Jedynie prawda jest ciekawa

W rodzinach wielodzietnych dom jest pełen życia

22.06.2013

Życie w rodzinie wielodzietnej przynosi nie tylko wiele radości i ciekawego życia rodzicom, ale również dzieci, które wychowują się z wraz z rodzeństwem są szczęśliwsze od swoich rówieśników – jedynaków. Zobaczcie dlaczego.

Na pewno dom nie jest pusty. Oprócz obecności własnych dzieci, co chwilę dzwonią domofonem koledzy - jedynacy, szukający towarzystwa - tak o codziennym życiu mówi pani Krystyna, mama sześciorga dzieci, która przyjechała na I Ogólnopolskie Dni Dużych Rodzin.

Mieszkanka Gdańska, która wraz z rodziną przyjechała do Grodziska Maz. Podczas rozmowy wymienia dzieci w kolejności od najstarszego: Miriam 19 lat, Magdalena 16 lat, Michalina - 14 lat, Józefina - 12 lat, Hubert- 10 lat, Leonard - 8 lat.

"Mam brata młodszego brata o 12 lat i przez te 12 lat byłam chowana jak jedynaczka, i zawsze zazdrościłam koleżankom, które miały pełny dom, że ktoś wchodził, wychodził, ciocie, wujkowie, coś się działo" - mówi pytana o powody decyzji o posiadaniu licznego potomstwa. "Nie planowaliśmy z mężem konkretnej liczby dzieci, ale chcieliśmy koniecznie, aby dzieciaki nie wychowywały się same i tak przybywało i przybywało" - dodaje.

Jako najważniejsze wyzwanie wymieniła zapewnienie warunków mieszkaniowych. "My mamy szczęście, że mamy dość duże mieszkanie, ale mogłoby być większe" - podkreśliła. "Drugie wyzwanie to utrzymanie, żeby dzieciaki miały jakiś standard, przynajmniej to, co najważniejsze" - dodała.

Jak zaznaczyła, sama przeżywała swoje dzieciństwo z kluczem na szyi, ponieważ oboje rodzice pracowali. "Doszłam do wniosku, że nie wyobrażam sobie takiej sytuacji dla naszych dzieci. Zdecydowałam się pracować w domu, zajmuję się rękodziełem, ale wiadomo, że wtedy zarobki są mniejsze, więc generalnie zadanie utrzymania spada w większości na męża, który pracuje na etacie" - mówiła pani Krystyna.

Zwróciła też szczególną uwagę na wyzwanie, jakim jest wykształcenie dzieci. "Ceny podręczników i ich ciągłe zmiany powodują koszmarne wydatki we wrześniu, np. w ubiegłym roku za podręczniki dla sześciorga dzieci zapłaciliśmy 2,5 tys. zł; więc trzeba cały rok oszczędzać na wrzesień" - relacjonowała.

"Wyzwanie to też zakupy dla tak licznej rodziny. Ja piekę chleb sama, więc odpada bieganie do piekarni, a mleko i nabiał dostarcza nam bezpośrednio do domu jedna z okolicznych małych mleczarni" - opowiadała mama sześciorga dzieci.

Poza materialnymi wyzwaniami pani Krystyna mówiła też o duchowym wyzwaniu, jakim jest wychowanie dobrych ludzi. "Widzę niesamowite efekty; to, czego nauczyłam najstarsze dzieci, one wpajają młodszym dzieciom. Odpadają mi pewne sprawy wychowawcze, bo z góry wiadomo, że w domu panują określone zasady i jedno dziecko pilnuje drugiego" - stwierdziła.

Jak opowiadała, dzieci są otwarte i chętnie angażują się w pomoc innym, chcą coś robić dla innych. Pytana o odbiór tak dużej rodziny podkreśliła, że spotyka się z różnymi reakcjami. "Czasem z podziwem, a są też osoby, które mi się tłumaczą, że szkoda, że nie mają więcej dzieci" – mówiła. "Niestety są też osoby, które oceniają, że to nie jest odpowiedzialne, mieć tyle dzieci" – dodała. "Na pewno dom nie jest pusty, ponieważ co chwilę domofonem dzwonią koledzy i pytają czy dzieci wyjdą się pobawić, ponieważ w okolicy mieszkają w większości rodziny z jednym lub dwójką dzieci, i te dzieci nudzą się same i szukają towarzystwa" - relacjonowała.

"Na pewno jest wesoło, ale czasem też trudno od strony materialnej" - podsumowała.

Dodała, że pojawiają się momenty, gdy dzieci buntują się, bo np. chciałyby mieć własny pokój. "Ale już za chwilę mówią: ja bym jednak nie chciał sam spać, ja się boję" – relacjonowała.

"Moja córka zaprzyjaźniła się z dziewczynką bardzo bogatą. Przybiegła od niej i mówi: mamo ta dziewczynka ma wszystko, pięć domów dla lalek Barbie, swoją łazienkę, swoją sypialnię, tysiące lalek, a na końcu stwierdziła: Mamo, ale ona jest sama i nie ma się z kim bawić" – opowiadała pani Krystyna.

"Dla mnie to było niesamowite, bo myślałam, że moje dziecko tak tęskni za tymi wszystkimi zabawkami, a jednak wie, że nie o to chodzi, aby siedzieć samemu i na to patrzeć" - podkreśliła. Aby przyjechać do Grodziska Maz. rodzina pożyczyła większy samochód od znajomych, ponieważ sami mają samochód 5-osobowy. "Po Gdańsku, gdzie wprowadzono kartę dużej rodziny, poruszamy się komunikacją miejską, ponieważ jest dla nas darmowa. Jedziemy gdzie potrzebujemy bez żadnego wydatku" - zaznaczyła pani Krystyna.

Pytana o powody przyjazdu do Grodziska, podkreśliła, że jej rodzina od kilku lat angażuje się w działania Związku Dużych Rodzin. "Nie wyobrażaliśmy sobie, aby nas tu nie było, choć mieliśmy chwile zwątpienia, aby to logistycznie rozwiązać" - dodała.

"Ten zjazd to takie święto rodzin, dobrze, aby Polska zobaczyła, że te rodziny wielodzietne są bogactwem, dzieci są często uzdolnione, ponieważ inspirują siebie nawzajem, mobilizują, bo siostra coś fajnego robi, to ja też spróbuję" - mówiła.

Na zakończenie rozmowy zdradziła motto, często powtarzane przez jej męża: "W dużej ilości siła". W czasie gdy pani Krystyna brała udział w konferencji ekonomicznej, jej mąż z dziećmi uczestniczyli w zajęciach zorganizowanych dla najmłodszych w ramach zjazdu rodzin.

PAP, lz

[fot: PAP/ Grzegorz Jakubowski]

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook