Jedynie prawda jest ciekawa

Tusk wiedział - a gdzie służby?

13.11.2011

- Mieliśmy informacje, że w użyciu może być duża ilość koktajlów Mołotowa, że pewne grupy, można powiedzieć, zawodowo przygotowane do rozbijania policji były przygotowywane do tego, żeby skutecznie atakować policję, i są to ludzie i grupy, które są szkolone w taki sposób, aby naprawdę to policję bolało – przyznał publicznie premier Donald Tusk. - To niebywały skandal, premier o wszystkim wiedział, a jego odpowiedzialność za powstałą sytuację jest tym większa, iż kieruje on bezpośrednio służbami specjalnymi – komentuje dla portalu niezalezna.pl poseł Antoni Macierewicz (PiS).

Ta wypowiedź jednoznacznie wskazuje na to, że nasze władze jeszcze przed wjazdem agresywnych niemieckich bojówek do Polski doskonale wiedziały, w jakim celu one jadą do Warszawy, że jest przygotowywana prowokacja mająca na celu zaatakowanie i fizyczną walkę z polskimi patriotami świętującymi Dzień Niepodległości. Mimo to bez problemu mogły wjechać do stolicy - w przeciwieństwie do autokarów m.in. z harcerzami, które były zatrzymywane do kontroli drogowej.

Niemieccy bojówkarze zostali publicznie zaproszeni przez organizatorów antymanifestacji przygotowywanej przez „Koalicję 11 listopada”. O jej agresywnych zamiarach mówiły publiczne manifesty „Koalicji”, a także publikacje w mediach. Uzyskała ona zgodę władz miasta na udział w manifestacji, chociaż było wiadomo, że zaprasza ona grupy dążące do fizycznej walki, specjalizujące się w zamieszkach i w atakowaniu policji.

- Odpowiedzialność premiera Donalda Tuska za powstałą sytuację jest tym większa, iż kieruje on bezpośrednio służbami specjalnymi państwa polskiego, musiał więc mieć pełną wiedzę i pełną świadomość, że środowiska wchodzące w skład Koalicji 11 listopada zapowiadają fizyczną walkę i dążą do niej, a grupy zagraniczne, zwłaszcza z Niemiec, były w tym celu szkolone. W ten sposób premier Donald Tusk świadomie sprowadził na polskich obywateli pragnących świętować Dzień Niepodległości zagrożenie  - mówi nam Antoni Macierewicz (PiS).

Jego zdaniem cała ta sprawa przypomina sposób działania przećwiczony po raz pierwszy w sierpniu 2010 r., kiedy to mimo zapowiedzi fizycznej agresji prezydent Hanna Gronkiewicz Waltz wydała zgodę na manifestację , która zaatakowała oraz profanowała Krzyż na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie.

- Również wówczas władze były informowane i ostrzegane, że może dojść do przemocy i przestępstwa, a mimo to dopuściły do takich działań. Wówczas chodziło o chrześcijaństwo oraz pamięć o Lechu Kaczyńskim i ofiarach tragedii smoleńskiej. Dziś tamten wzór wykorzystano przeciwko tysiącom spokojnych obywateli pragnących uczcić niepodległość Polski – mówi nam poseł Macierewicz.

niezalezna.pl

(fot. premier.gov.pl)

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook