Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

PIS chce zmian w ustawie o spóldzielniach

11.06.2012

Masz mieszkanie spółdzielcze i nie było cię stać na jego wykup? Prezes zarabia tysiące i niewiele robi, a ty nie masz na to wpływu? Prawo i Sprawiedliwość chce z tym skończyć. Proponuje zmiany w ustawie o spółdzielniach mieszkaniowych - pisze "Gazeta Polska Codziennie".

Od 14 czerwca 2007 r. około miliona lokatorów mieszkań spółdzielczych stało się ich właścicielami. A to dzięki ustawie, którą przeforsowało wówczas Prawo i Sprawiedliwość. Okazało się jednak, że choć nowe przepisy pozwalały na wykup mieszkań za przysłowiową złotówkę, to jednak koszty podnosiły m.in. sprawy związane ze sporządzeniem aktu notarialnego. Ich  koszty sięgały ok. 700 zł, ale - jak wyjaśnia poseł PiS Łukasz Zbonikowski - dla osób starszych czy bezrobotnych mogły stanowić barierę. Według danych z 2010 r. liczba mieszkań spółdzielczych wynosiła ok. 2,7 mln. Ponadto 17 grudnia 2008 r. Trybunał Konstytucyjny uznał, że artykuł 8 ust. 1 tej ustawy, przyznający spółdzielniom mieszkaniowym trzy miesiące na przeniesienie praw własnościowych do lokalu jest niezgodny z konstytucją. Niezgodność dotyczy vacatio legis.

PiS zamierza zwolnić spółdzielców, którzy będą przekształcali swoje mieszkania we własność indywidualną, z konieczności sporządzania aktu notarialnego. - Akt notarialny jest jedynie potwierdzeniem tego faktu - mówi Zbonikowski. Najważniejsza jest decyzja rady nadzorczej spółdzielni. To na jej podstawie można by dokonywać wpisu o własności w księdze wieczystej.

Jednak na ułatwieniach dotyczących wykupu za złotówkę nie kończą się zmiany proponowane przez PiS.

- Poważnym problemem wielu spółdzielni pozostaje nadal władztwo prezesów i rad nadzorczych - ocenia Zbonikowski.

Zarządy spółdzielni stały się dobrym miejscem pracy dla dawnej nomenklatury, a także członków służb specjalnych. Jeden z przykładów opisywała „Gazeta Polska”. Ujawniła, że Jerzy Karpacz, ostatni szef Służby Bezpieczeństwa w czasie, kiedy palono teczki, miał doradzać jednej z warszawskich spółdzielni. Ich prezesi zarabiają po kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie.

Walka z tymi patologiami jest trudna. Spółdzielnie, mimo że czasem dysponują większym budżetem niż samorządy, nie podlegają takim procedurom kontrolnym jak one. Do spółdzielni nie wejdą kontrolerzy Najwyższej Izby Kontroli czy izb obrachunkowych.

W tej sytuacji PiS proponuje rozwiązania, które dadzą lokatorom większe możliwości kontroli i wpływania na decyzje dotyczące ich bloków i osiedli. Obecnie członkowie spółdzielni mają wgląd w to, na co zostały wydane ich pieniądze. Są to jednak informacje o charakterze ogólnym.

– Chcemy, aby lokatorzy każdego bloku mogli się dowiedzieć, jak wyglądają wpływy i plany wydatków na ich budynek. Czyli wprowadzić nie tylko ewidencję, ale i rozliczenie na poszczególne bloki. Dzięki temu mogliby decydować, czy w danym roku pomalować klatkę schodową, czy dokonać innych napraw – wyjaśnia Zbonikowski.

Poseł PiS informuje ponadto, że jego partia przygotowuje nowe zapisy, które definitywnie wykluczą możliwość utrudniania lub uniemożliwiania członkom spółdzielni udziału w walnych zgromadzeniach. Wiceprezes PiS Beata Szydło dodaje, że istotą zmiany jest obrona praw członków spółdzielni. – Zdarza się, że prezesi spółdzielni lub zarządy tworzą własne imperia, nie licząc się z dobrem mieszkańców. Chodzi nam o wypracowanie stanowiska, które przyniosłoby równowagę – pozwoliłoby na zachowanie tego, co jest dobre w spółdzielniach, przy jednoczesnej obronie praw lokatorów – wyjaśnia w rozmowie z „Gazetą Polską Codziennie”.

"Gazeta Polska Codziennie"
[fot.PAP/Tytus Żmijewski]
CS139fotoMINI

Czas Stefczyka 139/2017

PDF (4,73 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook