Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Raport: PO chce schować państwo przed obywatelami?

19.09.2011

Posłowie koalicji przyjęli poprawkę ustawy o informacji publicznej, która czyni fikcją kontrolę władzy przez obywateli. Na alarm bije nawet prorządowa „Gazeta Wyborcza”, a Antoni Kamiński mówi w rozmowie ze Stefczyk.info: To wbrew Konstytucji!

Na ostatnim w tej kadencji Sejmu posiedzeniu posłowie uchwalili nowelizację prawa o dostępie do informacji publicznej. W myśl przyjętych rozwiązań zmniejszono liczbę przypadków, w których instytucje publiczne mają obowiązek udzielania informacji o swoich działaniach. Spod takiego obowiązku wyłączone zostały opinie i analizy przygotowywane na zlecenie władzy wszelkich szczebli i podmiotów wykonujących zadania publiczne. Chodzi o takie, których ujawnienie naruszyłyby "ważny interes gospodarczy państwa" lub mogły "osłabić zdolności negocjacyjne" przy zawieraniu umów międzynarodowych czy formułowaniu stanowisk w unijnych negocjacjach. Urzędy nie będą również musiały ujawniać opinii i ekspertyz sporządzonych na potrzeby postępowaniu przed sądami, trybunałami lub "innym organem orzekającym". Posłowie Platformy Obywatelskiej wyniki głosowania skwitowali brawami. Jednak wbrew ich entuzjazmowi obywatele nie powinni się wcale cieszyć.

„Ta ustawa jest niekonstytucyjna”

Były szef Transparency International Poland profesor Antoni Kamiński, z Instytutu Studiów Politycznych PAN tłumaczy w rozmowie z portalem Stefczyk.info, że przyjęte rozwiązania są absurdem. „To próba utajnienia pracy ekspertów. A oni są osobami publicznymi” – zaznacza. W jego ocenie przyjęta przez Sejm ustawa jest niekonstytucyjna. "Ona uniemożliwia kontrolę urzędów publicznych obywatelom. Nowelizacja pozostawia decyzję o udostępnieniu obywatelowi informacji w rękach urzędnika. To urzędnik będzie decydował, co obywatel może wiedzieć o jego działaniach. To postawienie sprawy na głowie. Tym powinien się zająć Trybunał Konstytucyjny” – tłumaczy ekspert.

Uchwalenie ustawy o informacji publicznej było jedną ze zmian wprowadzonych przez rząd Jerzego Buzka. Jak zaznacza profesor Kamiński, jej autorzy „znali wagę informacji niejawnych”. „Ustawa nie mówiła, że każda informacja urzędu publicznego ma być jawna. Mówiła, że część informacji powinna mieć charakter niejawny. Natomiast w przypadkach spornych, gdy ktoś żąda informacji, ale jej nie dostaje, sprawa miała być kierowana do sądu. I to on podejmował decyzje. W tej sytuacji to od sądu zależy, czy obywatel dostanie dostęp do informacji” – tłumaczy Kamiński.

Takie zasady działania urzędów państwowych są naturalną konsekwencją przepisów polskiej konstytucji, która zapewnia obywatelom dostęp do informacji o działalności państwa. Artykuł 61. ustawy zasadniczej mówi, że „obywatel ma prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne”. Na mocy konstytucji prawo to obejmuje wiedzę o działalności organów samorządu gospodarczego i zawodowego oraz wszelkich osób i jednostek organizacyjnych w zakresie, w jakim wykonują one zadania władzy publicznej i gospodarują mieniem komunalnym lub majątkiem Skarbu Państwa. Przepisy konstytucji dotyczą także prawa dostępu do dokumentów oraz wstęp na posiedzenia kolegialnych organów władzy publicznej. Konstytucja wymienia szczegółowo przypadki, w których państwo może odmówić obywatelowi informacji publicznej. Zalicza się do nich m.in. osłabienie bezpieczeństwa państwa oraz możliwość ważnego uszczerbku gospodarczego da kraju.

Mimo że ustawa o informacji publicznej z 2001 roku była naturalnym rozwinięciem przepisów ustawy zasadniczej od razu po jej uchwaleniu rozpoczęły się próby jej zmian. „Ostatnie 10 lat to ciągła walka o utrzymanie pierwotnych zapisów ustawy” – tłumaczy profesor Kamiński. Ekspert zaznacza, że przepisy były wielokrotnie podważane. „Lobbowały w tej sprawie głównie służby specjalne oraz administracja państwowa. Czasem również politycy chcieli jej zmian, ponieważ wiele informacji może im zagrażać” – tłumaczy.

Były prezes Transparency International Poland tłumaczy, że ostatnim impulsem do zmian były dwa spory o dostęp do informacji publicznej. Pierwszy dotyczył słynnego raportu Julii Pitery o działalności CBA. Gdy jeden z przedsiębiorców wniósł o dostęp do tego dokumentu usłyszał odmowę. Sprawa trafiła do sądu. Ten uznał, że rząd musi udostępnić dokument. Podobnie są orzekł, gdy grupa adwokatów wniosła o udostępnienie ekspertyz, na mocy których prezydent Bronisław Komorowski podpisał ustawę o OFE. Sąd również przychylił się do wniosku, uznając, że ekspertyzy są informacją publiczną. „Po tych dwóch sporach pojawiła się inicjatywa zmian w ustawie o informacji publicznej. Chodził o wyłączenie ekspertyz z katalogu informacji publicznych” – zaznacza prof. Kamiński. Ostatecznie okazało się, że Sejm przystał na takie rozwiązanie.

Obecna nowela ustawy o informacji publicznej to kolejna zmiana, która osłabia prawne możliwości kontroli państwa przez obywateli. Za rządów PO doprowadzono również do uchwalenia nowelizacji ustawy o informacji niejawnej. Na jej mocy to urzędnik, który wytworzył dokument będzie nadawał mu klauzule niejawności. Kontrola takich decyzji będzie fikcyjna, ponieważ ma być przeprowadzona raz na pięć lat. Jak wynika z informacji portalu Stefczyk.info pomysłodawcą obu ustaw jest Jacek Cichocki, przewodniczący kolegium ds. służb specjalnych w Kancelarii Premiera.

Obie ustawy osłabiają w bardzo poważny sposób jedną z podstawowych zasad państwa demokratycznego, czyli kontrolę władzy. „Zmiany te są krokiem w kierunku pogrzebania części zdobyczy uzyskanych po 1989 roku. To istotne osłabienie standardów demokratycznych w Polsce” – tłumaczy prof. Kamiński.

Stanisław Żaryn

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook