Jedynie prawda jest ciekawa

Tusk a media publiczne

06.12.2011

Podczas dzisiejszej konferencji prasowej premier Donald Tusk zapytany o projekt ustawy wprowadzającej rygorystyczną egzekucję ustawy abonamentowej stwierdził: "Na pewno nie jestem zwolennikiem tego projektu". O skomentowanie tej rozbieżności zdań poprosiliśmy Krzysztofa Czabańskiego, byłego prezesa Polskiego Radia:

Po pierwsze pamiętajmy, że liberałowie gdańscy, a spośród nich przecież wywodzi się Donald Tusk, zawsze uważali, że media publiczne nie powinny istnieć, że na rynku medialnym mogą być tylko podmioty prywatne. I w tym sensie oni byli zawsze konsekwentni. Donald Tusk mówiąc w kampanii wyborczej 2007 r. o abonamencie jako haraczu i daninie powtarzał tylko stare tezy liberałów. I oczywiście mówiąc o abonamencie i daninie tak naprawdę myślał o likwidacji mediów publicznych, a likwidacja abonamentu miała być środkiem do tego. Z dzisiejszej jego wypowiedzi wynika, że on zdania nie zmienił.

Na szczęście jest jednocześnie dużo grup zainteresowanych istnieniem mediów publicznych - wprawdzie są to np. grupy interesu, takie jak producenci telewizyjni, ale dla obywateli ważne jest, żeby istniały silne media publiczne i to co najmniej z dwóch powodów. Po pierwsze - jak spojrzymy na obecny rynek medialny w Polsce, to widzimy wyraźnie, że jest on w sensie politycznym właściwie jednorodny. Jedyną szansą na pluralizm, jest to, że być może kiedyś opozycja, będzie miała wpływ na media publiczne, co by oznaczało, że myśl nielewicowa, niesalonowa i nieliberalna miałaby szanse trafić przed mikrofony i kamery. To oczywiście tylko potencjalna szansa, bo dziś nic na to nie wskazuje, ale skoro taka szansa jest, to jest to kolejny powód, dla którego należy chronić
media publiczne i dbać, żeby były silne, bo być może staną się one elementem pluralizacji rynku medialnego w przyszłości.

Ale jest i drugi powód i w pewnym sensie ważniejszy, kulturowy. Mianowicie media publiczne, jeśli rzeczywiście wypełniałyby misję, do jakiej są przeznaczone, jaka jest zapisana w ustawie, to powinny przybliżać świat wartości do odbiorcy i być dla obywateli takim wielkim mecenasem i pośrednikiem w obcowaniu z kulturą. I dlatego, nie wnikając w to, jakie są powody rozbieżności zdań w obozie władzy na temat mediów publicznych, to z tej rozbieżności powinniśmy być zadowoleni i pochwalać wszelkie działania zmierzające do umocnienia mediów publicznych.


Z dugiej strony propozycja
KRRiT - żeby obowiązek płacenia będzie spoczywał na każdym, kto ma dostęp do prądu, kto ma gniazdko elektryczne, trochę budzi wątpliwość. Owszem jest kłopot z abonamentem, który nie jest płacony, ale są prostsze metody jego egzekwowania niż nowelizowanie ustawy medialnej. Za rządów PiS-u przygotowywany był projekt była choć nie został już wdrożony, żeby ściągalność zaległych opłat abonamentowych, co dotyczy nie tylko osób prywatnych ale przede wszystkim firm (prawie 100% firm nie płaci w ogóle abonamentu), była gwarantowana przez urzędy skarbowe, jak to ma miejsce od około dziesięciu lat z mandatami drogowymi - co zdecydowanie podniosło wskaźnik opłat. I to samo byłoby z abonamentem.

A z obecną propozycją KRRiT kłopot polega również na tym, że zmiana systemu abonamentowego jest utrudniona przez regulacje unijne. My wchodząc do Unii byliśmy w systemie abonamentowym i było to przez Unię zaakceptowane. Ale gdybyśmy ten system zmienili, to wymagałoby to aprobaty Brukseli, a ta aprobata może być wątpliwa - może to bowiem być odebrane, jako system nieuprawnionej pomocy publicznej dla własności państwowej, czyli w ocenie Brukseli mogłoby to oznaczać nierównoprawność podmiotów na rynku medialnym i  spotkać się z jej zakazem.


not. Greg
[fot. Mik]
CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook