Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Państwo Islamskie walczy z Talibami

19.07.2015

Dwie grupy radykalnych muzułmańskich terrorystów konkurują między sobą.

Przez kilka dni Amerykanie mogli sobie winszować. Ich bezzałogowe samoloty wybiły do nogi przywódców hindukuskiej filii Państwa Islamskiego. Potem okazało się jednak, że główny emir przeżył.

Pierwsze komunikaty triumfowały. W amerykańskich powietrznych nalotach, przeprowadzonych w mijającym tygodniu we wschodnim Afganistanie zginęli Hafiz Sajjed Chan, emir wilajetu Chorasan, hindukuskiej prowincji kalifatu z Syrii i Iraku, a także jego zastępca Gul Zaman i jego „prawa ręka” Dżahanjar, sekretarz i rzecznik wilajetu Szahidullah Szahid, a także ponad stu podległych im partyzantów. Wyglądało na to, że Amerykanom udało się zgładzić wszystkich przywódców i znaczną część wojska hindukuskiej filii Państwa Islamskiego.

Powstała ona pod koniec zeszłego roku, a utworzyli ją pomniejsi komendanci afgańskich i pakistańskich talibów, skłóconych z ich przywódcami, niezadowolonych z ich polityki. Iracko-syryjska centrala kalifatu przyjęła akces Afgańczyków i Pakistańczyków i ogłosiła ich wilajetem Chorasanu, obejmującym swoim terytorium wschodnią część Iranu, północne regionu Pakistanu, Afganistan, a także poradzieckiej Azji Środkowej. Na emira Chorasanu wyznaczony został Hafiz Sajjed Chan, dowodzący dotychczas pakistańskimi talibami w Orakzaju, jednego z siedmiu terytoriów Wolnych Plemion Pasztuńskich z afgańsko-pakistańskiego pogranicza. Zastępcą emira został afgański talib mułła Abdul Rauf Chadim, były więzień z Guantanamo. Przyłączył się do niego zaraz mułła Mansur Dadullah, brat zabitego w 2007 r. przez Amerykanów mułły Dadullaha, jednego z najkrwawszych i najbardziej radykalnych komendantów talibów.

O ile pojawienie się hindukuskiej filii Państwa Islamskiego w Pakistanie nie wywołało żadnego oddźwięku, w Afganistanie natychmiast wywołało ono bratobójcze walki między talibami i ich niedawnymi towarzyszami broni, którzy przeszli do obozu kalifatu. Do pierwszych starć doszło w południowej prowincji Helmand, twierdzy talibów i rodzinnych stronach emira Chadima. Z helmandzkiej próby sił zwycięsko wyszli talibowie. Oddział emira Chadima został rozbity, a on sam zginął w lutym od rakiety wystrzelonej z amerykańskiego samolotu bezzałogowego. W marcu, w potyczce z afgańskim wojskiem, zginął też następca Chadima, jego siostrzeniec Abdul Wahidi.

Rozbici w Helmandzie, afgańscy zwolennicy Państwa Islamskiego rozpierzchli się po innych prowincjach. W pobliskich Zabulu i Ghazni zaczęli napadać i mordować afgańskich szyitów, Hazarów. Na północy kraju, zwłaszcza w Kundzie, przyłączyli się do wiosennej ofensywy talibów, a wzorem bliskowschodniego kalifatu, pojmanych do niewoli afgańskich żołnierzy zabijali przez ścięcie.

Do nowej, bratobójczej wojny między talibami i zwolennikami Państwa Islamskiego doszło natomiast na afgańskim wschodzie, w prowincjach Nuristan, Nangarhar i Kunar, a także podkabulskim Logarze. W przeciwieństwie do południa kraju, będącego ich kolebką i plemienną twierdzą, na afgańskim wschodzie talibowie nigdy nie cieszyli się tak wielkim poparciem za to zawsze działały tu ugrupowania polityczne oraz partyzanckie, odwołujące się do najskrajniejszej, salafickiej szkoły w islamie.

Sygnałem do otwartej wojny między talibami i zwolennikami kalifatu o wpływy, ziemię i dochody z przemytu opium na afgańskim wschodzie stał się zamach bombowy w Dżelalabadzie, dokonany przez „chorasańczyków”. Zginęło wtedy pół setki ludzi, a dwa razy tyle zostało rannych. Talibowie uznali zamach za wyzwanie do ich monopolu na afgańskim wschodzie. W maju „chrasańczycy”, gromiąc talibów, przejęli kontrolę nad połową powiatów w prowincji Nangarhar. Zabili też mułłę Mir Ahmada Gula Haszmiego, wyznaczonego przez talibów na partyzanckiego gubernatora Nangarharu.

Wojnie na polu bitwy towarzyszyła wojna propagandowa. Najpierw kalif Abu Bakr al-Baghdadi nazwał przywódcę talibów mułłę Omara „wioskowym głupkiem” i „watażką, który nie umie stawiać liter”. W czerwcu zastępca mułły Omara, mułła Achtar Mohammed Mansur ostrzegł kalifa, że w Afganistanie świętą wojnę wolno prowadzić jedynie pod przywództwem talibów i ich emira, mułły Omara, który wbrew rozsiewanym przez jego wrogów plotkom, żyje i ma się znakomicie.

Zagrożenie ze strony „chorasańczyków” miało stać się jednym z powodów, dla których talibowie zdecydowali się podjąć w lipcu pierwsze, oficjalne rozmowy o pokoju z afgańskim rządem. Rozmowy zaś zbiegły się amerykańskimi nalotami i pogromem armii „chorasańczyków” w Nangarharze. To właśnie w odebranych talibom powiatach zginęli przywódcy chorasańskiego wilajetu. Z wyjątkiem samego emira Hafiza Sajjeda Chana, który zdaniem afgańskiej agencji informacyjnej Pajhwok przeżył jednak bombardowanie. Rozgromienie „chorasańczyków”, będące tak samo na rękę Kabulowi, jak talibom było wynikiem cichej między współpracy i pewnym informacjom szpiegowskim, dostarczonym przez nich Amerykanom (to dlatego amerykańskie ataki powietrzne w Afganistanie i Pakistanie są tak skuteczne, a w Syrii, gdzie Amerykanie nie mają szpiegów, ani sojuszników, nie przynoszą efektów).

Doświadczenia z wojen w Afganistanie, Iraku i Syrii wskazują, że samo zgładzenie przywódców rebelii, nie oznacza jeszcze jej końca. W Iraku Amerykanom udało się zabić wszystkich pierwszych przywódców tamtejszej filii Al-Kaidy z Abu Musabem Zarkawim na czele, a mimo to odrodziła się ona i stanowi dziś jeszcze większe zagrożenie jako Państwo Islamskie. Rozbicie wilajetu Chorasanu powstrzyma jednak na jakiś czas ekspansję Państwa Islamskiego pod Hindukuszem, a przede wszystkim zniechęci do przechodzenia pod sztandary kalifatu wielu potężnych partyzanckich komendantów, rozczarowanych ślamazarnością mułły Omara i skłóconych z przywódcami talibów. W Afganistanie mówi się, że przejście na stronę Państwa Islamskiego rozważa partyzancki weteran Gulbuddin Hekmatjar, a zwłaszcza Abdul Kajjum Zakir, do niedawna najważniejszy komendant talibów, odsunięty od władzy po przegranej rywalizacji o posadę wiceemira.

mly/PAP

[fot. youtube]

Słowa kluczowe:

talibowie

,

Afganistan

,

muzułmanie

,

terroryzm

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook