Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Czy Komorowski ujmie sie za Tybetem?

17.12.2011

Nie wydaje się, by Bronisław Komorowski jechał do Chin poruszać problem poszanowania praw człowieka. Zaapelowali o to w rozmowie z PAP protybetańscy działacze.

Prezydent Komorowski z małżonką udaje się w sobotę z oficjalną wizytą do Chin, gdzie weźmie udział w trzech forach: inwestycyjnym w Szanghaju i gospodarczym oraz akademickim w Pekinie. Głównym celem jest przekonanie Chińczyków, że w Polsce warto inwestować. Komorowski ma też zachęcać do zakupu polskich obligacji.


"Od marca br. jedenaście osób, w tym młodzi mnisi i mniszki, dokonało samospalenia w akcie protestu przeciw skrajnie represyjnym działaniom chińskiego rządu wymierzonym w fundament tybetańskiej tożsamości i kultury – religię. Siedmiu z nich zmarło wskutek odniesionych obrażeń" - przypomniał Cykowski z programu tybetańskiego Fundacji Inna Przestrzeń.

W związku z kolejnymi samopodpaleniami Tybetańczyków społeczność międzynarodowa wezwała światowych przywódców o podjęcie zdecydowanych działań dyplomatycznych związanych z tamtejszym kryzysem praw człowieka. Pod apelem podpisało się pięciu laureatów Pokojowej Nagrody Nobla, w tym prezydent Lech Wałęsa, arcybiskup Desmond Tutu i adwokatka Szirin Ebadi.

Cykowski podkreślił w rozmowie z PAP, że "żaden z dotychczasowych polskich polityków tej rangi odwiedzających Chiny nie miał mocniejszego moralnego zobowiązania niż Bronisław Komorowski, ale także merytorycznego zaplecza w swoim najbliższym otoczeniu, aby mówić o fundamentalnych prawach człowieka, mówić w imieniu prześladowanych i więzionych za poglądy i działania polityczne".

Cykowski powiedział, że "nie ma złudzeń, że wizyta ta ma głównie wymiar gospodarczy i że Chiny rozgrywają swoje karty w czasach europejskiego kryzysu". Zastrzegł przy tym, że Polska "nie może zamieniać słów o solidarności we frazes, czcić ofiar stanu wojennego, jednocześnie zamykając oczy na dramat Tybetańczyków czy Ujgurów, o których świat nie przypomina".

Protybetański działacz zwrócił uwagę, że wizyta Komorowskiego "to także szczególny moment, gdy głos Polski ma znaczenie ze względu na przewodnictwo w Radzie UE, która w deklaracjach często odwołuje się do praw człowieka i demokracji, zapominając nieco o faktycznych działaniach". "Liczymy, że na różne sposoby podczas wizyty tej rangi kwestie fundamentalne, jakimi są prawa człowieka, zostaną w odpowiedni sposób poruszone" - dodał.

Z kolei przewodniczący diaspory tybetańskiej w Polsce Yeshi Lhosar powiedział PAP, że "nie spodziewa się jakichś rewelacji po tej wizycie, dlatego, że w kontaktach z Chinami zawsze wchodzą w grę wielkie koncerny". "Wiem, że wspólne interesy z Chinami są ważną kwestią, a kontakty gospodarcze mają służyć rozwojowi Polski. Zdaję sobie sprawę, że podczas wizyty prezydenta Komorowskiego w Chinach będą to problemy pierwszej wagi" - przyznał. W Polsce, w tym głównie w Warszawie, mieszka zaledwie ok. 30 Tybetańczyków.

Lhosar wyraził nadzieję, że "prezydent jako obrońca praw człowieka nie zostawi sprawy Tybetu, że poruszy ten temat z chińskimi władzami. Wierzę, że przyczyni się to do poprawy stanu praw człowieka w Tybecie".

Zaapelował o podjęcie "przez Polskę - czy to MSZ, czy samego prezydenta - jakiejkolwiek inicjatywy prowadzącej do dialogu między rządem chińskim z przedstawicielami władz tybetańskich na wygnaniu w Dharamśali (w Indiach), bądź bezpośrednio z Jego Świątobliwością Dalajlamą XIV". "Negocjacje przy okrągłym stole mogą być jedynym rozwiązaniem. W tej chwili nie ma ze strony Pekinu cienia chęci na pojednanie" - dodał.

(PAP)
Fot. sxc.hu

Słowa kluczowe:

tybet

,

Chiny

,

Bronisław Komorowski

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook