Jedynie prawda jest ciekawa

W listopadzie wyrok ws. kontrolera lotów CASY

22.10.2014

W listopadzie sąd wojskowy rozpatrzy apelację prokuratury wojskowej od wyroku uniewinniającego kontrolera lotów por. Adama B., oskarżonego w związku z katastrofą samolotu CASA w 2008 r. Na prawomocny wyrok czeka rosyjska prokuratura, badająca katastrofę smoleńską.

Jak dowiedziała się PAP w Wojskowym Sądzie Okręgowym w Warszawie, 27 listopada zbada on apelację Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Poznaniu od wyroku Wojskowego Sądu Garnizonowego w Warszawie z marca br.

WSG uznał wtedy, że 33-letni B. nie jest winien niedopełnienia obowiązków - co zarzucała mu prokuratura wojskowa (za co grozi do 3 lat więzienia). Według prokuratury B. nie egzekwował swych powinności wobec załogi CASY, m.in. co do kontrolowania ruchu samolotu na ścieżce zniżania. Sąd ocenił, że nie ma na to dowodów.

Prokuratura domaga się uchylenia wyroku uniewinniającego i zwrotu sprawy do WSG. Jak powiedział PAP rzecznik prokuratury ppłk Sławomir Schewe, wyrokowi I instancji zarzuca ona "obrazę prawa procesowego, która mogła mieć wpływ na treść orzeczenia, oraz błąd w ustaleniach faktycznych". Szczegółów apelacji nie ujawniono.

Oskarżając B. w kwietniu 2011 r., prokuratura zarazem uznała, że nie przyczynił się on bezpośrednio do katastrofy. Po stronie załogi stwierdzono bowiem błędy w sztuce pilotażu, brak synchronizacji wysokościomierzy, nieobserwowanie przyrządów. Efektem było doprowadzenie do przechylenia i pochylenia samolotu, utraty siły nośnej i katastrofy. Zdaniem śledczych piloci byli przekonani, że zniżają się prawidłowo na prawidłowej ścieżce, podczas gdy byli ponad nią. Z uwagi na śmierć sprawcy umorzono śledztwo wobec dowódcy CASY.

Według prokuratury B., "mając obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa samolotu CASA, poprzez kontrolowanie ruchu samolotu na ścieżce zniżania, przekazywania załodze samolotu informacji o pozycji statku w stosunku do ścieżki zniżania, nie egzekwował tych powinności". Miał on akceptować "sytuację braku określenia odchyleń w wysokości pozycji samolotu i sytuację braku korekty tego stanu przez załogę". Miało to polegać m.in. na nieobserwowaniu ekranu radaru ścieżki zniżania i nieżądaniu od załogi potwierdzeń zrozumienia podawanych komend.

Po trwającym od lata 2011 r. procesie prokuratura zażądała dla B. kary 10 miesięcy ograniczenia wolności w postaci dodatkowego pozostawania w dyspozycji przełożonych po cztery godziny przez dwa dni w tygodniu. Obrona wnosiła o uniewinnienie. B. (dziś służy w bazie lotniczej w Łasku) nie przyznawał się do zarzutu.

Prokuratura nie udowodniła, by B. nie obserwował ekranu ze ścieżką zniżania - uznał sąd. Prokuratura tylko domniemywała, że oskarżony nie obserwował ścieżki zniżania; to nie jest oczywiste - mówiła w uzasadnieniu sędzia mjr Agnieszka Kobylińska. Dodała, że na ekranie radaru mogły być "śmieci", które utrudniały widok znacznika samolotu - jak zeznawał sam B.

Sędzia przypomniała, że nie ma nagrania zrzutu ekranu, co wyklucza jednoznaczne ustalenie sprawy.

Powołała się też na świadków z komisji badania wypadków lotniczych, którzy zeznali, że w tej sytuacji nie ma możliwości wykazania prawdziwości oskarżenia. Wykluczono, aby oskarżony świadomie źle naprowadzał samolot - oświadczyła sędzia. Dodał, że kluczowa jest świadomość B., że nie podawał fałszywych danych.

Według sędzi odpowiednie przepisy mówiły o obowiązku meldowania pułapu wysokości, ale był to obowiązek załogi, a nie kontrolera, na którym nie ciążył też nakaz wymuszenia tego obowiązku od załogi. Ponadto wskazała, że nie określono minimalnych warunków w Mirosławcu dla samolotów CASA. Sąd podkreślił, że przyczyną tragedii było nieświadome doprowadzenie przez pilota do nadmiernego przechylenia maszyny.

Sprzeczności w dowodach obciążających nie są równoważne ze sprzecznościami w dowodach odciążających - powiedziała sędzia Kobylińska. "Lepiej by sto osób uszło odpowiedzialności niż (gdyby) jedna niewinna została ukarana" - dodała.

Wojskowy samolot transportowy CASA rozbił się 23 stycznia 2008 r. pod Mirosławcem (Zachodniopomorskie). Na pokładzie maszyny, rozwożącej uczestników konferencji bezpieczeństwa lotów wojskowego lotnictwa, było czterech członków załogi i 16 wysokiej rangi oficerów Sił Powietrznych; wszyscy zginęli. Po katastrofie stanowiska straciło pięciu wojskowych bezpośrednio odpowiedzialnych - w ocenie szefa MON - za decyzje, które do niej doprowadziły.

Najbliżsi ofiar - wdowy, rodzice i dzieci - otrzymali po 250 tys. zł za śmierć bliskich. Łącznie MON miał wypłacić 19,5 mln zł rodzinom ofiar.

W marcu 2011 r. prokuratura rosyjska prowadząca śledztwo ws. katastrofy smoleńskiej zwróciła się do Polski o przekazanie prawomocnego orzeczenia kończącego postępowanie karne w sprawie CASY. W 2013 r. Naczelna Prokuratura Wojskowa podała, że tego wniosku strony rosyjskiej o pomoc prawną z Polski nie zrealizowano, bo proces wciąż trwa w sądzie I instancji.

PAP, lz

[fot: youtube]

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook