Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Uroczystość Wszystkich Świętych

01.11.2015

Dzień Wszystkich Świętych jest jednym z tych świąt w kalendarzu, a może jedynym, w którym zwracamy naszą uwagę nie tylko do pamięci indywidualnej, ale do przeszłości w ogóle, do wydarzeń historycznych - uważa dr Barbara Lewicka z Uniwersytetu Śląskiego.

„Na cmentarzach pojawiają się znicze nie tylko na indywidualnych grobach, ale także przy pomnikach upamiętniających konkretne wydarzenia, przy obeliskach, na których wyryte są nazwiska poległych w wojnach, bitwach, które miały miejsce wcześniej” - powiedziała w rozmowie z PAP dr Lewicka.

Jest to wydarzenie ważne także ze względów prywatnych, dlatego, że w tym czasie możemy wspomnieć naszych bliskich, spotkać się z tymi, którzy wciąż pozostają przy życiu, by wspólnie dokonać tych wspomnień dodała.

Lewicka zaznaczyła, że jest to jedno z ważnych świąt, pozostających w bliskiej relacji z religią, z Kościołem.

„W tradycji katolickiej to święto obchodzono od wielu wieków. Ludzie zwracają się do Kościoła w sytuacjach ostatecznych. Stąd też ta relacja pomiędzy Kościołem a zmarłymi jest bardzo bliska” - wyjaśniła.

Dodała, że jest to czas, w którym odbywają się msze św. za zmarłych, procesje w obrębie cmentarzy.

„Jest to potrzebne tym osobom, które w nich uczestniczą po to, aby z jednej strony pomodlić się za zmarłych, a z drugiej oddać im cześć” - powiedziała.

1 listopada to dzień, w którym wspomina się znanych i anonimowych, dawnych i współczesnych świętych. W chrześcijańskiej tradycji Uroczystość Wszystkich Świętych jest jednym z najbardziej radosnych świąt w Kościele.

W ciągu roku niemal każdego dnia przypada wspomnienie jednego lub kilku świętych znanych z imienia. Jednak ich liczba jest znacznie większa. Wiele osób doszło do świętości w zupełnym ukryciu i nie zostali wyniesieni na ołtarze. Stąd też święto to ma wymiar powszechny, celebruje się je w każdym kościele katolickim na świecie.

Święto to obchodzi się również w wielu kościołach protestanckich, u anglikanów i w niektórych odłamach luteranizmu.

Wszystkich Świętych rozpoczyna okres poświęcony wspomnieniom zmarłych, dlatego tego dnia - a także w kolejnych dniach - wierni odwiedzają groby bliskich, aby zapalić znicze, pomodlić się za swych bliskich zmarłych, złożyć okolicznościowe wieńce i wiązanki Zwyczaj ten jest także praktykowany przez osoby bezwyznaniowe i niewierzące, jako wyraz pamięci oraz oddania czci i szacunku zmarłym.

W pierwszych wiekach chrześcijaństwa w Kościele nie wspominano żadnych świętych. Najwcześniej zaczęto oddawać cześć Matce Bożej. Potem kultem otoczono męczenników, nawiedzając ich groby w dniu narodzin dla nieba, czyli w rocznicę śmierci. W IV wieku na Wschodzie obchodzono jednego dnia wspomnienie wszystkich męczenników. Z czasem zaczęto pamiętać o świątobliwych wyznawcach: papieżach, mnichach i dziewicach.

W 837 roku Grzegorz IV rozporządził, aby 1 listopada był dniem poświęconym pamięci nie tylko męczenników, ale wszystkich świętych Kościoła katolickiego.

W Polsce Dzień Wszystkich Świętych jest dniem ustawowo wolnym od pracy. Był także w czasach PRL, ale system komunistyczny starał się nadać mu charakter świecki i nazywano go dniem Wszystkich Zmarłych bądź Świętem Zmarłych.

Dzień Wszystkich Świętych celebrowany jest w Kościele przez odprawienie mszy świętej, podczas której księża mają na sobie białe szaty liturgiczne, symbolizujące radość i podniosły nastrój. Odbywa się ponadto uroczysta procesja na cmentarz i wspólna modlitwa nad grobami.

Wszystkich Świętych sąsiaduje w kalendarzu liturgicznym z Dniem Zadusznym (2 listopada), stanowiącym wspomnienie wszystkich zmarłych. Ponadto rozpoczyna ono oktawę Wszystkich Świętych (1-8 listopada), kiedy wierni mogą uzyskać odpust zupełny pod zwykłymi warunkami oraz odwiedzając cmentarze.

W województwie podlaskim, gdzie żyją przedstawiciele różnych wyznań, także prawosławne i muzułmańskie cmentarze są odwiedzane w katolicki Dzień Wszystkich Świętych. Wynika to jednak przede wszystkim z tradycji życia w diasporze.

Oddawanie czci zmarłym 1 listopada nie należy bowiem do tradycji Cerkwi, a uroczystość Wszystkich Świętych obchodzona jest w prawosławiu w pierwszą niedzielę po Zesłaniu Ducha Świętego (zwanym Pięćdziesiątnicą).

Zwyczaj odwiedzania przez prawosławnych cmentarzy także 1 listopada już się jednak upowszechnił, zwłaszcza w dużych miastach. Ma to związek z tym, że robi tak zdecydowana większość społeczeństwa, poza tym jest to zwykle dzień wolny od pracy (choć w tym roku wypada w niedzielę), co pozwala prawosławnym odwiedzić groby bliskich położone dalej od miejsca zamieszkania.

Dlatego np. w Białymstoku w wielu prawosławnych parafiach także 1 listopada duchowni odwiedzają cmentarze i święcą groby, odprawiane są nabożeństwa za zmarłych. W tym roku na najważniejszych prawosławnych nekropoliach w mieście święcenie grobów ma miejsce zarówno w sobotę 31 października, jak i w niedzielę 1 listopada.

W tradycji prawosławnej jest kilka innych dni w roku, w których wierni Cerkwi odwiedzają groby bliskich i szczególnie modlą się za zmarłych. Najważniejszym czasem na wspominanie zmarłych jest okres paschalny, po Wielkiej Nocy. W tym czasie jest to przede wszystkim tzw. Radonica - wypadająca w drugi wtorek po Zmartwychwstaniu Pańskim.

W cerkiewnym kalendarzu liturgicznym w listopadzie również przypada jeden z tradycyjnych dni wspominania i modlitw za zmarłych. Jest to tzw. sobota rodzicielska, czyli sobota przed - przypadającym 8 listopada - dniem Św. Dymitra (stąd też nazwa „dymitriewskaja sobota”). Wtedy wielu prawosławnych również odwiedza groby swych bliskich.

Przed rokiem wypadła ona 1 listopada, czyli dokładnie w katolicki Dzień Wszystkich Świętych. W tym będzie to 7 listopada.

W islamie nie ma świąt ku czci zmarłych i nie ma kultu świętych - przypomniał w rozmowie z PAP Bronisław Talkowski, przewodniczący muzułmańskiej gminy wyznaniowej w Kruszynianach (Podlaskie).

Ale przyznał, że 1 listopada to dzień, w którym na mizarze (muzułmańskim cmentarzu) można spotkać wiele osób odwiedzających groby swoich bliskich.

„Listopad ma swój klimat, a do tego to wolny dzień, kiedy wszyscy mają czas, by przyjść na cmentarz” - mówił.

Zabytkowy mizar w Kruszynianach założony został najprawdopodobniej pod koniec XVII wieku; najstarszy odnaleziony nagrobek pochodzi z 1696 roku.

Od kilku lat gmina stara się odnawiać najstarsze nagrobki. Do tej pory udało się odnowić ponad 30, w przyszłym roku będzie starała się o pieniądze na kolejnych kilkanaście, pochodzących z XVII i XVIII wieku, zabiega też o wpis najcenniejszych do rejestru zabytków.

Jeszcze przed wojną w granicach Polski było ponad 30 muzułmańskich cmentarzy. Muzułmański Związek Religijny w RP, najstarsza i najważniejsza organizacja polskich wyznawców islamu, pisze na swojej stronie internetowej, że obecnie w Polsce mizary są w Bohonikach, Kruszynianach, Warszawie, Studziance i Lebiedziewie - w tych pierwszych trzech miejscach wciąż czynne.

Liczbę wszystkich wiernych Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego ocenia się na 550-600 tys. osób; wyznających islam Polaków - na 5 tys. osób. Największe w kraju skupiska prawosławnych i wyznawców islamu są w województwie podlaskim.

Józef Kurek, Lucjan Lis, Krystyna Pabjańczyk-Likszo, Marian Szeja, Ryszard Zub, Bohdan Tomaszewski czy Bogdan Chruścicki to najbardziej znane postacie polskiego sportu, które w ostatnich 12 miesiącach odeszły na zawsze.

Mijający rok był wyjątkowy względem dziennikarzy sportowych. Media utraciły wielu cenionych i powszechnie lubianych reporterów, którzy słowem pisanym i mówionym barwnie i ekspresyjnie relacjonowali rywalizację reprezentantów Polski na międzynarodowych arenach.

Z końcem lutego, w wieku 93 lat zmarł Bohdan Tomaszewski, legendarny komentator radiowy i telewizyjny. Dał się też poznać jako autor książek czy scenariuszy filmowych. Walczył w Powstaniu Warszawskim. Wcześniej, w połowie grudnia, mając 90 lat, odszedł Jan Franciszek Strzałkowski, jeden z najstarszych dziennikarzy sportowych, organizator wyścigu kolarskiego Dookoła Mazowsza oraz wielu imprez dla młodzieży. W czasie okupacji niemieckiej działał w strukturach Armii Krajowej.

We wrześniu w wieku 80 lat zmarł Janusz Nowożeniuk, od pięćdziesięciu lat piszący z wielką fachowością i zaangażowaniem o siatkówce. Po przejściu na emeryturę w 1995 roku nadal publikował na łamach portali o tematyce siatkarskiej.

W połowie października zmarł Bogdan Chruścicki. W dniu śmierci wieloletni pracownik Polskiego Radia i komentator w Eurosporcie skończył 69 lat. Kojarzony był przede wszystkim ze skokami i biegami narciarskimi. Relacjonował przebieg 11 igrzysk olimpijskich.

W gronie byłych sportowców, którzy na zawsze pożegnali się z kibicami, dominowali koszykarze: Krystian Czernichowski (zm. 13.11.), Halina Beyer-Gruszczyńska (29.11.), Henryk Cegielski (4.2.), Krystyna Pabjańczyk-Likszo (5.8.), piłkarze: Henryk Szczepański (2.2.), Marian Szeja (25.2.), Leszek Rylski (1.4.), szermierze: Ryszard Zub (11.1.), Janusz Kurczab (11.4. - także taternik i alpinista, znawca himalaizmu).

Z końcem stycznia od kolarskiej rodziny odszedł na zawsze srebrny medalista olimpijski (Monachium 1972 roku razem z Edwardem Barcikiem, Stanisławem Szozdą i Ryszardem Szurkowskim) oraz mistrz świata w drużynowym wyścigu kolarskim na szosie (w 1973 roku w hiszpańskim Granollers z Tadeuszem Mytnikiem, Szozdą i Szurkowskim) Lucjan Lis. Miał 64 lata.

W połowie lutego w wieku 82 lat zmarł Józef Kurek, hokeista, dwukrotny uczestnik igrzysk olimpijskich (1956 i 1964). Po zakończeniu kariery zawodniczej był m.in. trenerem narodowej drużyny, która zasłynęła z pokonania reprezentacji ZSRR. Podczas mistrzostw świata w 1976 roku, po dramatycznym spotkaniu w katowickim Spodku, biało-czerwoni wygrali ze „Sborną” 6:4.

„Niestety, życie ma swój początek i swój koniec. Tylko od nas zależy, co ocalimy i o czym będziemy pamiętać. Śpieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą” - mawiał ksiądz Jan Twardowski.

Według starych ludowych wierzeń każde przesilenie, w tym także jesienne, było czasem, gdy dusze zmarłych wracały na ziemię, a upiory i demony straszyły żywych. Stąd też na przełomie października i listopada obchodzono zwyczaj zwany Dziadami.

Wierzono, że w okresie, kiedy zamiera ziemia, przyroda, dusze zmarłych przodków wychodzą na świat i wówczas spotyka się świat żywych ze światem zmarłych. Elżbieta Dudek-Młynarska z Muzeum Etnograficznego w Rzeszowie zauważyła w rozmowie z PAP, że już sama nazwa tego święta - Dziady - dowodzi wierzenia, iż w tym czasie powracają do świata żywych nasi przodkowie, czyli dziadowie. Ich dusze wracają do swoich domów.

Aby powracające zza światów dusze mogły się ogrzać zapalano światło. Zwyczaj ten praktykowany w XVI-XVII wieku, przetrwał do czasów współczesnych w zmienionej formie - obecnie palimy znicze na grobach bliskich. Z kolei ten zwyczaj - jak zauważył rzeszowski etnograf Andrzej Karczmarzewski - pojawił się dopiero w okresie międzywojennym.

„Nawiedzanie cmentarzy pojawiło się dopiero w XIX stuleciu, a strojenie grobów zielonymi gałązkami, krzyżami z szyszek i zapalonym światłem nastąpiło w okresie międzywojennym. Chociaż tradycja światła związana z tradycją kultu zmarłych znana była dużo wcześniej. Ale wtedy światło, ogień, czyli symbol życia palono w miejscach, gdzie spodziewano się przybycia dusz - na rozstajach dróg, łąkach, nieużytkach” - opowiadał etnograf.

Na zmarłych przodków czekano również w domach. W wielu miejscowościach woj. podkarpackiego otwierano okna i drzwi, aby dusze mogły swobodnie wejść i uczestniczyć w przygotowanej dla nich wieczerzy. Nie wolno było wtedy wykonywać wielu czynności, aby nie zakłócić spokoju duszy. Zakazane było kiszenie kapusty, żeby podczas udeptywania jej nogami nie zadeptać duszy; nie wolno było też wylewać wody, aby nie zalać duszy, czy uderzać w stół, żeby nie wystraszyć biesiadujących przy nim dusz. A gdy spadła łyżka nie podnoszono jej, bowiem wierzono, że to dusza potrzebuje jedzenia.

Dziadami nazywano też wędrownych żebraków, którzy przez brak stałego miejsca zamieszkania byli uznawani za łączników świata żywych ze światem zmarłych. Na wsiach panowało silne przekonanie, że modlitwy dziadów były skuteczniejsze od modlitwy zwykłych ludzi.

Żebrzących przy cmentarzach dziadów obdarowywano jeszcze na początku XX w. chlebkami, czy innym jedzeniem w zamian za modlitwę za zmarłych. Później zastąpiono te ofiary datkami pieniężnymi.

„Jeszcze w okresie międzywojennym np. w Rozwadowie żebracy ustawiali się w dwa szeregi po obu stronach głównej cmentarnej alei, począwszy od bramy wejściowej. Odmawiali głośno pacierze, a odwiedzający mogiły wręczali im drobne datki pieniężne w intencji modlitwy za zmarłych. Zdarzały się również datki w naturze, takie jak: kromki chleba, kasze czy też groch” - mówiła etnografka.

„W niektórych rejonach bogaci gospodarze urządzali dla wędrownych żebraków tzw. dziadowskie bale. Zaproszeni na nie żebracy mogli się najeść i napić do syta, w zamian ofiarując modlitwę za dusze zmarłych przodków gospodarzy. Bardzo rozpowszechnione były również zabawy dziadowskie w karczmach lub przyjęcia, na które zabijano nawet barany i przy nich ucztowano” - mówił Karczmarzewski.

Jego zdaniem goszczenie dziadów było nawiązaniem do starej słowiańskiej tradycji wynoszenia jedzenia i picia na mogiły zmarłych. Choć na grobach zmarłych ucztowali żyjący, to jednak zostawiali na mogiłach niewielkie ilości miodu, kaszy, chleba, maku, aby dusze miały się czym posilić.

Zwyczaje dotyczące powracania na ziemię dusz zmarłych praktykowane były również w niektórych kościołach katolickich; wierzono, że w noc zaduszkową powrócą dusze zmarłych księży. Według Karczmarzewskiego przekonanie to było tak mocne, że w wielu kościołach zostawiano mszał i stułę dla zmarłego kapłana, który o północy odprawi mszę dla dusz czyśćcowych nieżyjących parafian.

Etnografowie podkreślili, że nie wolno było w tym czasie wchodzić żywym do kościoła. Wierzono, że jest to niebezpieczne, bo rozzłoszczone dusze mogą np. rozszarpać taką osobę, albo ją straszyć.

Etnografka przytoczyła związaną z tym wierzeniem opowieść z okolic Hyżnego, gdy pewna dziewczyna chciała zobaczyć swoją zmarłą matkę, dlatego w nocy odwiedziła kościół.

„Miała wtedy usłyszeć głosy dusz, które wykrzykiwały, że śmierdzi żywą duszą” - opowiedziała Dudek-Młynarska.

Karczmarzewski przypomniał, że tradycja modlitwy za dusze zmarłych swój początek wzięła w VII wieku. Papież Bonifacy IV wprowadził Dzień Wszystkich Świętych gdy rzymski Panteon został zamieniony na świątynię pod wezwaniem Wszystkich Świętych. Wówczas modlono się jedynie za dusze świętych. Natomiast kult dusz wszystkich zmarłych obchodzony dzisiaj w dzień zaduszny został wprowadzony przez cystersów dopiero w X wieku, a w Polsce przyjął się w XII stuleciu. Zwyczaj ten wywodzi się z tradycji modłów za zmarłych zakonników.

Zdaniem Karczmarzewskiego wiara w spotkanie dwóch sfer miała odzwierciedlenie w dwoistej postawie ludzi.

„Z jednej strony dbano o zachowanie łączności ze zmarłymi poprzez modlitwę w ich intencji, a z drugiej strony obawiano się zmarłych śmiercią gwałtowną: zamordowanych, samobójców, ofiar wypadków. Według wierzeń dusze te zamieniały się w demony, zagrażające ludziom” - mówił Karczmarzewski.

Wierzono bowiem, iż takie dusze nie zaznały spokoju wiecznego i błąkają się po ziemi jako demony. Ich ciała grzebano zazwyczaj w miejscu, w którym straciły życie. Przechodnie mieli rzucać na takie mogiły, nazywane krudami, zielone gałęzie. Po uzbieraniu się stosu podpalano go. Miało to pomóc demonom w odpokutowaniu win popełnionych za życia.

W zamierzchłych czasach kult zmarłych był obchodzony raczej w domu, nie było natomiast rozpowszechnionego obecnie zwyczaju odwiedzania cmentarzy i palenia świec.

gah/PAP

[Fot. PAP/Marcin Bielecki]

Słowa kluczowe:

groby

,

pomniki

,

cmentarze

,

życie

,

znicze

CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook