Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

W Gdańsku będzie klinika zwalczająca nowotwory

05.03.2012

"Dziennik Bałtycki" publikuje wywiad z Grzegorzem Biereckim, prezesem Krajowej SKOK. Rozmówca gazety opowiada o swojej walce z chorobą nowotworową i budowie kliniki zajmującej się m. in. leczeniem raka nowatorskimi, niestosowanymi dotąd w Polsce metodami.

Grzegorz Bierecki zmagał się z chorobą, której początkowo nie udało się zdiagnozować polskim lekarzom. Dopiero po szczegółowych badaniach pobranych tkanek w Stanach Zjednoczonych, okazało się, że to sarcoma, rodzaj mięsaka tkanek miękkich. Niestety, mimo stosowania chemioterapii i operacji chirurgicznych, choroba nie ustepowała.

"Zaczęło się od choroby, której przez dłuższy okres nie udawało się zdiagnozować. W najbardziej widocznym miejscu twarzy - na czole - pojawiła się jakaś narośl, która powoli, ale systematycznie się powiększała. (...) Od samego początku byłem pod opieką lekarzy. Wycinano mi tę zmianę kilkakrotnie w różnych gabinetach zabiegowych w ramach tzw. Chirurgii jednego dnia. Nie kazano mi nawet kłaść się do szpitala, bo wydawało się, że to drobiazg. Nikt w Polsce nie potrafił jednak rozpoznać, jakiego rodzaju jest ten guz i czy jest to nowotwór łagodny czy złośliwy. (...)

A więc jednak rak?

Tak, okazało się, że to sarcoma, rodzaj mięsaka tkanek miękkich. Udało się to jednak ustalić dopiero w Stanach Zjednoczonych. Próbki pobrane z guza zostały wysłane do Saint Louis, gdzie mam znajomych lekarzy. Okazało się, że ten rodzaj raka daje przerzuty, gdy się uaktywni i przedostanie do węzłów chłonnych."

Konieczna więc była dalsza terapia. Niestety, metody stosowane w Polsce pozwalały na zmniejszenie ryzyka przerzutu zaledwie do 58 procent. Zatem prawdopodobieństwo przegranej była nadal bardzo duże.

"Miał Pan inny wybór?

Zacząłem szukać w Internecie, wypytywać znajomych lekarzy. Bliski przyjaciel, lekarz, który jeździ dużo po świecie i uczestniczy w wielu zjazdach naukowych, znalazł informację o niezwykle skutecznej metodzie leczenia opracowanej przez amerykańskiego lekarza Mohsa. Przy tej metodzie ryzyko wznowy szacowano na zaledwie 2 procent. Różnica była więc zasadnicza. Uznałem, że muszę znaleźć miejsce, gdzie takie operacje się wykonuje. Gotów byłem lecieć do Ameryki, okazało się jednak, że w Europie są również ośrodki, które stosują metodę Mohsa i to nawet trzy - w Tubingen w Niemczech, gdzieś na terenie Wielkiej Brytanii oraz w Mediolanie.

Polscy lekarze tej metody nie znają?

Znają. Metoda Mohsa opisywana jest w polskich podręcznikach dermatochirurgii i nazywana metodą Breuningera, od nazwiska szefa Kliniki Dermatochirurgii w Tubingen, prof. Helmuta Breuningera.

A więc ją znają, ale nie stosują?

Z tego co udało mi się ustalić, w Polsce ta metoda nie jest stosowana. Dlaczego? Tego nie udało mi się dowiedzieć. (...) W Polsce leczenie chemią, które przeszedłem - i to jak się okazało zupełnie niepotrzebnie - kosztowało Narodowy Fundusz Zdrowia 150 tysięcy."

Grzegorz Bierecki przeszedł w Niemczech kilka operacji. Zastosowana w niemieckiej klinice metoda pozwoliła pacjentowi, po minimalnym nawrocie, który natychmiast usunięto, na powrót do zdrowia i pełnej aktywności zawodowej. Warto dodać, że rozmówca gazety, mimo walki z chorobą przez cały czas pracował, wystepował publicznie, protwadził spotkania. Teraz mógł poświęcic się w pełni pracy i idei, którą pozstanowił wcielić w życie...

"Wróciłem z gotowym pomysłem stworzenia w Polsce ośrodka, który udostępniłby polskim pacjentom metodę leczenia, nieodstępną w naszym kraju dla wielu chorych.

To po prostu pomysł na biznes?

Nie to było moją intencją. Łańcuch zdarzeń związanych z moją chorobą i poszukiwaniem ratunku tak się splatał, że w końcu naprowadził mnie na ten pomysł. Bałem się śmierci, bo każdy człowiek chory się jej boi, ale w krytycznych dla mnie momentach pojawiały się rzeczy potrzebne, jakieś rozwiązanie, jakieś światełko w tunelu. I moim obowiązkiem jest się za to odwdzięczyć. To tak, jakby ktoś kazał mi to zrobić w zamian za zdrowie.

Zadziałała silą wyższa?

Jestem o tym przekonany.

I wcielił Pan ten pomysł wżycie?

Doszedłem do wniosku, że nie ma sensu angażować do jego realizacji instytucji państwa, skoro mogę sam stworzyć ten ośrodek, bez potrzeby przekonywania kogokolwiek. Dwaj moi najbliżsi przyjaciele – Grzegorz Buczkowski, prezes towarzystwa SKOK Ubezpieczenia i Andrzej Sosnowski – prezes Kasy Stefczyka, którzy na bieżąco śledzili moją historię, poparli moje działanie i pomogli powołać dwa lata temu Fundację Sanitas.
W działania fundacji włączyło się też jeszcze kilka osób, które chcą pozostać anonimowe."

Klinika ma ruszyć na gdańskiej Zaspie jesienią tego roku. Placówka ma spełniać wszystkie unijne wymogi i będzie lecznicą o wysokim komforcie.

"Klinika będzie się starać o kontrakt z pomorskim NFZ?

Nie mamy takiego zamiaru, taka procedura nie jest przez NFZ finansowana, bo - jak mówiłem - nie jest wykonywana w polskich szpitalach. A szkoda, bo metoda ta jest wielokrotnie tańsza od tej stosowanej obecnie w polskich klinikach.

Czy to znaczy, że polscy pacjenci będą w niej płacić za operacje 30 tysięcy zł?

Dla pacjentów, których na to nie stać, będziemy starać się znaleźć finansowanie. Fundacja Sanitas będzie tworzyć w tym celu finansową rezerwę przeznaczoną na wspieranie chorych. Jednym z jej celów statutowych jest niesienie pomocy osobom dotkniętym poważnymi, trudno uleczalnymi schorzeniami i oczekującymi na trudne bądź kosztowne zabiegi medyczne. Warto też zwrócić uwagę, że to nie jest koszt przekraczający możliwości finansowe przeciętnej rodziny, którą stać na kupno samochodu. Mówimy przecież o metodzie leczenia ratującej życie."

Jak informuje "Dziennik Bałtycki", w ośrodku Fundacji Sanitas, oprócz operacji dermatochirurgicznych, mają być wykonywane zabiegi z zakresu chirurgii ogólnej, plastycznej, dziecięcej, chirurgii ręki, ortopedii, urologii i in. Przyjmować w nim będą również inni lekarze specjaliści. Fundacja Sanitas przeznaczy na finansowanie operacji dla najuboższych chorych z całej Polski fundusze uzyskane właśnie z tej działalności.

źródło: "Dziennik Bałtycki" (02.03.2012), z Grzegorzem Biereckim rozmawiała Jolanta Gromadzka-Anzelewicz
[fot. arch]

 

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook