Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Tusk przeprasza rodziny ofiar

27.09.2012

Premier Donald Tusk przeprosił w Sejmie rodziny ofiar katastrofy smoleńskiej i oświadczył, że bierze na siebie pełną odpowiedzialność za działania państwa polskiego, jakie po niej nastąpiły. Zaapelował też o zakończenie wojny w sprawie katastrofy.

Szef rządu wystąpił przed ministrem sprawiedliwości, który przedstawił informację nt. działań po katastrofie. Tusk w swoim wystąpieniu bronił byłej minister zdrowia, marszałek Sejmu Ewy Kopacz i szefa swojej kancelarii Tomasza Arabskiego, którzy byli najwyższymi urzędnikami państwowymi w Moskwie po katastrofie. Podkreślił, że "pomyłki i niedoskonałości" nie "obciążają tych, którzy pracowali w Moskwie i Smoleńsku". Mówił też, że założenie tezy o zamachu w Smoleńsku jest groźne dla państwa.

Premier rozpoczął swoje wystąpienie w Sejmie od stwierdzenia, że debata w sprawie katastrofy smoleńskiej powinna być poprzedzona słowem "przepraszam". "Siłą rzeczy brałem wówczas i biorę dzisiaj na siebie pełną odpowiedzialność za działania państwa polskiego i służb podległych polskiemu rządowi wówczas w Smoleńsku i w Moskwie po katastrofie. Tej odpowiedzialności nikt ze mnie nie zdejmie i ja tego nie oczekuję" - oświadczył.

Jak dodał, ta odpowiedzialność nakazuje mu "przeprosić wszystkie rodziny za udrękę i cierpienie wywołane nie tylko samą katastrofą, ale także tą udręką związaną i z procedurami identyfikacyjnymi, czasami z twardością proceduralnych reguł, a jak się okazuje także z powodu błędów".

Broniąc Kopacz i Arabskiego podkreślał, że dziś są oni najbardziej atakowani, a po katastrofie byli w Moskwie nie dlatego, że wynikało to z ich rządowych obowiązków, ale wyłącznie w jednym celu - żeby pomóc rodzinom ofiar w tragicznych okolicznościach.

Szef rządu dodał, że wyraża uznanie dla tych, którzy - wykraczając poza swoje urzędowe obowiązki - poświęcili cały swój czas, pracowali po kilkanaście godzin na dobę wyłącznie w celu pomocy rodzinom ofiar. "Wszystkim, którzy przez długie dni pomagali rodzinom, po dzisiejszą marszałek Ewę Kopacz, wówczas ministra zdrowia, chcę powiedzieć, że wykonywali swoje obowiązki najlepiej jak potrafili, z zaangażowaniem wykraczającym poza wszelkie zobowiązania urzędnicze" - pokreślił szef rządu.

Jak zaznaczył, ponosząc polityczną odpowiedzialność za kierowanie państwem, rządem polskim i także tą bardzo skomplikowaną i dramatyczną operacją, bierze na siebie też odpowiedzialność "za wszystkie działania naszych służb, także te, które mogły okazać się pomyłkami".

Premier przypomniał, że od pierwszych chwil po katastrofie smoleńskiej dziesiątki, setki a później tysiące ludzi - urzędników państwowych, lekarzy, żołnierzy, prokuratorów, policjantów - było "zaangażowanych w operację, przed jaką stanęło państwo polskie". "Mówię +przepraszam+, bo zdaję sobie sprawę, że przy pracy 2 tysięcy osób mogły zdarzyć się błędy i pomyłki. Dziś nie jestem w stanie rozstrzygnąć, w jakim momencie do tych pomyłek mogło dojść" - powiedział Tusk.

Zaznaczył, że słowo "przepraszam" wobec rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej płynie głęboko z serca, bo obserwował wszystkich zaangażowanych w pracę państwa polskiego po 10 kwietnia 2010 r. "Widziałem ich zaangażowanie, którego celem (...) było pomóc rodzinom, wszystkim bliskim, którzy stracili swoich najbliższych w tej katastrofie" - oświadczył.

Tusk zaznaczył, że tylko ci, którzy byli w Smoleńsku i Moskwie wiedzą, jak wielkie dramaty, tragedie, jak ekstremalne przeżycia były doświadczeniem rodzin, ale także tych, którzy im pomagali.

Oświadczył, że może wymienić listę urzędników państwowych, którzy powinni się znaleźć z różnych względów w Moskwie, ale nie starczyło im ani odwagi, ani determinacji, żeby przez wiele dni pomagać rodzinom ofiar. "Czy można mieć do kogokolwiek pretensje o to, że nie zawsze wytrzymywał taką próbę? Ja takiej pretensji nie zgłaszam" - zaznaczył.

"Być może nie byliśmy perfekcyjni, ale wszyscy bez wyjątku, z którymi miałem kontakt, oddawali maksimum swojej energii nie żeby komuś dokuczyć, komuś coś udowodnić, skupiać się na czyjejś winie, tylko aby pomóc szczególnie bliskim, szczególnie w tym najbardziej dramatycznym momencie" - powiedział premier.

"Mówiąc +przepraszam+ w imieniu swoim i wyrażając uznanie tym, którzy podjęli tak wielki wysiłek i być może popełnili błędy, chcę także powiedzieć, że od pierwszych dni i dziś mamy także z tym do czynienia, polityka brutalnie wdarła się w tę tragedię" - podkreślił szef rządu. Zaapelował o zakończenie "wojny w sprawie katastrofy smoleńskiej", bo - jak przekonywał - jej ofiarami będą wszyscy Polacy. "Ta sprawa zasługuje na więcej niż na polityczną młóckę, dlatego być może to jest ten dzień, kiedy powinniśmy sobie wyraźnie powiedzieć: pracujemy, pracujemy w skupieniu, nie musimy ustępować własnym argumentom, ale kończymy wojnę w sprawie katastrofy" - podkreślał.

Zapewniając o tym, że do dyspozycji posłów są minister sprawiedliwości, prokurator generalny, ministrowie obecnego i poprzedniego rządu, a także on sam, zwrócił się do parlamentarzystów PiS ze słowami: "nie czyńcie z tej debaty, nie czyńcie z tej tragedii pretekstu do politycznej, nieustającej bitwy, choćby ze względu na pamięć i szacunek do ofiar".

Tusk podkreślił, że z punktu widzenia nie tylko osób zaangażowanych w ten dramat, "ale całego państwa polskiego i polskiego społeczeństwa, jest rzeczą groźną założenie tezy, która pojawiła się w pierwszych godzinach po katastrofie, tezy o zamachu, o zabójstwie, o spisku".

Premier ocenił, że po katastrofie urzędnicy państwowi, prokuratorzy i lekarze ruszyli do ciężkiej pracy, a jednocześnie "od pierwszych godzin niektórzy politycy koncentrowali całą swą uwagę, by taką tezę polityczną ukształtować, a następnie dobierać do niej możliwie dużo argumentów". "I tak dziś ewentualne pomyłki są także traktowane jako pretekst do tego, by politycznie wzmacniać, podwyższać tę temperaturę nienawiści, która po 2010 roku, po kwietniu, po katastrofie w Polsce nastała" - stwierdził Tusk.

Jak mówił, także obecnie "słyszymy słowa, zdania, wypowiedzi z ust polityków PiS, których celem nie jest pomoc rodzinom, dochodzenie do prawdy, tylko utwierdzenie pewnej politycznej tezy dotyczącej katastrofy smoleńskiej".

Szef rządu ocenił także, że w ciągu ponad dwóch lat, które minęły od katastrofy, był jedną z osób "atakowanych szczególnie brutalnie". "Przez te dwa lata każdego dnia powtarzałem sobie i moim współpracownikom - jest cierpienie, ktoś ma poczucie większej straty, musimy to wytrzymać. I dlatego nikt z nas, ani przez moment nie próbował wykorzystać czy to pracy komisji, czy jakichkolwiek innych ustaleń, by odpowiedzieć polityczną tezą na polityczną tezę" - zaznaczył.

Po wystąpieniu premiera głos zabrał minister sprawiedliwości, Jarosław Gowin, który przedstawił posłom, na wniosek PiS, informację o działaniach podjętych po katastrofie smoleńskiej. Podkreślił, że omawiana w Sejmie sprawa "jest zbyt poważna, żeby rozpatrywać ją wyłącznie w stricte prawnym kontekście".

Jednocześnie minister wyraził współczucie i żal "z powodu cierpienia, jakie przeżywają ostatnio rodziny ofiar w związku z fatalnym błędem popełnionym w procedurze identyfikacji i pochówku niektórych spośród tych ofiar".

Gowin deklarował jak najrzetelniejszą odpowiedź na wszystkie pytania, ale przypomniał, że zdecydowana większość kwestii, o które pytano we wniosku o informację, nie dotyczy kompetencji jego resortu. Wskazał, że od końca marca 2010 r. - czyli 10 dni przed katastrofą smoleńską - doszło do rozdziału ministerstwa od prokuratury i minister nie ma żadnego wpływu na śledztwa.

Katastrofa smoleńska zbyt często jest źródłem politycznych sporów, które dzielą nasz naród - zaznaczył minister. Jego zdaniem tę opinię podziela wielu Polaków. Zaznaczył, że pod Smoleńskiem zginęli "gorący patrioci, wybitni Polacy". Jak mówił, "ich tragiczna śmierć wykracza jednak poza porządek polityczny i jest przede wszystkim ogromną tragedią i źródłem wielkiego cierpienia ich rodzin i bliskich".

"Co do kwestii tak żywo poruszanej w ostatnich dniach, zwłaszcza przez część posłów opozycji, a więc  możliwości otwierania trumien ofiar tragedii - zostałem poinformowany, że szef Kancelarii Prezesa Rady Ministrów (Tomasz Arabski) nie wydał i nie przekazał nikomu polecenia zakazującego otwierania trumien ofiar katastrofy smoleńskiej" - powiedział Gowin.

Zarazem przypomniał, że kwestie przewozu szczątków osób zmarłych i ich pochówku reguluje odpowiednia ustawa i rozporządzenie ministra zdrowia. Wynika z nich - przypomniał Gowin - że transport zwłok może następować wyłącznie w zamkniętych trumnach, podobnie jak pochówek. "Nie jest możliwe otwieranie trumny po zamknięciu jej wieka (...). Wszystkie te kwestie obejmują wprost przepisy prawa" - przypomniał minister. Cytował także fragment rozporządzenia mówiący, że "po przewiezieniu zwłok na miejsce przeznaczenia chowa się je niezwłocznie bez otwierania trumny".

"Przypisywanie decyzyjności w tej sprawie szefowi Kancelarii Prezesa Rady Ministrów jest - mówiąc najłagodniej - chybione i chyba trzeba powiedzieć, że jest podyktowane względami politycznymi" - powiedział.

Jak mówił Gowin, wyjazd do Moskwy szefa kancelarii premiera Tomasza Arabskiego i ówczesnej minister zdrowia Ewy Kopacz nie miał związku z wykonywaniem przez nich kompetencji innych ministrów, w tym ministra sprawiedliwości. Byli wysłannikami premiera Donalda Tuska, wysłanymi tam, aby służyli wszelką pomocą rodzinom - zaznaczył.

Odpowiadając na zawarte we wniosku o informację pytanie, czy minister sprawiedliwości przekazywał jakiekolwiek swoje uprawnienia, Gowin powiedział, że minister nie upoważniał szefa KPRM, ani ministra zdrowia, ani innych ministrów do podejmowania w jego imieniu, czy też w ramach jego kompetencji, żadnych czynności związanych z tragedią smoleńską.

"Minister sprawiedliwości nie ma podstawy prawnej, ani uprawnienia do powierzenia wykonania swoich czynności innym ministrom działowym, ani też szefowi Kancelarii Prezesa Rady Ministrów" - podkreślił Gowin.

Gowin poinformował także, że minister sprawiedliwości nie ma żadnych kompetencji na etapie czynności operacyjnych i śledczych prowadzonych przez prokuraturę, nie ma też uprawnień do wyboru podstawy prawnej prowadzenia międzynarodowego postępowania wyjaśniającego. Jak dodał, kompetencje takie minister ma tylko wobec postępowania karnego po jego wszczęciu, ale to - jak dodał - toczyło się i toczy w Polsce.

Gowin ocenił, że tzw. konwencja chicagowska przyjęta przez Polskę do zbadania katastrofy, była jedynym, dostępnym instrumentem prawnym, który opisywał procedury postępowania w sytuacji takiej jak ta w Smoleńsku.

"Skorzystanie z innej podstawy prawnej wymagałoby wcześniejszych, szczegółowych ustaleń ze stroną rosyjską, co uniemożliwiłoby podjęcie natychmiastowych działań, których oczekiwały rodziny ofiar i cała polska opinia publiczna" - uważa Gowin.

Od początku badania katastrofy smoleńskiej niektórzy politycy i publicyści podawali w wątpliwość zasadność badania sprawy na podstawie konwencji o międzynarodowym lotnictwie cywilnym podpisanej w Chicago w 1944 r. Wskazywano na polsko-rosyjską umowę z 1993 r. jako właściwszą podstawę prawną.

Polska prokuratura, kierujący Komisją Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego szef MSWiA Jerzy Miller, jak i akredytowany przy MAK Edmund Klich podkreślali, że właśnie konwencja chicagowska jest najodpowiedniejszą podstawą. Wskazywano, że polsko-rosyjska umowa z 1993 r. ma jedynie charakter ramowy i była przewidziana do "obsługi" wyprowadzania z Polski byłych wojsk radzieckich.

Szef resortu sprawiedliwości przedstawił w Sejmie informację "na temat podejmowanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości oraz podmioty mu podległe i nadzorowane działań dotyczących zagwarantowania właściwych procedur postępowania ze zwłokami ofiar Katastrofy Smoleńskiej na terenie Federacji Rosyjskiej". Wystąpienie ma związek z informacjami Naczelnej Prokuratury Wojskowej o zamianie ciała Anny Walentynowicz z ciałem innej z ofiar katastrofy smoleńskiej.

PAP/kop
[fot. PAP/T.Gzell]
CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook