Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Tusk żegna się z polityką?

16.10.2015

Szef Rady Europejskiej Donald Tusk zapewnił w piątek, że nie będzie miał problemu ze współpracą w Brukseli z ewentualnym premierem z PiS. Ocenił przy tym, że jego następczyni premier Ewa Kopacz dobrze poradziła sobie w obliczu niełatwej sytuacji PO.

"Kiedy zostałem wybrany na stanowisko przewodniczącego Rady, sytuacja Platformy też nie była łatwa" - powiedział polskim dziennikarzom w Brukseli były szef polskiego rządu w odpowiedzi na pytanie o to, czy nie ma do siebie pretensji, że zostawił swoje ugrupowanie w nienajlepszej kondycji.

"To nie jest tak, że moje odejście wyraźnie pogorszyło sytuację Platformy. Mam wrażenie, że potrzeba zmiany w Polakach jest też dość wyraźnie odczuwalna" - oświadczył Tusk. Były premier był pytany o sprawy krajowe przy okazji spotkania z korespondentami na temat czwartkowego szczytu UE dotyczącego kryzysu uchodźczego.

Szef Rady Europejskiej zwrócił uwagę, że formacja, z której się wywodzi, rządzi już osiem lat. "To rekord świata, jeśli chodzi o długość rządzenia w Polsce demokratycznej i ta potrzeba zmiany, nawet jeśli nie jest racjonalna, jest wyraźna i była zauważalna już wcześniej" - ocenił Tusk. Jak dodał, wcale nie jest pewien, czy jeśli byłby dalej premierem Polski i szefem PO, notowania tego ugrupowania byłyby lepsze. "Jestem przekonany, że w tych niełatwych okolicznościach pani premier utrzymała silną pozycję Platformy i naprawdę nie ma się czego wstydzić" - stwierdził.

Odnosząc się do afery podsłuchowej przekonywał, że znalazła ona bardzo szybko finał w prokuraturze, jeśli chodzi podjęcie przez nią działań. Jego zdaniem w tej sprawie nie ma przestrzeni dla działania polityków. "W momencie, kiedy zidentyfikowano osoby odpowiedzialne za podsłuchy, ta robota należała już wyłącznie do organów ścigania" - tłumaczył. "Ta sprawa z punktu widzenia polityków jest zamknięta. Nie mówię o odpowiedzialności, ale o działaniach o charakterze prawnym" - dodał.

Szef Rady Europejskiej pytany, czy jeśli w grudniu do Brukseli jako reprezentant naszego kraju przyjedzie premier z PiS, to będzie mu pomagał, odparł: "odpowiedź jest oczywista - Polska jest tylko jedna".

"W sensie emocjonalnym nie mam z tym żadnego problemu. Mogę lubić lub nie lubić polityków z Polski, ale to, żeby pomagać własnej ojczyźnie w takich ramach, jakie są tu dopuszczalne, to jest dla mnie bezdyskusyjne" - oświadczył Tusk. Zwrócił uwagę, że musi być obiektywny ze względu na urząd, który pełni, dlatego musi tak samo traktować kraje i przywódców niezależnie od tego, czy oni go lubią czy nie.

Jego zdaniem należy pytać raczej tych, którzy w Polsce zabiegają o zwycięstwo w wyborach, jak oni będą traktować Europę i jego samego, a nie to, jak on ich będzie traktował. "Ja tu nie będę żadnym problemem. Wy się naprawdę martwcie o to, żeby z Polski do Brukseli nie wyjeżdżał ktoś, kto chciałby tylko coś zniszczyć, czy skonfliktować" - powiedział były szef PO, dodając, że los naszego kraju, mimo jego pomocy, w 99 proc. będzie zależał od tego, kto będzie rządził w Warszawie i reprezentował nasz kraj w Brukseli.

To, że Polska ma wysoko umocowanego przedstawiciela w Radzie Europejskiej "od czasu do czasu może być przydatne dla naszego kraju" - mówił Tusk. Zastrzegł, że nie musi być tak zawsze, bo nie reprezentuje on w Brukseli tylko jednego państwa, ale - jak się wyraził - Polska może się dzięki temu czuć bezpieczniejsza w tych trudnych czasach.

Szef Rady Europejskiej bronił też swoich metod działania na piastowanym przez siebie stanowisku. Przekonywał, że kieruje się tym, czy coś przyniesie efekty, a nie tym, czy zostanie za to skrytykowany czy nie. "Ponieważ to jest moje prawdopodobnie ostatnie zajęcie polityczne, więc stać mnie na niepolityczne zachowania, czyli mówię, co myślę i robię co uważam za stosowne" - oświadczył.

Były premier odnosił się też to kwestii debaty, jaka planowana jest pomiędzy Kopacz, a kandydatką PiS na premiera Beatą Szydło. Tusk mówił, że od czasu jego dyskusji telewizyjnych z szefem PiS Jarosławem Kaczyńskim w 2007 r. miał kłopot "z przywołaniem" go do debaty. "Później aż się zrobiła z tego taka nudna piosenka w Polsce, czy Kaczyński przyjdzie na debatę, czy nie, czy debata się odbędzie czy nie" - wspominał.

Jego zdaniem istotniejsze od takich sporów jest to, co politycy będą mieli do powiedzenia w czasie debat. W jego ocenie wydaje się logiczne, że do bezpośredniej rozmowy powinni stanąć przedstawiciele PO oraz PiS. "To może nie jest jakoś fair w stosunku do pozostałych uczestników, ale wciąż ten główny pojedynek, to pojedynek pomiędzy PO i PiS" - oświadczył.

Jak podkreślał, jest przekonany, że w najważniejszych sprawach krajowych i międzynarodowych w "sporze między PO i PiS zawiera się istota polskiej polityki". Zapewniał, że nie chodzi o to, że te partie są w bardzo ostrym sporze, ale nawet gdyby był on łagodny, to przedstawiają one dwa główne punkty widzenia na polskie sprawy.

ansa/PAP

[fot. PAP/EPA]

Warto poczytać

Facebook