Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Wstrząsający list do premiera

24.09.2011

49-latek targnął się na zycie z powodu problemów finansowych wynikających z utraty pracy w urzędzie skarbowym. Z jego listu wynika, że odkrył tam poważne nieprawidłowości, którymi chciał zainteresować władze.

We fragmentach listu, opublikowanych przez Super Express mężczyzna zwraca się do premiera: "Otacza się pan grupą kłamców i hipokrytów którzy skutecznie zniszczyli moje życie i spokój mojej rodziny. Pozbawili moją żonę męża, a moich małoletnich synków ojca. (...) urzędnicy w perfidny, a zarazem perfekcyjny sposób tuszowali sprawę przestępczej działalności jednego z warszawskich Urzędów Skarbowych, którą ujawniłem im początkiem 2008 r., gdyż nie chciałem i nie mogłem brać czynnego udziału w takich działaniach. (...) Efektem było zatuszowanie całej sprawy i wyrzucenie mnie z pracy oraz skuteczne zablokowanie mi możliwości znalezienia pracy w administracji."

Pisze również o swojej walce z administracją: "Przegrałem z podległymi Panu urzędnikami, którzy stworzyli system pozwalający im na swobodne i bezkarne łamanie prawa."

Z kolei Niezależna.pl publikuje inny fragment, skierowany do premiera i odnoszący się do jego podróży po kraju. W słowach pełnych goryczy zwraca się do Donalda Tuska, by zamiast jeździć po Polsce i opowiadać co rząd zrobił dla ludzi - odwiedził jego rodzinę i zapewnił ją, że on i jego ekipa uczynili wszystko, by nie dopuścić do tej tragedii.

Premier Donald Tusk rozmawiał o tragedii z dziennikarzami.

- W urzędzie skarbowym, w którym pracował mężczyzna, który w piątek podpalił się przed kancelarią premiera, przeprowadzono liczne kontrole. Nie wykazały one nadużyć, które uprawdopodabniałyby jego podejrzenia. Na wnioski poszkodowanego dotyczące domniemanych nieprawidłowości w urzędzie skarbowym, w którym pracował, wysłano dość dużą liczbę kontroli - powiedział w sobotę Donald Tusk.

Zaznaczył, że istnieje obfita dokumentacja kontroli. Nie wykazały one jednak "żadnych zasadniczych nadużyć, które by uzasadniały, czy uprawdopodabniały podejrzenia tego człowieka".

Premier poinformował także, że rodzinę mężczyzny - żonę i trójkę dzieci - odwiedził wojewoda.

- Będziemy dalej badać okoliczności, które doprowadziły go do tego desperackiego czynu, ale wydaje się, że jest to raczej splot bardzo wielu życiowych okoliczności niż jakaś jedna konkretna sprawa - powiedział.

Zaznaczył, że sytuacja materialna mężczyzny nie była łatwa, ale nie była też dramatycznie trudna. Poszkodowany jest emerytowanym policjantem i otrzymywał świadczenie emerytalne "średniej wielkości".

W piątek wieczorem premier spotkał się z lekarzami opiekującymi się mężczyzną. Jak powiedział w sobotę, ich komunikat był raczej uspokajający, jeśli chodzi o bezpośrednie zagrożenie dla życia.
- Jeśli wszystko dobrze pójdzie (...) to dla jego zdrowia i sprawności nie powinno być jakichś dramatycznych konsekwencji - powiedział Tusk. Jak dodał, lekarze sądzą, że w przyszłym tygodniu mężczyzna będzie mógł złożyć wyjaśnienia.

Pytany o to, czy nie obawia się, że opozycja będzie chciała wykorzystać to zdarzenie w kampanii wyborczej, premier ocenił, że nie byłoby to stosowne.

- Ja, ze względu na delikatność sprawy, a także kwestie rodzinne, uważam, że należy być bardzo powściągliwym. Nie tylko politycznie, ale także tak po ludzku, bo wszystko wskazuje na to, że te powody były dużo bardziej skomplikowane, niż chcieliby niektórzy politycy to widzieć. A kto chce na takich dramatach robić kampanię, to jest jego sprawa, jego styl, jego wstyd. - powiedział Donald Tusk.

IAR

[fot. PAP/Tomasz Gzell]

Warto poczytać

Facebook