Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Tu wciąż o AK piszą jako o bandytach

19.07.2013

Zdaniem Weroniki Sebastianowicz do zniszczenia krzyża poświęconego żołnierzowi AK Anatolowi Radziwonikowi „Olechowi" przyczyniły się władze Białorusi oraz atmosfera, jaka panuje w tym kraju.

Weronika Sebastianowicz (na zdj.), prezes Stowarzyszenia Żołnierzy AK na Białorusi, komentuje w rozmowie z "Rzeczpospolitą" zniszczenie krzyża upamiętniającego poległego w 1949 roku w obławie NKWD pod wsią Raczkowszczyzna (rejon szczuczyński) ostatniego dowódcę połączonego oddziału AK Lida-Szczuczyn Anatola Radziwonika ps. „Olech". Jej zdaniem do tego aktu wandalizmu przyczyniły się władze Białorusi oraz atmosfera, jaka panuje w tym kraju.

"Ci tak zwani nieznani sprawcy to ludzie bez wiary i kultury. A krzyż poświęcony jest świętością,  której niszczenie jest świętokradztwem i nie zostaje niezauważone przez Boga. Niech ci, którzy kazali zniszczyć ten krzyż, nie łudzą się, że ujdzie im to bezkarnie. Bóg to widział i Bóg im to zapamięta" - mówi "Rzeczpospolitej" Sebastianowicz.

Prezes informuje, że złożyła w sprawie zniszczenia krzyża skargę, ale jak przyznaje "nie ma złudzeń co do efektów dochodzenia w tej sprawie".

"W życiu zresztą przeżyłam takie sytuacje niejednokrotnie. Po wojnie w Skidlu, gdzie mieszkam, z kościółka po Czetwertyńskich też zrzucono krzyż, ale ten, któremu kazano to zrobić i który zrobił to, został przez Boga ukarany. Tak samo będzie i w przypadku krzyża „Olecha", choć, prawdę mówiąc, wciąż nie mogę się pogodzić z myślą, że ktoś mógł kazać zniszczyć krzyż w państwie, które przecież nie jest już komunistyczne i deklaruje przywiązanie do wiary chrześcijańskiej" - dodaje.

Rozmówczyni "Rz" wskazuje, że akcja zniszczenia krzyża była dobrze zorganizowana, a sprawcy "mieli specjalistyczny sprzęt do ścinania, mieli też ciężarówkę, którą krzyż wywieźli". "Tak doskonale przeprowadzona operacja nie mogła być zrealizowana bez wiedzy władz, tym bardziej że władze pośrednio sprzyjały jej realizacji, wzywając właścicieli posesji, na której stał krzyż, do gminy, żeby nie było świadków zbrodni" - tłumaczy.

Zaznacza, że czczenie pamięci o AK na Białorusi jest wciąż bardzo trudne, również z racji atmosfery jaka panuje w oficjalnych mediach. "Prasa państwowa wciąż pisze o akowcach wyłącznie jako o bandytach. Fakt, że to była wojna, którą zaczynaliśmy, walcząc z faszyzmem niemieckim i dopiero potem zmuszeni zostaliśmy do obrony swoich rodzin i wsi przed władzą sowiecką, jest we wszystkich oficjalnych publikacjach na temat AK pomijany" - tłumaczy Sebastianowicz, wskazując, że dopóki żyje będzie stawiać krzyże poległym żołnierzom AK.

Cała rozmowa w "Rzeczpospolitej"

Nal,Rp.pl
[Fot. Youtube.pl]
Słowa kluczowe:

Białoruś

,

Armia Krajowa

,

żołnierze

,

Polacy

Warto poczytać

Facebook