Jedynie prawda jest ciekawa

Wstrząsająca historia. Małe dziecko adoptowała homoseksualna para. Jeden z mężczyzn zabił je dwa tygodnie później

08.11.2017
Cardiff0811
Wstrząsająca historia. Małe dziecko adoptowała homoseksualna para. Jeden z mężczyzn zabił je dwa tygodnie później

Jak się okazało, jeden z mężczyzn wyzywał dziecko i niemiłosiernie katował. W końcu zabił dziewczynkę, uderzając jej głową o twardą powierzchnię.

Do szokującej tragedii doszło w maju ubiegłego roku. 18 miesięczna Elsie Scully-Hicks od niecałych dwóch tygodni była pełnoprawnym członkiem homoseksualnej rodziny, u której przebywała od września 2015r . W słuchawce dyżurni w szpitalu usłyszeli, jak 31 – letni Matthew Scully-Hicks mówi że dziecko krzyczało, a następnie zemdlało w domu. Sanitariusze po przyjeździe od razu przystąpili do udzielania dziewczynce pierwszej pomocy. Niestety, mała Elsie zmarła w szpitalu.

Tragedia od samego początku wydawała się podejrzana. Choć rodzic przez telefon tłumaczył, że próbował tylko położyć córkę w łóżku, a ta zaczęła słabnąć, sanitariuszy w szpitalu bardzo mocno zastanawiał spokój Scully-Hicksa w sytuacji w której jego dziecko umierało. - Rodzice zwykle zalewają się łzami, a moim zadaniem jest je wtedy pocieszyć. Uderzyło mnie to bardzo nietypowe zachowanie, był bardzo spokojny – zeznał przed sądem Dr David Tuthill, dla którego niezwykła postawa ojca dziecka wzbudziła na tyle duże podejrzenia, że postanowił podzielić się nimi z policją.

Lekarzy zastanowiło coś jeszcze. Tomograf komputerowy wskazał na wielokrotne krwawienie mózgu. Wkrótce prawda okazała się przerażająca. Dziewczynka miała pękniętą czaszkę, siniaki na czole, krwotok siatkówek w obu okach, złamane żebra, kość strzałkową, oraz prawy piszczel, i krwotok wewnętrzny. Swoje zeznania na procesie złożyło 12 ekspertów z dziedziny medycyny oraz sześciu lekarzy. Jak się okazało, od momentu w którym Elsie trafiła do rodziny, aż czterokrotnie znalazła się w szpitalu. Jednym z powodów był upadek ze schodów.

Matthew Scully-Hicksa, instruktora fitness, który odszedł z pracy by „opiekować się” dzieckiem, pogrążyli dodatkowo sąsiedzi, którzy wielokrotnie słyszeli jak mężczyzna krzyczał na swoje dziecko, nazywając je „bachorem”, czy „głupią małą c**ą”. Podczas procesu zeznali oni również, że dziecko płakało wielokrotnie częściej, niż zazwyczaj w tym wieku. Jak zauważyli, zdarzało się że płacz próbowano zagłuszyć głośną muzyką.

Wszystkie obrażenia miały mieć miejsce gdy drugi z mężczyzn, Craig Scully-Higs przebywał w pracy. Prokurator Paul Lewis zauważył jednak, że maluch nie "współpracował" z rutyną, którą para chciała wprowadzić, a co było trudne podczas posiłków i przed snem.

We wtorek sąd w Cardiff ogłosił swój wyrok. Matthew Scully-Hicks został skazany na dożywocie. Na wolność będzie mógł wyjść najwcześniej po 18 latach odsiadki. Jednocześnie sąd wykazał ubolewanie z powodu niewykorzystanych okazji na uratowanie dziecka. Opieka społeczna nie zareagowała w przypadkach, gdy dziecko tak często pojawiało się w szpitalach. Do tragicznego 25 maja w 2016 roku aż cztery razy w domu pojawiał się pracownik opieki socjalnej, który nie zauważył jednak niczego podejrzanego. A przecież tragedii można było zapobiec.

KH/TheSun/independent.co.uk

CS149FOTMINI

Czas Stefczyka 149/2017

PDF (4,39 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook