Jedynie prawda jest ciekawa

Zachód odpowiedzialny za powstanie Państwa Islamskiego

21.12.2014

Państwo Islamskie (IS) nie pojawiło się znikąd i zawładnęło wielkimi obszarami, myśli wielu ludzi. A jednak tak nie jest. Dżihadyści byli od dawna aktywni na Bliskim Wschodzie; również za sprawą Zachodu – pisze niemiecka rozgłośnia publiczna „Deutsche Welle”.

Według „DW” wiele o Ibrahimie al-Badrim nie wiemy. Jedynie to, że urodził się w Bagdadzie w biednej rodzinie. Teraz na brak pieniędzy raczej nie narzeka, mianował się kalifem i dowodzi własną armią, zwaną „Państwem Islamskim” (PI)

Kariera przywódcy islamistów, który zwie się od 2010 roku Abu Bakr al-Baghdadim, była tak samo błyskawiczna jak kariera milicji terrorystycznej, która od 2013 roku walczy też w wojnie syryjskiej i uznawana jest za nowego wroga Zachodu.

Latem, gdy w Syrii wojna szalała już od ponad dwóch lat, a Zachód ciągle jeszcze nie mógł się zdecydować na interwencję, zaczęły się mnożyć doniesienia różnych organizacji obrony praw człowieka na temat mordów i rzezi dokonywanych przez milicje PI.

Ludzi mordowano we śnie albo rozstrzeliwano z błahych powodów. Od ponad pół roku a najpóźniej od publikacji filmów wideo, na których PI dokumentuje egzekucje zachodnich dziennikarzy, pomocników i opozycjonistów, świat wstrzymuje oddech z powodu Państwa Islamskiego. Ekstremiści działają w Iraku już od ponad dziesięciu lat. Bo PI wyłoniło się z terrorystycznej siatki Al-Kaida w tym kraju.

Gdy Amerykanie wkroczyli w 2003 roku do Iraku, obalili dyktatora Saddama Husajna i zwolnili wszystkich jego sunnickich sprzymierzeńców z oficjalnej służby; od gwardii republikańskiej po służby specjalne. Wielu zostało aresztowanych i osadzonych w więzieniach. Setki tysięcy sunnickich Irakijczyków; generałów, oficerów, żołnierzy i urzędników zostało wykluczonych ze społeczeństwa. – Gdyby nie te wydarzenia, do jakich doszło po wkroczeniu Amerykanów, PI by nie istniało – uważa Guenter Meyer z Centrum Badań nad Światem Arabskim na Uniwersytecie w Moguncji.

Niektórzy byli sprzymierzeńcy Saddama Husajna utworzyli zwarty front przeciwko wojskom amerykańskim. Pod wodzą Abu Musaba al-Sarkawiego powstała „Al-Kaida w Iraku” (AQI). Irak zaczął niczym magnes przyciągać dżihadystów, którzy w 2006 roku, po zamordowaniu Al-Sarkawiego, przemianowali się na „Państwo Islamskie w Iraku (ISI). Na początku 2013 roku ISI wykorzystała powstałą w Syrii próżnię władzy, ekspandowała i znów zmieniła nazwę, tym razem na „Państwo Islamskie w Iraku i Syrii” (ISIS).

Potem doszło do zerwania z paramilitarną grupą zbrojną islamistów; z Frontem al-Nusra powiązanym z siatką Al-Kaidy w Syrii. Ta grupa odmówiła posłuszeństwa przywódcy Abu Bakr al-Baghdadiemu. Od tego czasu pracuje on ze swoimi milicjami nad utworzeniem kalifatu – możliwie w Syrii, Iraku, Libanie i Palestynie.

„Upadek Mosulu w czerwcu 2014 roku zapoczątkował ekspansję milicji terrorystycznej” – twierdzi ekspert bliskowschodni Meyer w rozmowie z Deutsche Welle. Mosul uważano za główny przyczółek byłych sprzymierzeńców Saddama Husajna. Gdy IS przejęło tam kontrolę, przyłączyli się do niego wysoko wykwalifikowani byli sunniccy generałowie i bojownicy, którzy chcieli się zemścić za politykę dyskryminacji będącego wówczas u władzy szyickiego premiera Nuriego al-Maliki.

Poza tym PI splądrowało Bank Centralny w Mosulu, wynosząc stamtąd łup w wysokości milionów dolarów. W 2014 roku Państwo Islamskie szybko parło w kierunku Bagdadu. Nieudolna iracka armia uciekła ze strachu przed terrorystyczną milicją, oddając bez walki nowoczesne technologie i broń. Al-Baghdadi ogłosił na zdobytych terenach przywrócenie kalifatu, przemianował swoje milicje na IS i wprowadził szariat.

Państwo Islamskie fascynuje nie tylko ekstremistów ze Świata Arabskiego: młodzi muzułmanie i konwertyci z całej Europy ruszyli do Syrii i Iraku, żeby walczyć u boku PI. Z Niemiec, jak podaje Urząd Ochrony Konstytucji, do tych krajów udało się 550 bojowników (stan z listopada 2014 r.) „U boku Państwa Islamskiego ma walczyć ogółem 50 000 mężczyzn; przekonanych muzułmanów. IS im dobrze płaci” – twierdzi Meyer.

Podczas podbojów minionych miesięcy Państwo Islamskie zajęło pola naftowe i gazonośne. Nakłada cła i podatki, a także wymusza haracz i okup. Dlatego jest w stanie finansować swoje wydatki i nie jest już zdane na wsparcie ze strony bogatych Arabów znad Zatoki Perskiej. Według różnych źródeł PI obraca dziennie kwotami w wysokości od miliona do trzech milionów euro.

Dzięki środkom finansowym PI bez problemu zaopatruje się w nową broń przez Turcję i Liban. Uważa się je za znaczącą siłę militarną. Uzbrojenie kurdyjskich bojowników w północnym Iraku przez Zachód; w tym również przez Niemcy, walki zbrojnego ramienia syryjskiej partii kurdyjskiej PYD w północnowschodniej Syrii a także przymierze Krajów Arabskich skupionych wokół USA, które od miesięcy bombarduje pozycje IS, powstrzymały Państwo Islamskie przed zagarnięciem dalszych terenów.

Mimo że cel, jakim jest utworzenie Państwa Islamskiego, blaknie w obliczu wielu egzekucji, naloty bombowe prowadzące też do strat wśród miejscowej ludności, znów podnoszą atrakcyjność PI – z zemsty.

Dlatego eksperci są zgodni co do tego, że tylko umiarkowani sunnici w tym regionie mogą naprawdę pokonać PI. „Absolutna większość tamtejszej ludności jest przeciwko PI i ich ekstremizmowi. Gdy się połączą i lepiej zorganizują pod względem militarnym, bardzo szybko staniemy się świadkami upadku tej organizacji” – uważa Udo Steinbach, szef Governance Center Middle East/North Africa” w Humboldt-Viadrina School of Governance w Berlinie.

Ryb, DW

Fot. [

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook