Jedynie prawda jest ciekawa

Wraz z "wSieci" film "Polacy"!

29.10.2013

Do aktualnego wydania tygodnika "wSieci" dodany jest film "Polacy" w reżyserii Marii Dłużewskiej poświęcony niezależnym naukowcom zaangażowanym w badanie katastrofy smoleńskiej. Cena tygodnika pozostaje bez zmian.

Przypominamy artykuł z "wSieci" Marka Pyzy, który uczestniczył w realizacji filmu.

"Polacy z innego świata"

Gdyby ten film pokazała przed dwoma tygodniami któraś z dużych telewizji, zapoczątkowana przez „Wyborczą” akcja szkalowania smoleńskich niezależnych ekspertów zostałaby skutecznie powstrzymana.

- Pamiętam ten moment, kiedy obudziliśmy się rano, telewizja nie działała, telefony nie działały i widzimy z naszego mieszkania przy ul. Rewolucji Październikowej i Wolskiej czołg – słowom prof. Wiesława Biniendy towarzyszą zdjęcia jego syna Konrada, grającego na fortepianie. Kamera pokazuje dom w Akron i wybitnego naukowca przy codziennych czynnościach w kuchni. W tle słyszymy opowieść o roku 1982, przełomowym w jego życiu (wyjeżdżał z Polski ze smutną świadomością, że opuszcza ojczyznę na zawsze): - Chodziłem do tych czołgów. Byłem ciekawy czy ci ludzie, którzy noszą polskie mundury, mówią po polsku. Nie chciało mi się wierzyć, żeby Polacy mogli niszczyć swój własny kraj.

Tak zaczyna się film „Polacy” autorstwa Marii Dłużewskiej. To piąty obraz dokumentalistki związany z katastrofą smoleńską. Artystka sportretowała czterech naukowców zaangażowanych w poszukiwanie prawdy o przyczynach tragedii z 10/04. Choć, jak przyznaje, postanawiała nie robić więcej filmów o Smoleńsku, uznając że nie ma w tej sprawie już więcej do powiedzenia. Uległa jednak zachwytowi ludźmi nauki: – Stwierdziłam, że ich postawa jako naukowców i Polaków jest wzorcowa, ale też archetypowa. Dlatego zatytułowałam film „Polacy”, dlatego przemazuje się w tle „Marsz Polonia, marsz dzielny narodzie”. Dlatego dr Nowaczyk pokazany jest w kościele w parafii Św. Różańca w Baltimore, która wystawiła kilkuset ochotników do Armii Hallera. Spojrzałam na nich z perspektywy XIX-wiecznej i dostrzegłam ten polski odruch: gdy ojczyzna jest w potrzebie, wyrusza się nawet z najdalszych zakątków świata.

Przybyli z Ameryki i Australii. Z domu Biniendów przenosimy się do Philadelphii, gdzie poznajemy dr. Wacława Berczyńskiego, fizycznie i osobowościowo przypominającego nieco Jacka Nicholsona. Opowiada, jak został przewodniczącym „Solidarności” na Politechnice Łódzkiej, jak tuż przed stanem wojennym poprzez Włochy, gdzie otrzymał azyl polityczny, wyjechał do Kanady. Odwiedzamy też Baltimore, gdzie od 1997 roku i wyrzuceniu z pracy na Uniwersytecie Gdańskim mieszka dr Kazimierz Nowaczyk. Jest wreszcie Sydney, miejsce zamieszkania dr. Grzegorza Szuladzińskiego, emigranta od 1965 r., najpierw w Szwecji, później w USA, gdzie konstruował kadłub do Boeinga 747 i wreszcie w Australii.

Kompetencje

Dr Berczyński – z doświadczeniem m.in. w koncernach Bombardier i Boeing (w którym konstruował części samolotów czy śmigłowców Comanche), w departamencie obrony USA, dwuletnich konsultacjach w technicznej sekcji dowódca lotnictwa armii Stanów Zjednoczonych, a także rocznej pracy dla NASA. W Boeingu doszedł do najwyższej kategorii inżynierów, którzy stanowią mniej niż 1% specjalistów zatrudnionych przez lotniczego giganta. – Bez fałszywej skromności mogę powiedzieć: znam się na samolotach – podsumowuje.

Prorektor Uniwersytetu w Akron opowiada o prof. Biniendzie jako gwieździe uczelni, najdłużej – 13 lat – pełniącym funkcję dziekana wydziału. Poznajemy jego laboratorium, do którego nie chcieli pofatygować się wojskowi prokuratorzy prowadzący śledztwo smoleńskie. Naukowiec opowiada o swoich żmudnych symulacjach ewentualnego zderzenia skrzydła samolotu z brzozą, konsultacjach z ekspertami od konstrukcji lotniczych, wytrzymałości drzewa, kierowaniu grupą doktorantów pomagających mu w badaniu naszej narodowej tragedii, międzynarodowym zainteresowaniu ich wynikami, m.in. z Chin i propozycjach współpracy z koncernem Comac.

Dr Szuladziński wspomina swoją drogę naukową od specjalisty w zakresie wytrzymałości konstrukcji, poprzez ich dynamikę, po działanie materiałów wybuchowych na konstrukcje, czym zajmował się również jako ekspert administracji Australii zatrudniony przy pracach nad rozwiązaniami antyterrorystycznymi.

Naukowcy przedstawiają podstawowe elementy wniosków, do jakich doszli prowadząc badania nad katastrofą smoleńską. Maria Szonert-Binienda przypomina najważniejsze problemy związane z podstawą prawną badania katastrofy. Pojawiają się fragmenty wykładów, debaty na UKSW, komputerowych symulacji. Ale autorka filmu podkreśla, że nie to jest w nim najważniejsze.

- Poprzez ten film nie polemizuję z nikim – mówi Dłużewska. – Nie chcę, bo nie ma z kim. Chcę ich tylko pokazać. Donald Tusk zrobił mi wspaniałą reklamę, ale film nie ma z premierem nic wspólnego, jest bardzo daleko od polityków, Macieja Laska i tego typu postaci.

Wacław Berczyński: - Jestem inżynierem. Nie moją rolą jest mówić czy to był zamach czy nie. Jestem pewien, że jest to zamach na zdrowy rozsądek i na metody naukowe.

Mamy też do czynienia z zamachem na wolność badań naukowych. Prof. Binienda mówi o mailach z pogróżkami, które dostawał po włączeniu się w wyjaśnianie katastrofy, pokazuje system monitoringu, który zainstalowano dla jego bezpieczeństwa w uniwersyteckim biurze.

Dr Nowaczyk przywołuje nieprzyjemne anonimy napływające do uczelni. Jego żona, Lidia, wspomina sepsę, na jaką zapadł po powrocie z konferencji w Parlamencie Europejskim i obawy amerykańskich lekarzy, że inżynier mógł zostać celowo zakażony bakterią.

Prof. Binienda wspomina warszawską dyskusję w zamkniętym gronie ekspertów, którzy z uznaniem odnosili się do wyników jego badań i jak poprosił o powtórzenie ich opinii na zewnątrz: - Powiedzieli: pan nie rozumie, że w tym kraju nie ma warunków, by móc się swobodnie wypowiedzieć. To było smutne. Okazało się, że wróciliśmy do czasu stanu wojennego, gdzie za słowa, za opinie można stracić pracę, rodziny mogą być szykanowane, a może nawet ktoś może być, nie wiem, zabity?

Polacy z bliska

Dużą wartością filmu są unikatowe zdjęcia naukowców w sytuacjach prywatnych. Maria Dłużewska miała niepowtarzalną okazję wejść do ich domów, miejsc pracy, bez przeszkód filmować rodziny. Nie miały przed nią tajemnic.

- To, że mogłam ich poznać, zaprzyjaźnić się, jest dla mnie ogromnie ważne – mówi dla „wSieci”. – Zobaczyłam bardzo piękne, bardzo polskie – w najlepszym znaczeniu tego słowa – domy. Poznałam ich wspaniałe żony, o których na początku w ogóle nie myślałam planując film. Okazało się, że są równie wielkimi osobowościami i stanowią ogromne wsparcie dla mężów.

Kazimierz Nowaczyk dzieli się więzienną opowieścią ze stanu wojennego, gdy był internowany razem z Antonim Macierewiczem.  Opowiada historię zbitego z listew taboretu krzyża, którego strażnicy nie odważyli się zdjąć z okiennej kraty. Przy przenoszeniu więźniów do innych ośrodków to jemu – w losowaniu – przypadło zadanie opieki nad krzyżem. Widzimy ten krucyfiks wiszący dziś, po 30 latach,  na ścianie w jego domu. Lidia Nowaczyk: - Co z tym krzyżem? Ciężki jest… Ale „gdzie ty, Kajus, tam i ja, Kaja”.

Prof. Binienda oprowadza ekipę filmową po swoim biurze na uczelni, oglądamy galerię nagród, które dostał za badania naukowe. Obserwujemy go w czasie lunchu z dr. Nowaczykiem w typowej amerykańskiej restauracji. Dr Szuladziński słucha muzykujących Aborygenów na ulicy Sydney. Wacław Berczyński w krótkich spodenkach spaceruje po Philadelphii.

- Moi przyjaciele zwracali uwagę, by prof. Binienda np. nie siedział w kuchni, a pan Wacek Berczyński nie chodził na bosaka albo w szortach po ulicy. Żeby pokazać, jak ważni są to profesorowie. A ja myślę, że bieganie bez butów i kuchenne zajęcia niczego im nie ujmują – mówi autorka filmu. I tłumaczy, że chciała pokazać naukowców tak, jak ich zobaczyła. – To są wspaniałe osobowości, a przede wszystkim wolni ludzie, co widać również w ich pasjach. Prof. Binienda uwielbia gotować, spełnia się w tym. Dr Szuladziński maluje – jego dom jest pełen bardzo dobrych obrazów. Wacław Berczyński jest wielkim znawcą sztuki i fanem designu, regularnie bywa w operze. To są bardzo kolorowe postaci i naprawdę nie mają nic wspólnego z garniturem pana Laska. A ich żony nie mają nic wspólnego z butami Moniki Olejnik. To jest inny świat – puentuje.

Antidotum

Trzeba ten film zobaczyć i polecać znajomym. Jest doskonałym antidotum na operację dyskredytowania naukowców poświęcających się dla wyjaśnienia tragedii smoleńskiej. Pozbawia złudzeń, jakoby ludzi ci włączyli się do tej sprawy z powodów politycznych, nie mając należytego przygotowania merytorycznego. Jest 55-minutowym dowodem manipulacji szkalującej ekspertów bezinteresownie zaangażowanych w odkrywanie prawdy o 10/04.

Jest przy tym opowieścią barwną, nietuzinkową, przejmującą i optymistyczną, bo pozostawia widza z przekonaniem, że są w świecie odważni Polacy, którzy „wyruszają, gdy ojczyzna jest w potrzebie”.

Film rozpoczyna scena rozświetlonego nocnego Sydney z perspektywy jadącego motocykla. Motyw ten przeplata się przez całą opowieść. Kto prowadzi ciężki jednoślad i jaką wypełnia misję, dowiemy się w ostatniej, wzruszającej scenie.

„Polacy” – scenariusz i reżyseria: Maria Dłużewska. Zdjęcia: Ryszard Jaworski, Bartłomiej Maj. Dźwięk: Marcin Gołębiowski. Muzyka autorstwa i w wykonaniu Konrada Biniendy. Montaż: Paweł Suchta. Produkcja: Film Open Group.

Marek Pyza

[Fot. Bartłomiej Maj]

Zapraszamy na profil Stefczyk.info na Facebooku. 

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook