Jedynie prawda jest ciekawa

Ziobro chce karać za "polskie obozy śmierci"

13.02.2016

Zbigniew Ziobro potwierdza, że w ministerstwie powstają przepisy, które pozwolą karać za sformułowanie „polskie obozy śmierci”. Jako pierwszy informował o tym portal wPolityce.pl.

"Pan minister Patryk Jaki, po konsultacji ze mną, pracuje z zespołem, który już doszedł do finalnego w zasadzie projektu. Ten projekt zaakceptowałem. Przedstawiłem go też wstępnie pani premier Beacie Szydło, która też pozytywnie się do niego odniosła. Myślę, że pan minister Jaki z początkiem przyszłego tygodnia ten projekt przedstawi. Sądzę, że będzie to projekt, który odpowiada oczekiwaniom bardzo wielu Polakom, którzy są nagminnie pomawiani na świecie, w Europie, nawet w Niemczech regularnie, że są sprawcami Holokaustu, że w Polsce były polskie obozy koncentracyjne, polskie komory gazowe. Dość z tym kłamstwem, musi być odpowiedzialność" -  deklaruje Ziobro w rozmowie z Krzysztofem Ziemcem.

Minister odpowiada na zarzuty związane z zamiarem wprowadzenia rejestru pedofilów.

"Jest zawsze grupa tzw. obrońców praw człowieka, którzy mówią: o, krzywdę czynią temu przestępcy, trzeba dać mu szansę. Ja pytam - a kto daje szansę dzieciom, które stają się ofiarami takich przestępstw? Obowiązkiem państwa i miarą cywilizacji jest to, jak broni najsłabszych, czyli dzieci. Niestety, mamy wiele przypadków, sytuacji, w których skazany za przestępstwo pedofilskie sprawca wychodzi na wolność i znowu dopuszcza się tego czynu. I dlatego rejestr pedofilów jest jednym z kolejnych narzędzi, które ma ograniczyć możliwość popełnienia takich przestępstw" — podkreśla.

Ziobro nawiązuje też do ataków opozycji, związanych z połączeniem funkcji ministra sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego, do czego, zgodnie z nową ustawą o prokuraturze, dojdzie od 4 marca.

"Największy spadek przestępczości w Polsce po 1989 roku nastąpił w latach 2005-2007 czyli w czasach, kiedy Prokuratura Generalna była w unii personalnej z Ministerstwem Sprawiedliwości. To były rządy Prawa i Sprawiedliwości, premiera Jarosława Kaczyńskiego, ja byłem wówczas ministrem sprawiedliwości i Prokuratorem Generalnym" - przypomina.

Przyznaje, że po wejściu w życie ustawy, będzie wydawał - jeśli zajdzie taka potrzeba - polecenia prokuratorom.

"To prawda, ale tylko na piśmie i transparentnie. Najgorsze są takie naciski, polecenia, o których nikt nie wie, które wydawane są w zamkniętych gabinetach, gdzieś tam za kotarą, gdzie nie ma mediów, nie ma informacji. Później dziwimy się, że np. za rządów Platformy Obywatelskiej dwukrotnie prokuratorzy usiłowali stawiać zarzuty ministrom czy wiceministrom rządu właśnie PO-PSL i za każdym razem sprawa ta była przejmowana przez ich zwierzchników i następnie umarzana. Pytanie, kto to polecił, bo na pewno ktoś przecież na tym stał" — mówi.

Ziobro odnosi się również do sprawy sędziego Wojciecha Łączewskiego.

"Chciałbym wierzyć, że te informacje, które podały niektóre media na temat pana sędziego Łączewskiego, nie są prawdziwe. Że te informacje nie potwierdzą się w trakcie postępowania sprawdzającego. Rzeczywiście, podjąłem decyzję o tym, aby zwrócić się do prezesa Sądu Okręgowego, by ten podjął ustawowe działania, by sprawę wyjaśnić, bo jest niezwykle bulwersująca. Z drugiej strony, gdyby okazała się prawdą, to byłaby niezwykle niszcząca dla wiarygodności w ogóle środowiska sędziowskiego w Polsce i dlatego musiałaby się spotkać z natychmiastowymi działaniami, by te ciemne chmury nie spadły też na pozostałych uczciwie pracujących sędziów"  - mówi.

jkub/ansa

[fot. PAP/Bartłomiej Zborowski]

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook