Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

TS: Syndyk Malmy jest pracodawcą

15.07.2012

Syndyk upadłej Malmy nie chce wypłacić pracownikom zaległych pensji ani należnych odszkodowań. Działa wyłącznie na rzecz banku Pekao SA, który kredytował Malmę - informuje "Tygodnik Solidarność"

Kapitan zawsze schodzi z tonącego okrętu ostatni. Dlatego będę do końca ratował moją firmę i jej pracowników – deklaruje w rozmowie z „TS” Michel Marbot, twórca znanej marki Malma. – Gdyby znalazł się nowy inwestor, który przejąłby pracowników i zapewnił ciągłość produkcji, jestem absolutnie za. Ale nie mogę akceptować działań syndyka, który działa jedynie w interesie Pekao SA i chce doprowadzić do śmierci Malmy. Dlatego rozpocząłem protest głodowy przed sejmem.

Tygodnik przypomina, że kłopoty firmy zaczęły się w 2003 roku, kiedy Pekao SA przejął od innych banków wszystkie kredyty firmy o wartości 100 mln zł. Pekao SA (któremu prezesował wtedy były premier Jan Krzysztof Bielecki) zaczął działać w interesie swojego właściciela – włoskiego banku UniCredit. Ówczesny prezes UniCredit Alessandro Profumo zasiadał równocześnie w organach zarządzających firmy Barilla, włoskiego producenta makaronów i konkurenta Malmy. Wiedząc o tarapatach finansowych swojej firmy, Michel Marbot postanowił zabezpieczyć pracowników. Na wypadek ogłoszenia upadłości zakładu zagwarantował im wypłatę odszkodowań w wysokości 100 tys. euro dla każdego. Jednocześnie wydzierżawił zakład jako Malma Trading. Jeszcze w sierpniu 2011 roku firma produkowała makaron. Syndyk Jacek Ryncarz wkroczył na teren zakładu we Wrocławiu 30 sierpnia 2011 roku wieczorem i zdemontował elementy sterujące maszyn oraz zamknął dostęp do hal produkcyjnych. Następnego dnia, pracownicy zakładu zadeklarowali mu swoją gotowość do pracy. Jednakże w piśmie zaadresowanym do pracowników, syndyk zaprzeczył jakoby stał się ich nowym pracodawcą.
Zgodnie z art. 23¹ kodeksu pracy, eliminując dzierżawcę Malmy (który dalej prowadził produkcję), syndyk stał się nowym pracodawcą dla pracowników firmy - przypomina TS. Tak orzekł Sąd Rejonowy we Wrocławiu w lutym tego roku. Uznał, że syndyk ma wypłacić załodze zaległe wynagrodzenia, bo przejmując linie produkcyjne i majątek spółki, przejął także jej pracowników. – Doszło do przejęcia zakładu pracy przez syndyka. Przepis art. 23¹ kodeksu pracy jest bezwzględnie stosowany, a pracownicy wykazują gotowość do pracy – argumentowała w uzasadnieniu sędzia Anna Garncarz.
„Przejęcie zakładu pracy ma miejsce zawsze wówczas, gdy do innej osoby przechodzą składniki majątkowe, z którymi związane było zatrudnienie pracowników” – podkreśliła w uzasadnieniu. „Działania syndyka masy upadłości doprowadziły 31 sierpnia 2011 r. do całkowitego, nagłego i gwałtownego zaprzestania działalności spółki Malma Trading. Przepisy prawa upadłościowego nie wykluczają sytuacji, że po przejęciu składników majątkowych stanowiących zorganizowaną całość, syndyk może prowadzić dalszą produkcję. Po uzyskaniu zezwolenia sędziego-komisarza, syndyk masy upadłości mógł prowadzić dalej produkcję na przejętych liniach produkcyjnych, tym bardziej iż miał zabezpieczony zbyt na produkowane makarony oraz pierogi i wówczas do obsługi maszyn niezbędna byłaby dotychczasowa załoga zakładu we Wrocławiu” – podkreśliła sędzia Garncarz, w cytowanym przez TS dokumencie.

Jednak jak relacjonuje tygodnik - radość pracowników nie trwała jednak długo. 29 czerwca tego roku Sąd Okręgowy we Wrocławiu (w składzie: Ryszard Kozłowski – przewodniczący, Krystyna Dereń-Szydłowska i Wacława Macińska) uchylił wyrok sądu rejonowego. Sędziowie nie sporządzili jeszcze pisemnego uzasadnienia do wyroku, ale wiadomo jaką argumentacją się posłużyli. – W uzasadnieniu ustnym sędzia argumentował, że syndyk nie ma prawa do prowadzenia działalności gospodarczej. To kuriozalne uzasadnienie, nie odnoszące się do meritum sprawy – oburza się Michel Marbot. – Nawet nie prowadząc działalności gospodarczej, o co zresztą może do sądu wystąpić syndyk, ma on prawo wypłacić pracownikom pensje lub sprzedać firmę nowemu inwestorowi. Jest wiele orzeczeń Sądu Najwyższego, które mówią, że od momentu deklaracji upadłości firmy, kiedy syndyk przejmuje majątek firmy i nawet zatrudnia tylko na swoje potrzeby księgową czy sekretarkę, jest dla nich pracodawcą jak zwykły pracodawca w rozumieniu kodeksu pracy.

Własnością Malmy są dwa zakłady z kilkoma liniami produkcyjnymi oraz 6 ha w centrum Wrocławia. Cały majątek ma teraz zostać zlicytowany. – Chodzi o to, by majątek jak najszybciej sprzedać, a pracownikom powiedzieć, że nie ma już z czego wypłacić im należnych odszkodowań i zaległych pensji – tłumaczy Marbot. – Załóżmy, że po odliczeniu kosztów licytacji i innych, uda się sprzedać majątek za 60 mln zł. Z tego 54 mln zł idzie automatycznie do banku Pekao SA na spłatę kredytów. Zostaje 6 mln zł. Koszty postępowania upadłościowego, rozliczane w pierwszej kolejności, już wynoszą ponad 7 mln zł. A jeszcze bank dał syndykowi 4 mln zł pożyczki, którą musi natychmiast zwrócić. To tłumaczy dlaczego syndyk reprezentuje wyłącznie interesy banku. Syndyk uważa, że pracownikom należą się tylko odszkodowania z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.
– Co innego, gdyby firma była totalnym bankrutem. Ale Malma ma ogromny majątek wart co najmniej 85 mln zł – podkreśla Michel Marbot. – Dlaczego więc sąd nie chce z tego wypłacić pracownikom zaległych pensji i odszkodowań, tylko kieruje ich do Skarbu Państwa, czyli uważa, że wszyscy podatnicy mają za to zapłacić?
Jak zaznacza TS, działania syndyka jak i wyrok Sądu Okręgowego we Wrocławiu są nie do przyjęcia także dla Kazimierza Kimsy, szefa ZR Dolny Śląsk. – Syndyk działa ewidentnie w imieniu banku i dla banku. Pracowników kieruje do Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, czyli do Skarbu Państwa, gdzie otrzymają zaledwie trzymiesięczne odprawy. Wtedy bank zagarnie kilkadziesiąt mln zł. Skandalicznym jest zarówno działanie syndyka, jak i ostatni wyrok sądu. To kompromitacja polskiego wymiaru sprawiedliwości – ocenia Kazimierz Kimso. – Pracownicy są także wierzycielami i ich interesy są gwarantowane przez prawo upadłościowe już na drugim miejscu, po kosztach postępowania upadłościowego.

Jak informuje tygodnik, syndyk nie chce wypłacić zaległych pensji pracownikom, ale sobie wynagrodzenie już przyznał. I to niebagatelne, bo prawie 800 tys. zł. Wynagrodzenie syndyka zatwierdza sąd. Jego łączna wysokość nie może przekroczyć 3 proc. masy upadłości oraz sum uzyskanych z likwidacji majątku. – We Francji roszczenia pracowników zawsze są przed roszczeniami banków – podkreśla Michel Marbot. – W przypadku Malmy syndyk najpierw powinien wypłacić 40 mln zł odszkodowań pracownikom, a dopiero potem resztę przekazać bankowi.

Syndyk dąży też do pozbycia się z mieszkań zakładowych emerytowanych pracowników Malmy. W zimie odciął im ogrzewanie, a teraz wodę. Bez lokatorów będzie mu łatwiej sprzedać należący do firmy budynek. Na prośbę Solidarności sprawa Malmy, za kadencji ministra sprawiedliwości Krzysztofa Kwiatkowskiego została objęta osobistym nadzorem ministra. Ale to już przeszłość. Za obecnego szefa resortu Jarosława Gowina wypadła z katalogu spraw objętych szczególnym nadzorem.
Zdeterminowana grupa pracowników fabryki Malmy z Wrocławia jest gotowa do podjęcia protestu głodowego. – To prawda, otrzymujemy takie sygnały. Ale na razie ich od tego odwodzimy, bo to jednak najbardziej drastyczna, groźna dla zdrowia forma protestu – mówi Kazimierz Kimso.
Głodówkę przed sejmem 9 lipca rozpoczął jednak Michel Marbot. – Powodem mojego zdeterminowanego, lecz nie zdesperowanego działania jest dramatyczny, pogwałcający prawa człowieka, los pracowników Malmy – tłumaczy. – Niezrozumiały wyrok Sądu Okręgowego we Wrocławiu oznacza, iż syndyk mógł przejąć, od funkcjonującego dzierżawcy, majątek dawnej firmy Malma bez przejęcia pracowników, wyrzucając ich w ten sposób na bruk i likwidując siłowo ich narzędzia pracy. Załoga, związana od ponad 20 lat z przedsiębiorstwem, która od roku nie otrzymuje ani pensji, ani świadczeń dla bezrobotnych, miałaby, według sądu, otrzymać tylko 3-miesięczne odprawy. Orzeczenie Sądu Okręgowego we Wrocławiu jaskrawo narusza prawo polskie i europejskie jak i zdrowy rozsądek. Syndyk może oczywiście zakończyć działalność firmy, jednakże wtedy musi dokonać zwolnienia pracowników, których wydzierżawił z zakładem, a nie wyrzucić ich na bruk bez odszkodowania.
Marbot kończy dramatycznym apelem. – Zwracam się do władz RP i władz europejskich, do mojej ojczyzny Francji, do moich przyjaciół oraz do was wszystkich. Pomóżcie nam!
Marbot nocuje w samochodzie. Przyjmuje tylko wodę i wywar z jarzyn. Wspiera go żona i siedmioro dzieci. Kiedy rozmawiałem z nim przed sejmem w 5. dniu protestu, był już zmęczony, ale nadal zdeterminowany. – Churchill mówił, że jeśli stoi za tobą racja moralna, to możesz przegrać tylko wtedy, gdy się poddasz.

Wyrokiem sądu zdumiony jest Krzysztof Kwiatkowski, były minister sprawiedliwości. - W dotychczasowym orzecznictwie czytelnie rozstrzygano sprawy pracownicze, z korzyścią dla pracowników. Dalej możliwe było prowadzenie działalności gospodarczej i utrzymanie miejsc pracy. Sprawa jest mi tym bardziej znana, że na prośbę kolegów z Komisji Krajowej Solidarności, jeszcze jako minister sprawiedliwości, objąłem ją osobistym nadzorem. Postępowanie upadłościowe było lustrowane przez sędziów-wizytatorów. Tym bardziej zdumiał mnie wyrok Sądu Okręgowego we Wrocławiu z 29 czerwca, który uchylił wyrok sądu I instancji. Kiedy obejmowałem sprawę nadzorem, uznawałem, że w sytuacji, w której firma może dalej funkcjonować, dysponując parkiem maszynowym i możliwością zbytu swoich produktów, szczególną wartością jest utrzymanie dotychczasowych miejsc pracy - mówi w rozmowie z TS.
Działania syndyka powinny być transparentne i uczciwe w zakresie zaspokajania poszczególnych wierzycieli. W trybie nadzoru należałoby przeanalizować czy zaciągnięcie kredytu w jednym z banków, w tym wypadku będącym równocześnie wierzycielem Malmy, nie rodzi wątpliwości co do sposobu zaspokajania przez syndyka poszczególnych wierzycieli - dodaje były minister.

Zdaniem profesora Jerzego Wratnego, eksperta prawa pracy, członka Komitetu Nauk o Pracy i Polityce Społecznej PAN - syndyk Malmy jest pracodawcą.
Jeżeli nawet syndyk nie prowadzi działalności gospodarczej, to nie może być takiej sytuacji, że stosunki pracy wyparowały i nie ma komu ich rozwiązać, nie ma pracodawcy. Pod tym względem orzeczenie Sądu Okręgowego we Wrocławiu jest całkowitym nieporozumieniem – ocenia profesor. I tłumaczy:  Sąd rejonowy trafnie przyjął, że syndyk przejmując majątek, w tym maszyny i linie produkcyjne, przejął zorganizowaną część zakładu pracy i stał się w ten sposób – z mocy art. 23¹ kodeksu pracy – pracodawcą. Najlepszym dowodem na to, że syndyk przejął część zakładu pracy jest to, że firma nie może produkować. Syndyk, nawet nie mając prawa do prowadzenia działalności gospodarczej, może sprzedać majątek firmy nowemu inwestorowi. Jeśli likwiduje majątek, powinien rozwiązać stosunki pracy z pracownikami i zaspokoić ich roszczenia z majątku firmy - mówi prof. Wratny w rozmowie z Tygodnikiem Solidarność.

ansa/Tygodnik Solidarność


[fot.ansa]
CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook