Jedynie prawda jest ciekawa

Kobiece kwoty w Europie

09.03.2012

Kwestia dostępu kobiet do stanowisk kierowniczych jest problemem w wielu krajach europejskich. Jedne stosują rozwiązania kwotowe, inne wprowadzenie kwot rozważają, zachęcając zarazem pracodawców, by z własnej woli poprawili sytuację kobiet w tym względzie.

 

 

NORWEGIA
norwayNorwegia w 2004 roku jako pierwsze państwo na świecie zagwarantowała kobietom 40 proc. miejsc w radach nadzorczych spółek publicznych. Parytet dotyczy ok. 460 największych firm, państwowych, komunalnych oraz prywatnych, mających status spółek akcyjnych w obrocie publicznym. Nie obowiązuje w tysiącach innych przedsiębiorstw.                  

Przepis mówi, że przedstawiciele każdej z płci mają zagwarantowane przynajmniej 40 proc. miejsc w radach nadzorczych mających przynajmniej 9 członków.                  

Prawo w tej kwestii wprowadzane było stopniowo. Prywatne spółki miały czas na wprowadzenie zmian do 2006 roku, pod groźbą likwidacji.                  

Początkowo nowe prawo budziło kontrowersje, teraz jednak nikt już nie podważa jego sensu. Z parytetu zadowolony jest socjaldemokratyczny premier Norwegii Jens Stoltenberg. "Wcześniej mieliśmy tylko 8 proc. kobiet w radach nadzorczych, teraz mamy 42 proc." - podkreślił premier Norwegii podczas niedawnej wizyty w Sztokholmie.                  

Przed wprowadzeniem parytetu niesłusznie obawiano się, że wiele firm, aby uciec od konieczności dostosowania się do regulacji, zmieni formę własności. Nieprawdziwe okazały się również przypuszczenia, że spółki będą miały problem ze znalezieniem kompetentnych pań. Do rad nadzorczych trafiły kobiety lepiej wykształcone od mężczyzn, obniżyły też średnią wieku w tych gremiach.                  

Wiele norweskich firm, których nie objął prawny obowiązek parytetu płci, dobrowolnie zwiększyło zatrudnienie kobiet.                  

Parytet płci w radach nadzorczych nie spowodował jednak automatycznego zwiększenia liczby kobiet w zarządach firm lub na wysokich pozycjach menedżerskich. Uważa się to za największą porażkę norweskiej polityki równości. Norwegowie wierzą, że zmiany wymagają czasu. Pojawiają się głosy, aby rozszerzyć parytet na kolejne rodzaje firm.                  

Stoltenberg uważa, że wpływ na liczbę kobiet na wysokich stanowiskach będą miały również inne działania rządu: atrakcyjny system urlopów rodzicielskich, dostępny również dla przedsiębiorców indywidualnych, czy dobrze rozwinięta sieć opieki przedszkolnej.                 

SZWECJA

szwecjaW Szwecji od kilku lat trwa debata, czy wprowadzić system podobny do norweskiego. Na razie rządząca od dwóch kadencji centroprawicowa koalicja nie zdecydowała się na wprowadzenie parytetów w radach nadzorczych firm. Szwecja w 2006 roku była bliska takiego rozwiązania, przymierzał się do tego socjaldemokratyczny rząd, który jednak nie utrzymał się u władzy.                  

Obecny rząd uważa, że są inne sposoby na zwiększenie znaczenia kobiet w biznesie. W Szwecji wprowadzono możliwość odliczenia przez podatnika części wydatków na usługi związane z prowadzeniem domu, np. sprzątaniem. Jednym kobietom ma to pomóc w godzeniu roli matki z obowiązkami zawodowymi, innym - zostać przedsiębiorcami w tym sektorze.                  

Szwecja zamiast wprowadzenia parytetu w radach nadzorczych firm chce skupić się na sprawiedliwym procesie rekrutacji do spółek kontrolowanych przez państwo. Według premiera Szwecji Fredrika Reinfeldta jest to klucz do zbliżenia się do 50-proc. reprezentacji kobiet we władzach spółek.                  

W Szwecji odgórne regulacje często zastępuje społeczna świadomość. Wiele firm poszukujących pracowników podkreśla w ogłoszeniach, że prowadzi politykę równouprawnienia.  Wciąż dużą rolę w dążeniu do równości na rynku pracy mają w Szwecji silne związki zawodowe. Na czele centrali związkowej LO, mającej 1,5 mln członków, stoi kobieta, Wanja Lundby-Wedin.                  

Szwedzi mogą liczyć na pomoc rzecznika ds. dyskryminacji. Instytucja ta rozpatruje skargi na dyskryminację ze względu m.in. na płeć. Rzecznik ma realną władzę, może nakazać pracodawcy wypłacenie poszkodowanemu wysokiego odszkodowania.                  

Na razie jednak Szwedom w uzyskaniu równości daleko do Norwegii. W radach nadzorczych szwedzkich spółek akcyjnych notowanych na giełdzie ok. 26 proc. stanowią kobiety, ale są postępy, jeszcze kilka lat temu było to tylko kilkanaście procent.                  

W Szwecji podkreśla się, że w procesie wyrównywania szans na rynku pracy ważna jest promocja przedsiębiorczości. Szwedki mają możliwość skorzystania z atrakcyjnych państwowych mikropożyczek na rozwinięcie działalności gospodarczej. Istnieje rządowy program, w którym 880 ambasadorek biznesu dzieli się swoimi doświadczeniami z innymi kobietami.                  

W Szwecji zwraca się uwagę, że ważnym problemem są mniejsze zarobki kobiet. Według statystyk Szwedka zarabia przeciętnie o 14,3 proc. mniej od Szweda.                  

Równouprawnienie dotyczy w Szwecji również najwyższych władz. Szwedzi w 1980 roku zmienili konstytucję, ustanawiając następczynią tronu najstarszą córkę królewskiej pary Wiktorię, podczas gdy według tradycji królem powinien zostać jej młodszy brat Karol Filip. Natomiast nie istnieją parytety w polityce, partie same dobrowolnie ustalają własne reguły, a reprezentacja kobiet w życiu publicznym jest duża.                  

NIEMCY

germanyW Niemczech nie ma kwot dla kobiet na stanowiskach kierowniczych, ale od lat trwa dyskusja na temat ich wprowadzenia. Bowiem - według danych Niemieckiego Instytutu Badań Gospodarczych (DIW) - kobiety zajmują obecnie jedynie 3,2 proc. stanowisk w zarządach 200 największych niemieckich przedsiębiorstw. W przypadku 30 koncernów notowanych w indeksie DAX odsetek ten wynosi zaledwie 2,2 proc.                  

Zwolenniczką wprowadzenia kwoty dla kobiet w zarządach firm na poziomie 30 proc. jest niemiecka minister pracy Ursula von der Leyen. Wskazuje ona, że pod względem odsetka kobiet na kierowniczych stanowiskach Niemcy są na poziomie Indii i za Rosją, Brazylią oraz Chinami.                  

W rządzie Niemiec zdania w tej sprawie są jednak podzielone. Alternatywą wobec obowiązkowych kwot dla kobiet mają być rozwiązania wdrażane przez niemiecką minister ds. rodziny Kristinę Schroeder. To z jej inicjatywy w zeszłym roku 30 największych koncernów niemieckich zobowiązało się do podjęcia starań na rzecz zwiększenia liczby kobiet zatrudnianych na najwyższych stanowiskach. Jeśli te "dobrowolne kwoty" nie przyniosą oczekiwanego rezultatu, spółki zostaną zobowiązane na mocy ustawy do promocji zatrudniania kobiet na najwyższych stanowiskach. Schroeder chce, by do 2013 r. udział kobiet w zarządach dużych firm wzrósł trzykrotnie.                  

WŁOCHY
italy
We Włoszech po latach starań o wprowadzenie obowiązkowych tzw. różowych kwot, czyli odsetka kobiet na stanowiskach kierowniczych, zanotowano do tej pory połowiczny sukces. Wymóg ten obowiązuje już we władzach samorządowych i spółkach giełdowych, choć jego realizacja napotyka poważne problemy. Nie powiodły się natomiast próby wprowadzenia tej zasady we włoskim parlamencie, zdominowanym przez mężczyzn.                  

Nieprzestrzeganie przyjętych rozporządzeń w sprawie obecności kobiet w zarządach miast i gmin kończy się niekiedy rozwiązywaniem tych zarządów. Kiedy burmistrzowie miast lub szefowie władz gmin - zazwyczaj mężczyźni - na swych współpracowników wybierają wyłącznie mężczyzn, władze te są rozwiązywane lub wprowadzane są w nich zmiany. Najczęściej burmistrzowie mają kilka dni na uzupełnienie składu zarządów o kobiety.                  

Do takiej sytuacji doszło w połowie zeszłego roku w Rzymie, gdy sąd administracyjny regionu Lacjum podjął decyzję o rozwiązaniu zarządu stolicy z powodu złamania zasady, nakazującej obecność co najmniej jednej kobiety w każdej administracji. W zarządzie Rzymu nie było ani jednej. Burmistrz Gianni Alemanno z centroprawicy w reakcji na decyzję sądu zwolnił swego zastępcę i na jego miejsce mianował kobietę. Innej powierzył stanowisko asesora. W ciągu kilku dni zarząd Wiecznego Miasta został w ten sposób uratowany. Politycy opozycyjnej centrolewicy apelowali bezskutecznie do burmistrza, by przeprosił rzymian za to, że łamał prawo i drogę kobietom otworzył dopiero pod naciskiem wyroku sądowego.                  

Od 2012 roku obowiązuje zasada kwot w zarządach spółek notowanych na giełdzie; jedna trzecia miejsc zarezerwowana jest dla kobiet.                  

W dalszym ciągu obecność kobiet w zarządach włoskich firm uważana jest za symboliczną. Wskaźnik ten wynosi nieco ponad 6 procent.                  

Nieoczekiwanie przeciwko zasadzie kwot wypowiedziała się w Dniu Kobiet minister spraw wewnętrznych Annamaria Cancellieri, która stwierdziła, że bardziej niż obowiązkowe wskaźniki potrzebne są żłobki i przedszkola.                  

BELGIA
belgium
Kwestię kobiet na stanowiskach kierowniczych reguluje przyjęta w lipcu 2011 roku ustawa, która wprowadza kodeks dotyczący spółek notowanych na giełdzie oraz przepisy regulujące funkcjonowanie przedsiębiorstw państwowych. Zgodnie z ustawą co najmniej jedna trzecia miejsc w zarządach notowanych spółek oraz przedsiębiorstw państwowych musi być przeznaczona dla płci niedostatecznie reprezentowanej (czyli wciąż kobiet).                  

Ustawa w odniesieniu do przedsiębiorstw państwowych weszła w życie od 2012 roku. Natomiast spółki notowane na giełdzie otrzymały okresy przejściowe od sześciu do ośmiu lat, w zależności od wielkości firmy. Tak więc kodeks w pełni będzie obowiązywał dopiero w 2019 r.                  

Przyjęto, że dopóki kwoty nie zostaną zrealizowane, kobiety muszą być wyznaczane na każde wolne stanowisko w zarządzie. W odniesieniu do spółek giełdowych kodeks wymienia różne sankcje polegające na zawieszeniu wszelkich korzyści finansowych dla wszystkich członków zarządu, dopóki kwota nie zostanie zrealizowana.                  

Światowe Forum Gospodarcze plasowało Belgię w 2011 roku na 17. miejscu pod względem politycznej integracji kobiet i na 13. w ogólnym rankingu równości kobiet i mężczyzn.                  

Już w 1994 roku Belgia przyjęła prawo promujące start kobiet w wyborach. Do dwóch trzecich ograniczono wówczas liczbę kandydatów jednej płci mogących startować z listy wyborczej danej partii, niezależnie czy są to wybory regionalne, federalne, czy europejskie. W 2002 roku prawo zostało jeszcze wzmocnione: np. na liczącej 21 osób liście wyborczej danej partii może być maksymalnie 11 kandydatów - mężczyzn. Za brak respektowania kwot grożą sankcje. Ale wciąż na tzw. jedynkach list są zazwyczaj umieszczani mężczyźni.  Federalny rząd Belgii liczy 13 ministrów - pięć kobiet i ośmiu mężczyzn, a także jedną kobietę i sześciu mężczyzn na stanowiskach sekretarzy stanu. W parlamencie kobiety stanowią 39,3 proc. deputowanych. Nigdy w Belgii kobieta nie sprawowała urzędu premiera.                  

WIELKA BRYTANIA
gbritain
W W. Brytanii nie ma kwot, ani prawnych uregulowań odnoszących się do reprezentacji kobiet w zarządach firm, ale rządowi zależy na tym, by na kierowniczych stanowiskach pań było więcej.  Premier David Cameron zagroził, że weźmie pod uwagą narzucenie firmom ustawowych wymogów, jeśli same, we własnym zakresie, nie podejmą działań w tym kierunku.                  

"Dowody jasno świadczą o tym, że firmy są zarządzane lepiej, jeśli mężczyźni i kobiety pracują obok siebie. Jeśli tego celu nie uda się osiągnąć innymi sposobami, to sądzę, że będziemy musieli wprowadzić kwoty" - powiedział ostatnio.                  

Pomysł wprowadzenia kwot dla kobiet jest w W. Brytanii kontrowersyjny. Kobiety, które wybiły się w biznesie, są mu przeciwne. Wychodzą z założenia, że zdolne jednostki i tak się przebiją, zaś ustawowe wyrównywanie arytmetycznej nierówności będzie odstępstwem od zasad merytokracji.                  

Takie "kwotowo dowartościowane" kobiety nie będą miały poważania u męskich kolegów - obawia się Helena Morrisey, doradczyni premiera Camerona z funduszu zarządzania aktywami Newton Investment Management.                

Kobiety stanowią obecnie ok. 15 proc. ogółu dyrektorów największych brytyjskich korporacji. Cameron chce podwojenia tego wskaźnika do 30 proc. Raport przygotowany w ub. r. na zlecenie rządu zaleca, by wprowadzić system kwot, jeśli proporcja kobiet w zarządach firm nie sięgnie 25 proc. do 2015 r.                  

PORTUGALIA
portugal
Choć prawo zobowiązuje pracodawców do realizacji zasady "równa płaca za tę samą pracę", to Portugalki zarabiają średnio o 19 proc. mniej od swoich kolegów.                  

Prawo pracy obliguje do równoprawnego traktowania kobiet i mężczyzn w życiu zawodowym. Portugalska rzeczywistość rozmija się jednak z przepisami. Kobiety nie dość, że zarabiają mniej od mężczyzn, to rzadko też piastują kierownicze stanowiska w firmach, a jak pokazuje statystyka, są częściej zwalniane z pracy niż ich koledzy.                  

Portugalki przeważają także w gronie osób o minimalnych zarobkach. Wśród pracowników o najniższym wynagrodzeniu, stanowiących 21,9 proc. wszystkich zatrudnionych na portugalskim rynku pracy, 14,4 proc. stanowią kobiety, zaś tylko 7,5 proc. mężczyźni.                  

Portugalki są też słabej wynagradzane po przejściu na emeryturę. W stosunku do Portugalczyków otrzymują one emerytury niższe o 50 proc.                  

W kraju, w którym już w 1911 r. wprowadzono do ustawodawstwa Dzień Kobiet, nie są one rozpieszczane w firmach. W dyrekcjach dużych przedsiębiorstw kobiet jest zaledwie 6 proc. W ujęciu całego rynku pań na stanowiskach kierowniczych jest 27 proc., czyli o 2 proc. mniej niż wynosi średnia europejska.                  

Jedynym pozytywnym sygnałem dotyczącym równouprawnienia w Portugalii było w ostatnich latach porozumienie związków zawodowych i pracodawców sektora przemysłu korkowego. Podpisany w 2008 r. dokument przewiduje, że prawie 100 euro różnicy w zarobkach mężczyzn i kobiet tej branży będzie w ciągu 8 lat niwelowane w ramach dodatkowej podwyżki dla pań w wysokości 12,5 euro miesięcznie.                  

HISZPANIA
spain-sxc
Hiszpania opowiada się za podejmowaniem "pozytywnych działań" w celu ułatwienia kobietom zajmowania kierowniczych stanowisk w firmach. Nie ma ustawowo uregulowanego obowiązku minimalnego udziału kobiet w zarządach i radach nadzorczych spółek.  Ustawa nt. równości płci z 2007 r. ma jedynie charakter motywujący, wzywa firmy do zachowania równowagi między kobietami i mężczyznami w zarządach, rekomendując 40-proc. minimum kobiet. Dopiero od 2015 roku ma być obwarowana sankcjami i prawnie wiążąca.                  

W latach 2010 - 2011 r. udział kobiet we władzach spółek w Hiszpanii nieco wzrósł, z 9,5 proc. do 11,5 proc., sytuując się poniżej średniej w UE (ok. 14 proc.). Według Komisji Europejskiej wciąż jeszcze istnieje w tym kraju wiele czynników przeszkadzających w zajmowaniu przez kobiety kierowniczych stanowisk w firmach.                

Niemniej jednak Hiszpania jest jedynym krajem UE, w którym firmy zatrudniające ponad 250 pracowników, biorące udział w niektórych przetargach publicznych, mają większe szanse na podpisanie kontraktu, jeżeli spełniają kryterium 40-procentowego udziału kobiet w swoich zarządach. W sytuacji, gdy wiele firm spełnia warunki określone w publicznym przetargu, pierwszeństwo ma ta, która zachowuje równowagę płci.               

Od 2015 roku kryterium to ma być obowiązujące we wszystkich przetargach publicznych.

PAP

[fot.sxc.hu]

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook