Jedynie prawda jest ciekawa

Śladami uchodźców w Polsce

20.06.2012

Na kolejowym przejściu granicznym w Terespolu składanych jest 95 proc. wniosków o status uchodźcy - tu zaczyna się droga cudzoziemców starających się o ochronę międzynarodową. Żeby zostać uchodźcami muszą udowodnić, że w swoim kraju byli prześladowani.

Przez kolejowe przejście graniczne w Terespolu w ciągu doby przejeżdża ok. 20 składów osobowych i ok. 20 towarowych, przebiega tędy szlak Moskwa-Paryż. Lokalny pociąg z Brześcia przyjeżdża do Terespola dwa razy dziennie: o 7.12 i około południa. Oprócz Białorusinów, którzy przyjeżdżają do Polski na zakupy czy w innych sprawach, pasażerowie to uchodźcy. Ci najczęściej przyjeżdżają rano, po kilkanaście osób; nie mają ważnych dokumentów, na ogół od razu deklarują, że chcą ubiegać się o ochronę międzynarodową. "Bieżeniec" (uchodźca) - mówią już na peronie.

Jak mówi mjr Artur Barej, komendant placówki Straży Granicznej, która zabezpiecza kolejowe przejście graniczne w Terespolu, strażnikom nie wolno ich ukierunkowywać czy niczego sugerować. "Nie możemy im zaproponować: czy chcecie być uchodźcami? Mamy ich słuchać. Jeśli widzimy, że są przestraszeni, możemy ich spytać, czy się czegoś boją. Jeśli otwarcie wyrażają obawę o swoje życie, możemy ich poinformować, że mają prawo starać się o ochronę międzynarodową. Ale bardzo rzadko zdarzają się osoby, które nie są tego świadome. Większość wie, po co przyjeżdża" - dodaje Barej.

22-letni Rishad z Kazachstanu mówi, że w jego kraju trudno było żyć. "Jestem muzułmaninem. Przyjechałem, bo w naszym mieście zakazano spotkań religijnych, w których uczestniczą więcej niż trzy osoby. Zaczęły się prześladowania muzułmanów. Nie można było wynająć mieszkania, znaleźć pracy. Moja mama i brat zostali" - opowiada.

W Polsce stara się o status uchodźcy. Wybrał nasz kraj, ponieważ są tu ludzie z jego stron. "Słyszałem, że tu pomagają uchodźcom. Chciałbym znaleźć pracę, uczyć się. Jeśli decyzja będzie pozytywna, zacznę tu nowe życie. Uczę się już polskiego" - mówi.

"Dwa lata temu przyjechali obywatele Iraku, starsze małżeństwo. Mężczyzna miał kroplówkę, potrzebował dializ. Mieli podrobione dokumenty, od razu zadeklarowali, że chcą starać się o status uchodźcy, byli chrześcijanami, więc mogli być prześladowani ze względu na wyznanie. Powiedzieli, że chcą godnie przeżyć tę resztę życia, która im została. Ten człowiek przyjechał tutaj, żeby godnie umrzeć. Nie wiemy, co się z nimi dzieje. Wiemy, że stawili się w ośrodku" - opowiada Barej.

Większość starających się o status uchodźcy to obywatele krajów b. ZSRR, mówią po rosyjsku, nie mają więc problemu, by dogadać się ze strażnikami - na posterunku w Terespolu zawsze są funkcjonariusze znający rosyjski. Gdy trzeba, można też sprowadzić tłumacza. Choć wiedzą, że mogą prosić o ochronę w Polsce, nie zdają sobie sprawy, z czym to się wiąże, nie znają też swoich praw - podkreśla Barej.

Wszystkie osoby, które nie mają wiz, trafiają do zespołu, który zajmuje się wyłącznie przyjmowaniem wniosków o nadanie statusu uchodźcy. Są pytani, dlaczego przyjechali, dlaczego nie mają dokumentów, odbiera się im paszport, a po złożeniu wniosku otrzymują TZTC, czyli tymczasowe zaświadczenie o tożsamości cudzoziemca, z którym mogą się swobodnie poruszać po kraju. Pobierane są od nich odciski palców, by sprawdzić, czy nie starali się o status uchodźcy w innym kraju. Jeśli przed zakończeniem postępowania wyjadą do innego państwa i tam zostaną zatrzymani, będą odesłani z powrotem do Polski, ponieważ tutaj złożyli wniosek.

Jeśli ktoś nie ma dokumentów i nie można ustalić jego tożsamości albo istnieje podejrzenie nadużycia procedury uchodźczej, zostaje zatrzymany i może być umieszczony w ośrodku zamkniętym. Pozostali po złożeniu wniosku mogą opuścić posterunek. W ciągu dwóch dni powinni stawić się w ośrodku recepcyjnym, by złożyć zeznania i kontynuować procedurę.

Najbliższy ośrodek dla chcących uzyskać status uchodźcy znajduje się w Białej Podlaskiej, ok. 30 km od Terespola. "Zazwyczaj przyjeżdżają wieczorem. Stawiają się u ochrony, która ich tymczasowo kwateruje, zaopatruje w suchy prowiant. Gdy następnego dnia przychodzą pracownicy socjalni, zajmują się nimi, przydzielają pokoje. Dostają własną pościel, naczynia, klucze, przepustkę. Każdy cudzoziemiec, który chce być przyjęty do ośrodka, musi przejść badania lekarskie" - mówi naczelnik ośrodka Norbert Rafalik. Wielu z tych, którzy przyjeżdżają do ośrodka, odpoczywa tylko po podróży i jedzie dalej, nie doprowadzają postępowań do końca. "Zwykle mówią, że jadą do kogoś z wizytą. Ale na ogół już nie wracają" - dodaje Rafalik.

Dla większości cudzoziemców Polska jest tylko krajem tranzytowym w drodze do Niemiec, gdzie jest większa diaspora, są też lepsze warunki ekonomiczne.

Ci, którzy zostają w ośrodku, mają tu możliwość nauki języka polskiego. Na miejscu są też: przedszkole, biblioteka, świetlica, prowadzone są zajęcia artystyczne, integracyjne.

W przedszkolu bawią się dwie kilkuletnie dziewczynki - Saodad i Sulamaja z Tadżykistanu. Przyjechały w zeszłym tygodniu, nie mówią jeszcze po polsku. Jak mówi Michalina Muchla ze Stowarzyszenia Vox Humana, które prowadzi zajęcia z dziećmi, rodzice chętnie przysyłają je do przedszkola, ale stawiają swoje ograniczenia - np. pewna rodzina z Kazachstanu zabroniła dzieciom śpiewać i nie życzyła sobie, by odtwarzać im muzykę.

W ośrodku recepcyjnym cudzoziemcy spędzają zwykle ok. miesiąca - tyle trwa wywiad statusowy, najważniejszy etap postępowania.

Wywiady odbywają się w specjalnych pokojach - każdy pomalowany jest na inny kolor. Obok biurka i krzeseł, każdy wyposażony jest w kącik dla dzieci i zabawki. Na każdym biurku stoją chusteczki, woda. "Przesłuchania czasem trwają po trzy, cztery dni. Bywają drastyczne. Cudzoziemcy czasem opowiadają szczegółowo o tym, jak byli torturowani, kobiety - jak zostały zgwałcone. Nie naciskamy, ale czasem sami chcą o tym mówić, to dla nich forma terapii. Pojawiają się smutne historie. Te pokoje wysłuchały ich bardzo wiele" - mówi Agnieszka Markowska, kierowniczka Wydziału Zamiejscowego Departamentu Postępowań Uchodźczych UdSC. W pokojach przesłuchań są też lampy bakteriobójcze. "Zdarzają się osoby z gruźlicą" - tłumaczy.

Większość cudzoziemców ubiegających się o status uchodźcy to obywatele krajów b. ZSRR, najwięcej z Czeczenii, Inguszetii, Dagestanu, Gruzji. "Od 2009 r. przybywa Gruzinów. Tam jest bieda, wysokie bezrobocie. Jako ludzie ich rozumiemy, ale wiemy, że nie kwalifikują się, by otrzymać status uchodźcy, bo przyjechali tu z powodów ekonomicznych. Jest taka rodzina z Inguszetii, już drugi raz będzie wydalona. Lubimy ich, współczujemy im, ale wiemy, że z tytułu biedy ochrona nie przysługuje" - mówi Markowska.

Po zakończeniu przesłuchań cudzoziemcy kierowani są do ośrodka docelowego, w którym oczekiwać będą na zakończenie procedury, np. w Kolonii Horbów.

Kiedyś był tu kompleks hotelowo-gastronomiczny "Horbowianka". Obecnie mieszka tu 121 osób: 97 narodowości czeczeńskiej, pozostałe pochodzą z Gruzji, Kazachstanu, Inguszetii i Armenii. Wśród nich 73 dzieci, większość uczy się w oddalonej o 14 km szkole w Berezówce. Stanowią tam prawie połowę uczniów.

W ośrodku są sale telewizyjne, sala modlitw, przedszkole, sala, gdzie dzieci mogą odrabiać lekcje pod nadzorem nauczycielek lub uczyć się języka polskiego. Są też lekcje polskiego dla dorosłych.

Większość rezydentów ośrodka nie pracuje, choć część ma już zezwolenia. "Nie jest łatwo znaleźć pracę. Bardzo wiele z tych osób nie ma żadnego wykształcenia ani zawodu. Nie mieli gdzie go zdobyć, uciekli z kraju ogarniętego wojną" - mówi dyrektor ośrodka Grzegorz Machno. Dodaje, że w zeszłym roku udało się załatwić pracę dla kilkunastu mężczyzn w zakładach metalurgicznych, ponad 100 km od ośrodka. "Staramy się zachęcać lokalnych pracodawców do zatrudniania cudzoziemców. Oni nie lubią się rozstawać na dłużej. Są bardzo rodzinni, jeśli muszą gdzieś jechać, przemieszczają się całymi rodzinami. To zresztą też podoba im się w Polakach - że są rodzinni i religijni. Dlatego dobrze czują się w Polsce" - mówi Machno.

Do stałych rezydentów ośrodka należy 42-letni Musa. Pochodzi z Groznego, w Polsce jest od trzech lat. Ma czworo dzieci - najstarszy Muslim chodzi do trzeciej klasy, najmłodsza, dwuletnia Danzila urodziła się już w Polsce. Żona Musy, Hadiża, spodziewa się kolejnego dziecka. Dzieci po polsku mówią znakomicie, rodzice jeszcze nie nauczyli się języka.

Z Czeczenii Musa wyjechał, by chronić rodzinę. Szuka pracy, na razie bezskutecznie. "W Polsce żyje się normalnie. Zawsze czuje się tęsknotę za domem, ale chcemy mieszkać jak ludzie, pracować. Nie wszystko jest idealne, ale na pewno jest lepiej niż w Czeczenii" - zapewnia. Mówi, że choć nie dostał wszystkiego, czego się spodziewał, jest wdzięczny za to, co ma. "Wszędzie dobrze, gdzie nie ma wojny i gdzie nas nie prześladują" - podkreśla.

W środę przypada Światowy Dzień Uchodźcy.

W Polsce cudzoziemcowi nadaje się status uchodźcy, jeżeli na skutek uzasadnionej obawy przed prześladowaniem z powodu rasy, religii, narodowości, przekonań politycznych lub przynależności do określonej grupy społecznej nie może lub nie chce korzystać z ochrony własnego kraju.

Jak wynika z danych Urzędu ds. Cudzoziemców, w zeszłym roku w Polsce złożono 6 tys. 887 wniosków o przyznanie statusu uchodźcy, w bieżącym (do końca maja) - 3 tys. 109.

Ponad 60 proc. wniosków składają obywatele Rosji, blisko 30 proc. - Gruzini, 2 proc. - Ormianie. Liczba wniosków od obywateli pozostałych państw nie przekracza 1 proc.

W 2011 r. status uchodźcy nadano 153 osobom (m.in. 82 obywatelom Rosji, 19 Białorusinom, 16 Irakijczykom, 12 obywatelom Erytrei; ochrony nie otrzymał żaden obywatel Gruzji ani Armenii); 6 tys. 584 spraw umorzono.

W tym roku pozytywnie rozpatrzono już 72 wniosków.

Obecnie pod opieką Urzędu do Spraw Cudzoziemców (dane na dzień 1 czerwca br.) przebywa 2 tys. 639 osób ubiegających się o status uchodźcy.

PAP
[fot. PAP/Grzegorz Jakubowski]

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook