Jedynie prawda jest ciekawa

Dziesięć medali w ośmiu dyscyplinach

12.08.2012

Igrzyska Olimpijskie dobiegają końca. Wieczorem odbędzie się ceremonia zamknięcia, ostatni sportowcy opuszczą wioskę olimpijską i wrócą z Londynu do swoich krajów. Warto zatem pokusić się o podsumowanie występów polskich olimpijczyków.

Polska kadra powtórzyła wynik sprzed czterech i ośmiu lat – dziesięć medali. Co prawda – coraz więcej, kosztem srebrnych i złotych, zdobywamy medali brązowych, ale wynik wydaje się być satysfakcjonujący. Przypomnijmy, co przewidywał Paweł Zarzeczny przed turniejem: „Powtórzenie wyniku z Pekinu, czyli zdobycie 10 medali byłoby dużym sukcesem. Powiększenie tego dorobku przebiłoby wszystkie oczekiwania” – mówił w rozmowie ze Stefczyk.Info publicysta sportowy.

Zaczęło się świetnie. Już w pierwszym dniu igrzysk, w pierwszej rozgrywanej w Londynie konkurencji Polska zdobyła srebro. Sylwia Bogacka (na zdjęciu) wystrzelała sobie z karabinka pneumatycznego drugie miejsce, co było kapitalnym rozpoczęciem turnieju. Niestety, później było gorzej. Długo, za długo czekaliśmy na kolejne zdobycze medalowe. Wielu kibicom towarzyszyło poczucie niedosytu.

Zawiedli ci, na których liczono najbardziej. Agnieszka Radwańska odpadła już w pierwszej rundzie tenisowych zmagań – niewiele lepiej poszło jej w deblu i mikście. Będąca chorążym polskiej ekipy krakowianka była jedną z faworytek. Przegrana w pierwszej rundzie z Niemką Julią Goerges była przykrą niespodzianką. Jeszcze mocniej zawiedli polscy siatkarze. Polacy wygrali zaledwie trzy z sześciu rozegranych na igrzyskach spotkań, przegrywając z niżej notowanymi reprezentacjami Bułgarii i Australii, w której furorę robił atakujący niemieszczący się w składzie polskiego zespołu drugoligowego. Klęska w ćwierćfinałowym meczu z Rosją była ponurym zwieńczeniem tego beznadziejnego turnieju. A przed turniejem zapowiedzi były jasne – jedziemy po medal, jedziemy walczyć o złoto…

Z oczekiwaniami, których nie spełnili siatkarze, nie miał problemów Tomasz Majewski. Polski kulomiot poradził sobie z rolą faworyta i pewnie zdobył złoty medal. Pochodzący z Nasielska sportowiec zdobył połowę złotych medali dla Polski. Drugi dołożył, niespodziewanie, Adrian Zieliński w podnoszeniu ciężarów. Spełniły się zatem słowa Zarzecznego, który przed turniejem przewidywał, że o ile faworyci zawiodą, o tyle wystrzeli kilka nieznanych dotąd kibicom postaci i nazwisk.

Z presją poradziła sobie Aneta Włodarczyk, która w konkursie rzutu młotem zajęła drugie miejsce i zdobyła srebrny medal, dedykując go zmarłej koleżance, Kamili Skolimowskiej, która w 2000 roku w tej samej konkurencji uzyskała złoto. W zasadzie to by było na tyle, jeśli chodzi o duże sukcesy. Ale było kilka mniejszych.

Kilka brązowych krążków wpadło dzięki polskim żeglarzom, kajakarzom i wioślarzom. Po jednym dołożyli Bartłomiej Bonk w podnoszeniu ciężarów oraz Damian Janikowski w zapasach. Zwłaszcza te dwa medale były zupełnie nieoczekiwane. Bonkowi udało się zastąpić Marcina Dołęgę, który, choć typowany nawet do złota, nie podołał wyzwaniu i nie zdobył nawet brązu. Z kolei Janikowski skutecznie nawiązał do polskich tradycji zapaśniczych. Dodajmy – tradycji, które musiały czekać na medal aż 16 lat – gdzie polscy zapaśnicy zdobyli aż pięć medali. Oby krążek Janikowskiego zwiastował lepsze czasy dla tej dyscypliny.

Krótko mówiąc, nie było źle, ale pozostaje poczucie ogromnego niedosytu. Zwłaszcza, jeśli spojrzy się na klasyfikację medalową, gdzie w pierwszej dziesiątce najlepszych krajów zmieścili się Węgrzy, a dwa razy więcej medali od Polaków zdobyli Holendrzy. Niedosyt wzmaga się tym bardziej, że siatkarze jechali po pewne medale, podobnie jak Dołęga czy Radwańska. Wreszcie, rośnie on, gdy przypomnimy sobie o pechowej kontuzji Mai Włoszczowskiej tuż przed igrzyskami.

Pozostaje trzymać kciuki na kolejnych igrzyskach. Te już za cztery lata w Rio de Janeiro.

sv, PAP

[Fot. PAP/EPA]

CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook