Jedynie prawda jest ciekawa

Wybory są, wyborców brak

10.10.2011

Na ogół w polskich wyborach bierze udział niecała połowa uprawnionych. Dzieje się tak mimo akcji nabijania frekwencji, które przed każdym. Głosowaniem prowadzi środowisko Platformy Obywatelskiej. Polacy nie chcą brać udziału w „festiwalu demokracji”, jak szumnie nazywa się głosowanie. Portal Stefczyk.info pyta, dlaczego wybory nie interesują społeczeństwa.

- Liczba osób chodzących w Polsce na wybory jest niezbyt wysoka – przyznaje profesor Mirosława Grabowska, dyrektor naczelna Centrum Badania Opinii Społecznej. Przypomina jednak, że w tym roku spodziewano się słabszych wyników. - Z naszych analiz wynikało, że frekwencja wyniesie 40-44 procent. Okazało się, że jest trochę wyższa.

Prof. Grabowska zaznacza, że niskie zainteresowanie wyborami w Polsce odbiega od tendencji widocznych na całym świecie.

- Polska pod tym względem odstaje, i od średniej europejskiej, i od krajów postkomunistycznych Europy Środkowej oraz Wschodniej. U nas frekwencja jest o kilkanaście procent niższa niż w krajach tego regionu – mówi nam szefowa CBOS.

Dlaczego w Polsce frekwencja jest tak niska? Profesor Grabowska przyznaje, że trudno w tej sprawie o jednoznaczną odpowiedź. - Nie można tego przypisać polskim tradycjom. W II RP frekwencja była wysoka. Przekraczała nawet 70 procent. I to mimo tego, że w II RP żyła bardzo duża grupa mniejszości narodowych, a wskaźnik niepiśmiennych był wysoki. Warunki, by frekwencja była wysoka były więc znacznie gorsze niż obecnie – tłumaczy socjolog.

Prof. Grabowska mówi także, że niskiego wskaźnika uczestniczenia w wyborach nie można tłumaczyć postkomunizmem, ponieważ w innych krajach postkomunistycznych frekwencja jest znacząco wyższa.

- Trzeba szukać innych wyjaśnień. Być może owocują jakieś błędy popełnione po 1989 roku, instytucje demokratyczne lub edukacyjne źle działają – zastanawia się szefowa CBOS.


W rozmowie z portalem Stefczyk.info prof. Grabowska zaznacza, że „mówienie, że osobom, które nie chodzą na wybory nie zależy na losach państwa, jest zbyt mocne”.

- Oni raczej nie widzą związku między swoimi preferencjami wyborczymi a tym, co się dzieje w kraju – mówi socjolog i zaznacza, że to błędne przekonanie. - Wyborcy potrafią przecież wprowadzić partię do Sejmu lub jej do niego nie dopuścić. Tak było kiedyś z LPR czy Samoobroną, tak jest obecnie z Ruchem Poparcia Palikota. Preferencje wyborcze mają znaczenie i my się o tym w ciągu ostatnich lat mieliśmy okazję przekonać – dodaje w rozmowie z portalem Stefczyk.info.

saż
[fot. PAP/Darek Delmanowicz]
CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook