Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Francja nie pójdzie za ciosem

02.02.2013

Francuskie wojska nie będą dłużej stacjonować w Mali, choć prezydent Francois Hollande ma świadomość, że misja w tym kraju się nie zakończyła. Przywódca zaznacza, że „wkrótce pałeczkę przejmą kraje afrykańskie”. Hollande mówił o tym w Timbuktu, niedawno odbitym z rąk dżihadystów przez siły francuskie i malijskie.

„Wykonano dużo pracy, ale nie została ona całkowicie ukończona, co zajmie jeszcze kilka miesięcy. (…) Francja nie ma zamiaru pozostać (w Mali). Nasi przyjaciele mogą wykonywać zadania, które dotychczas były naszymi” - mówił Hollande. Dodał, że "żadna część Mali" nie może być wyłączona spod kompetencji legalnych władz.

Tymczasowy prezydent Mali Dioncounda Traore dziękował francuskim żołnierzom za skuteczność i profesjonalizm, dzięki którym mieszkańcy północy kraju zostali wyzwoleni spod "panujących od miesięcy barbarzyństwa i zacofania".

Hollande'owi towarzyszą w Timbuktu ministrowie: obrony, spraw zagranicznych i rozwoju - Jean-Yves Le Drian, Laurent Fabius i Pascal Canfin. Na głównym placu miasta, częściowo opuszczonego przez mieszkańców, zebrało się ok. 2-3 tys. ludzi chcących podziękować Francji za skuteczną interwencję i wyparcie islamistów.

Wielu zwraca jednak uwagę, że choć miasto zostało szybko odbite, a islamiści wyparci, to francuska armia powinna pozostać tam jeszcze kilka miesięcy, by ich schwytać. Hollande "ściął drzewo, ale trzeba je wyrwać z korzeniami" - powiedziała 53-letnia Fanta Diarra Toure, która owinęła się francuską flagą jak szalem. Inni mówili o "10-miesięcznym więzieniu", z którego uwolnił ich francuski prezydent.

Słychać było okrzyki "Vive la France!" i dźwięki tam-tamów, które, jak każda inna muzyka, były zabronione w czasie, gdy miasto kontrolowali islamiści.

Hollande zwiedził m.in. słynny XIV-wieczny meczet Dżingereber, należący do trzech największych w Timbuktu, i spotkał się z imamem tej świątyni. Odwiedził też ośrodek konserwacji cennych rękopisów, których część podpalili w tym tygodniu islamiści uciekający przed francuskimi i malijskimi wojskami.

W związku z wizytą Hollande'a Timbuktu, leżące ok. 900 kilometrów na północny wschód od stolicy Mali, Bamako, jest silnie strzeżone. Co 100 metrów rozmieszczeni są francuscy żołnierze, ulice patrolują pojazdy opancerzone.

Islamiści z Al-Kaidy i organizacji Ansar Dine (Obrońcy Wiary), którzy okupowali Timbuktu przez 10 miesięcy, wprowadzili tam skrajną formę szariatu, praktykując publiczne egzekucje, amputacje kończyn i chłosty. Islamiści zniszczyli też mauzolea sufickich świętych, wpisanych na listę światowego dziedzictwa UNESCO, oraz dwa z trzech wielkich meczetów, również wpisanych na tę listę. Zniszczono również 2 tys. z ok. 300 tys. bezcennych rękopisów przechowywanych w mieście.

Francuska interwencja w Mali rozpoczęła się 11 stycznia, gdy islamiści zaczęli posuwać się na południe. Od tego czasu odbite zostały trzy główne miasta na północy kraju, kontrolowane od wiosny przez dżihadystów.

W operacji w Mali bierze udział 3,5 tys. żołnierzy francuskich wspieranych przez 1400 żołnierzy z państw Afryki Zachodniej oraz kontyngent z Czadu.

TK,PAP
[Fot. PAP/EPA]
Słowa kluczowe:

Francja

,

Francois Hollande

,

wojsko

,

Mali

Facebook