Jedynie prawda jest ciekawa

Tusk po kolędzie

04.01.2014

Premier, nie ustając w swej misji kolędniczej, wybrał się w odwiedziny do Strzałkowa. W odpowiedzi na list dwóch sióstr z rodziny zastępczej, które poprosiły szefa rządu o spotkanie Donald Tusk odwiedził rodzinę pani Wandy Gawron.

Najpierw była wizyta w Płocku, w reakcji na list "rozczarowanego" rządem ojca, potem "gospodarska" wizyta w Pajęczynie, a teraz premier pochyla się nad problemami rodziny zastępczej.

Szef rządu podczas krótkiego briefingu po śniadaniu u pani Gawron zapewnił, że celem wizyty nie było ocieplenie wizerunku czy chwyt piarowski.

To tylko reakcja na zaproszenie - ale być może dobrze zaprosić dzieci. Wielkiej polityki nie było - tłumaczył Tusk, deklarując przy tym, że zaprosi wspomnianą rodzinę do Warszawy.

I dodał: - Oczekiwania były za duże, bo były pytania, co warto robić w życiu i jak się żyje komuś kto jest premierem. Tematów było bardzo dużo. Byłem bardzo porszuony i wzruszony. Tyle ciepła i serdeczności wśród ludzi, którzy nie mają łatwego startu - wymaga dużo determinacji i cierpliwości.

Donald Tusk mówił też, że jest świadom, jak ciężko żyje się rodzinom w Polsce - zwłaszcza niedaleko Radomska. O swojej odpowiedzialności jednak nie zająknął się ani słowem. - Obejrzałem album rodzinny pani Wandy również z innymi wychowankami - te dwie godziny rozmowy to jest duży ładunek emocji. Chciałbym powiedzieć teraz w tych dniach, choć myślimy o dzieciach przez cały rok, że to wielka rzecz - praca tych ludzi, którzy decydują się na prowadzenie rodzinnych domów dziecka czy rodziny zastępczej. (...) To nie jest tak, że wszystko jest proste i łatwe, ale ja w ciągu tych dwóch godzin przywiązałem się bardziej do tej rodziny niż do moich współpracowników przez 5 czy 10 lat - uśmiechał się szef rządu.

Zapewnił też, że w najbliższym czasie będzie reagował na podobne zaproszenia od mieszkańców z całego kraju.

- Reagujemy na te zaproszenia z dużym odstępem czasu - w Pajęcznie zaproszenie było jeszcze z lutego... Wybieramy z tych zaproszeń miejsca, gdzie komunikacyjnie jest to do pogodzenia. Nie będę w stanie zrealizować wszystkich propozycji, ale gdy to będzie możliwe - zwłaszcza w sobotę, niedzielę - chciałbym w tym uczestniczyć. Wiem, że się z tego śmiejecie, ale dla mnie to jest ważne - to wrażenie potwierdziła pani Wanda. Jest rzeczą ważną, że jeśli premier polskiego rządu ma czas i decyduje się na spotkanie rodzinne w takiej rodzinie zastępczej, to znaczy że są to ważne miejsca. (...) Jeśli mogę dodać satysfakcji i tego świadectwa, że prowadzenie w skromnych warunkach takiego domu jest rzeczą wartą zauważenia - stwierdził Tusk.

Na pytania dziennikarzy, czy to na pewno nie jest zagranie pod publiczkę, mające na celu ocieplenie wizerunek szefa rządu, poddenerwowany premier odparł: - Od sześciu lat, cokolwiek nie zrobię - mówicie, że to jest PR. W ogóle nie mam zamiaru się tym przejmować, choćby wylano ocean złośliwości, to będę to robił.

Tusk odniósł się też krótko do pomysłu stworzenia parlamentarnego zespołu przeciw ideologii gender. Premier porównał ten pomysł ze skeczem Kabaretu Moralnego Niepokoju.

Zainteresował Cię artykuł? Śledź nas na Facebooku!

lw

[fot. PAP/Grzegorz Michałowski]
CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook