrzucony do klatki z pedofilami"

    Peter Fonda, aktor znany głównie z roli w filmie Easy Rider, ugiął się przed falą krytyki i przeprosił za swój skandaliczny wpis na twitterze. Aktor sugerował w nim, że 12-letni syn prezydenta, Barron Trump, powinien być wrzucony do klatki z pedofilami.

  2. burger21062018 21.06.2018

    Skandaliczna reklama? Burger King przeprasza obrażone rosyjskie kobiety

    Amerykańska sieć barów szybkiej obsługi Burger King przeprosiła za opublikowanie reklamy oferującej darmowe hamburgery Rosjankom, które podczas piłkarskich mistrzostw świata "zaszły w ciążę z gwiazdami futbolu".

  3. trump21062018 21.06.2018

    Trump się ugiął? Będą zmiany w polityce migracyjnej

    Prezydent Donald Trump wydał w środę rozporządzenie wykonawcze przewidujące zakończenie praktyki oddzielania dzieci nielegalnych imigrantów od rodziców. Na mocy rozporządzenia nielegalni imigranci z dziećmi będą mogli wspólnie przebywać w ośrodkach odosobnienia.

  4. panama-papers-21062018 21.06.2018

    Bliski współpracownik Putina uwikłany w Panama Papers. Trwa śledztwo

    W Panamie wszczęto dochodzenie w sprawie firmy należącej do wiolonczelisty Siergieja Rołdugina, przyjaciela prezydenta Rosji Władimira Putina - podała niezależna "Nowaja Gazieta". To następstwo dziennikarskiego śledztwa dotyczącego dokumentów Panama Papers

  5. medycyna21062018 21.06.2018

    Porażające wyniki kontroli w szpitalu. Z powodu błędów lekarzy zmarło 450 pacjentów

    Niezależna komisja śledcza badająca oskarżenia dotyczące błędów lekarskich w szpitalu w Gosport w Anglii oceniła w opublikowanym w środę raporcie, że ponad 450 osób zmarło w wyniku niewłaściwego przepisywania silnych leków przeciwbólowych w latach 1989-2000.

  6. warsaw20062018 20.06.2018

    Brytyjczycy ostrzegają Polskę. „Domaganie się reparacji od Niemiec będzie ryzykowne”

    Brytyjski wiceminister spraw zagranicznych ds. europejskich Alan Duncan ostrzegł w środę, że ponowne otwarcie kwestii niemieckich reparacji przez polski rząd wiąże się z ryzykiem. Jak dodał, rząd w Londynie uważa ten temat za zamknięty.

  7. ImigranciFlickr 20.06.2018

    Tysiące imigrantów zbliżają się do Europy. Poważne ostrzeżenie!

    Podczas spotkania w Austrii wiceszef agencji Frontex Berndt Korner ostrzegł, że tysiące imigrantów z państw islamskich jest w drodze do Europy.

  8. metro20062018 20.06.2018

    Wybuch na stacji metra w Londynie. Policja aresztowała mężczyznę

    Londyńska policja transportowa poinformowała w środę o zatrzymaniu 23-letniego mężczyzny po wtorkowej eksplozji na stacji metra Southgate. Do zatrzymania doszło pod zarzutem działania, które mogło wywołać zniszczenia, a także zagrozić bezpieczeństwu na kolei.

CS156fotoMINI

Czas Stefczyka 156/2018

PDF (8,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook