Jedynie prawda jest ciekawa

Tragedia uchodźców w Syrii

12.03.2013

Już ponad milion osób zostało zmuszonych do ucieczki z Syrii w wyniku toczącej się tam od dwóch lat wojny domowej - wynika z danych ONZ. To, obok 70 tysięcy zabitych i setek tysięcy zmuszonych do opuszczenia własnych domów pogłębia obraz tragedii rozgrywającej się w tym kraju.

W zeszłym tygodniu organizacja Lekarze bez Granic (MSF) uznała Syrię za obszar katastrofy humanitarnej twierdząc, że działania wojenne na jej terenie zniszczyły całkowicie służbę zdrowia, w tym infrastrukturę medyczną.

Z kolei oenzetowska agencja ds. uchodźców (UNHCR) podała, że liczba zarejestrowanych uchodźców z Syrii w krajach trzecich sięgnęła miliona i może się znacznie zwiększyć jeszcze w tym roku. Nikt natomiast nie jest w stanie zliczyć setek tysięcy uciekinierów wewnątrz Syrii.

- Ludzie w niekontrolowany sposób przemieszczają się z miasta do miasta, uciekając przed walkami, prześladowaniem bądź więzieniem - powiedziała PAP Rima Kamal z Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża w Damaszku.

Szacujemy, że liczba wysiedlonych jest przybliżona - twierdzi Kamal. Przy tym w samej tylko stolicy sytuacja osób szukających schronienia stale się pogarsza; niektórzy koczują na ławkach i na ulicach. Tylko w 2012 r. z pomocy żywnościowej organizacji skorzystało około 1,5 miliona ludzi.

Samayya przyjechała do Damaszku wraz z rodziną cztery miesiące temu. Ich dom został zburzony w trakcie ostrzału rakietowego. W ostatnim roku trzy razy zmieniali miejsce pobytu. Teraz mieszkają w szkole zaadaptowanej na potrzeby setek osób znajdujących się w podobnej sytuacji. - Najbardziej doskwiera mi to, że musimy mieszkać w jednym pomieszczeniu z obcymi ludźmi. Nasza rodzina została podzielona - żali się. Sale lekcyjne zostały zamienione w obszerne sypialnie, w których kobiety i mężczyźni przebywają oddzielnie.

Kobieta, pochodząca z małej wioski położonej niedaleko miejscowości Sayydah Zeinab, opowiada: - Kiedy rebelianci wkroczyli do miasta ostrzegli ludzi, że następnego dnia będą miały miejsce działania zbrojne. Tej samej nocy rozpoczął się ostrzał rakietowy. Nie mieliśmy czasu, aby się spakować lub zabrać jakiekolwiek rzeczy. Wszyscy uciekali zabierając jedynie to, co mieli przy sobie. Wyjeżdżając z miasta widziałam, jak pocisk uderzył w nasz dom niszcząc go kompletnie.

Tarek Karsi - pracownik centrum dystrybucji żywności zarządzanego przez Syryjski Czerwony Krzyż - tłumaczy, że większość wysiedlonych przybywa do Damaszku z okolicznych wsi lub z przedmieść stolicy. Pokazuje dziesiątki kartonów z pomocą humanitarną dostarczone głównie przez ONZ i Międzynarodowy Komitet Czerwonego Krzyża. - W całym mieście znajduje się 27 punktów rozdziału żywności. Pomagamy miesięcznie około 350 tys. ludzi - dodaje.

Ammar Galou, z rady miasta, powiedział PAP, że w Damaszku utworzonych zostało około 20 placówek dla uchodźców i w każdej z nich przebywa średnio około 500 osób. - Damaszek wciąż jest jeszcze relatywnie bezpieczny. Ludzie nie chcą więc wracać do swoich wiosek, nawet jeśli walki ustają. Dla nas to kłopot, bo w konsekwencji ośrodki są przeludnione - komentuje.

Jednak dla Muniry z Diabeih powrót do domu jest już niemożliwy. Większość mężczyzn w jej rodzinie pracowało dla syryjskich służb bezpieczeństwa i teraz obawiają się odwetu. Kobieta tłumaczy, że wielokrotnie byli zastraszani: grożono im egzekucją. Munira jest najstarsza wśród kobiet. Otoczona córkami i wnukami mówi, że po 25 latach pracy w fabryce odzieży, gdzie szyła ubrania dla ministerstwa obrony narodowej, nie ma już nic. Jej fabryka, jak wiele innych, została zniszczona podczas działań wojennych.

Jej córka wyznała w rozmowie z PAP, że ludzie w czasie wojny czują się bezkarni i nie wiadomo, kto i o co może być oskarżony: - Dziekan szkoły w naszym mieście został zabity w biały dzień. Prawdopodobnie jako pracownik placówki publicznej był utożsamiany z reżimem. Już wcześniej otrzymywał pogróżki. Widziałam, jak został otoczony przez kilka samochodów, kiedy szedł ulicą. Chcieli, aby pojechał z nimi, a kiedy odmówił, zaczęli strzelać - opowiada z przejęciem.

Kobieta uważa, że bombardowania, czy też toczące się walki, to tylko część problemu. Powszechne stały się uprowadzenia dla okupu. Najczęściej porywacze znają swoją ofiarę, obserwują ją, wiedzą, kiedy mogą bezpiecznie zaatakować. - Kiedy z naszej miejscowości zniknęła młoda dziewczyna, okup był bardzo wysoki. Wyjechaliśmy jednak z miasta nie dowiedziawszy się, czy rodzinie udało się odzyskać dziecko - dodaje ze smutkiem.

Jednym z najbardziej strzeżonych miejsc w Damaszku jest stare miasto. Otoczone przez dziesiątki punktów kontrolnych syryjskiej armii jest dostępne jedynie dla jej rezydentów. Dzielnica ta, zamieszkana w większości przez katolików z różnych wyznań jest uważana w stolicy za silnie sympatyzującą z prezydentem Syrii Baszarem al-Asadem. W samym sercu starówki znajduje się jedna z najstarszych szkół na bliskim wschodzie - założona w 1635 r. - do której uczęszczają uczniowie różnych wyznań.

Odej jest w klasie maturalnej, w tym roku przygotowuje się do końcowych egzaminów. Pochodzi z Homs. Do tej pory nie może otrząsnąć się po tym, czego doświadczył podczas konfrontacji wojska syryjskiego z opozycją. - Kiedy zastrzelony został mój najbliższy przyjaciel ze stresu popadłem w depresję. Nie mogłem spać. Rodzice postanowili wyjechać z Homos i tak znalazłem się w Damaszku - mówi.

Kamal z Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża uważa, że wojna ma wpływ na każdy aspekt życia osób, które znalazły się w rejonie działań zbrojnych. Opowiada: - Ludzie są więzieni, uprowadzani, zabijani lub umierają z braku możliwości świadczenia im pomocy medycznej. Obecnie nawet w Damaszku nie ma miejsca w pełni bezpiecznego. Eksplozje samochodów pułapek mogą mieć miejsce wszędzie. Czasem, kiedy przejeżdża ciężarówka człowiek zastanawia się, czy za chwilę nie wybuchnie.

Apelujemy - konkluduje - aby wszystkie strony konfliktu chroniły ludność cywilną przestrzegając przepisów Konwencji Genewskiej, jednak różnie z tym bywa.


Z Damaszku Beata Oleksy (PAP)
Greg
[fot. Wikipedia]
CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook