Jedynie prawda jest ciekawa

Ekspert: „NATO ma deficyty w obronie”

28.05.2015

W Europie Północnej trwają wspólne manewry sześciu państw członkowskich NATO i państw neutralnych; jak twierdzi Ulrich Kuehn, ekspert ds. bezpieczeństwa w Instytucie Badań nad Pokojem i Polityką Bezpieczeństwa na Uniwersytecie Hamburskim, w rozmowie z „Deutsche Welle” NATO chce wysłać sygnał Putinowi, że sojusz jest gotów wypełniać swoje obowiązki zarówno pod względem militarnym jak i politycznym wobec wszystkich członków a zatem również wobec trzech krajów bałtyckich.

„Po drugie ma to też być sygnał dla wschodnich członków sojuszu, że jest on w każdej chwili gotów je bronić – również przed możliwą rosyjską agresją. Po trzecie chodzi o przygotowanie wojsk do nowych wyzwań militarnych, jakimi mogą być hybrydowe wojny prowadzonie przez Rosję na Krymie i na wschodniej Ukrainie. Tu jest jeszcze wiele do zrobienia. Dlatego należy te manewry uznać za bardzo ważne” – uważa Kuehn.

Według niego rosyjskie manewry niepokoją przede wszystkim Finlandię i Szwecję. „Na przykład rosyjskie siły powietrzne od czasu do czasu naruszają przestrzeń powietrzną tych krajów. Dlatego w Szwecji i Finlandii słychać już pierwsze głosy wzywające do przystąpienia do NATO. Ich udział w manewrach sygnalizuje Putinowi, że Rosji nie postrzega się już jako wiarygodnego partnera lecz jako poważne zagrożenie. Ogólnie rzecz biorąc obserwuje się obecnie silną tendencję militaryzacji kwestii bezpieczeństwa w Europie” – podkreśla ekspert.

Jego zdaniem te manewry są jednoznacznie wymierzone w Rosję. „NATO sygnalizuje: Rosja wymachuje szablą, ale my jesteśmy w stanie gotowości. Zapewnianie, że chodzi o misję ONZ jest tylko pretekstem. (…) W obecnym czasie te wielkie manewry są uzasadnione. Akurat zagrożenie, jak choćby związane z pojawieniem się „zielonych ludzików”, czyli niezidentyfikowanych jednostek specjalnych przechodzących przez granicę, wymaga zastosowania nowych i nowoczesnych środków zapobiegawczych” – twierdzi Kuehn.

Jak utrzymuje część ćwiczeń na Łotwie dotyczy właśnie takiego scenariusza zagrożeń. „Dobrze jest zasygnalizować Rosji, że interwencja militarna jak ta, która ma miejsce na Ukrainie, na przykład w krajach bałtyckich nie miałaby szans” – podkreśla ekspert.

W jego przekonaniu średnio i długofalowo NATO musi znów zacząć odbudowywać relacje z Moskwą. „Podobnie jak w czasach zimnej wojny, strategia podejścia do Rosji musi się składać z dwóch uzupełniających się elementów: z poważnych ofert kooperacyjnych, połączonych z realistyczną gotowością obronną. Przecież Rosja od roku konsekwentnie podkręca spiralę napięcia.(…)” – dodaje.

Jego zdaniem Kreml dowiódł na Ukrainie, że potrafi bardzo skutecznie operować w szarej strefie poniżej progu otwartej wojny. „Tutaj NATO ma jeszcze deficyty w obronie i kraje bałtyckie nie bez racji wskazują na tę lukę we wspólnym sojuszu obronnym. NATO musi ją wypełnić” – zaznacza.

„Jeśli chodzi o Szwecję i Finlandię, nie widzę w tej chwili bezpośredniego zagrożenia ich bezpieczeństwa. Te kraje, podobnie jak w czasach zimnej wojny, znajdują się jednak w rosyjskiej sferze wpływów, czyli mogłyby stać się potencjalnym celem agresji. Przyjęcie ich w obecnej sytuacji do NATO, wysłałoby w kierunku Moskwy zupełnie błędny sygnał” – zastrzega.

Ryb, Deutsche Welle

Fot. [PAP/epa]

Słowa kluczowe:

NATO

,

manewry

,

Rosja Ukraina

,

obronność

,

deficyt

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook