Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Tożsamość próbek ustalono na oko?

17.04.2014

Prokuratura przyznaje, że po przylocie do Polski próbek pobranych w Smoleńsku nie badano ich detektorami, używanymi w Smoleńsku – dowiedział się portal Stefczyk.info.

Prokuratura wojskowa uznała, że wątek wybuchu na pokładzie Tupolewa 154M jest już wykluczony. Śledczy powoływali się w tej sprawie na opinię biegłych, którzy przebadali próbki pobrane w Smoleńsku. Do dziś jednak nie rozwiano wątpliwości dotyczących procedury badań.

Rzecznik Naczelnej Prokuratury Wojskowej, ppłk. Janusz Wójcik w piśmie do portalu Stefczyk.info zapewnia, że można mieć pewność, iż do polskich biegłych dotarły te same próbki, które pobrano w Smoleńsku. „Biegli badający próbki nigdy nie kwestionowali ich tożsamości z próbkami pobranymi na terenie Federacji Rosyjskiej” - wskazuje.

Jednak szczegóły w tej sprawie mogą dziwić. Opisując procedurę weryfikacji próbek rzecznik NPW wyjaśnia: „kwestia ta była przedmiotem wielokrotnie ponawianych pytań ze strony mediów, każdorazowo informowano, że próbki były zabezpieczone w kopertach bezpiecznych. Dodatkowo należy mieć na uwadze, iż w trakcie wyjazdów polscy biegli dokumentowali pobieranie próbek chociażby przez wykonywanie licznych fotografii, jest to widoczne także w treści opinii fizykochemicznej udostępnionej mediom i zamieszczonej na stronie NPW”.

Słowa prokuratora budzą lekki uśmieszek. Czy śledczy uznali, że skoro otrzymano próbki w „bezpiecznych kopertach” i wyglądają one tak samo jak te na zdjęciach oznacza to, że są to te same próbki? Zdaje się niestety, że tak właśnie było. Prokuratura wojskowa nie przeprowadziła najprostszych i ważnych badań, które umożliwiłyby wstępną weryfikację tożsamości próbek. Jak mówiła Ewa Kochanowska w rozmowie z portalem Stefczyk.info „próbki nie były badane tym samym detektorem co wcześniej”, w Rosji.

Zdaje się potwierdzać to rzecznik prokuratury wojskowej. Pytany, czy przeprowadzono w Polsce badania próbek tymi samymi urządzeniami, jakich użyto w Smoleńsku, wyjaśnia: „odpowiedź na pytanie o procedury badawcze biegłych CLKP wydających opinie fizykochemiczną odnajdzie Pan Redaktor w treści opinii fizykochemicznej przekazanej mediom i zamieszczonej na stronie NPW”. Problem w tym, że opinia, do której odesłał rzecznik NPW, nie informuje w żaden sposób o badaniach próbek ze Smoleńska detektorami użytymi na miejscu tragedii. To zdaje się oznaczać, że biegli nie przeprowadzili najprostszych badań, które umożliwiłyby weryfikację tezy, że do Polski z Rosji trafiły te same próbki, które zostały tam zdeponowane.

Rzecznik w swoim piśmie do Stefczyk.info zaznacza również, że „opinia fizykochemiczna biegłych z CLKP nie opierała się tylko o wyniki badań próbek zabezpieczonych na terenie Federacji Rosyjskiej, lecz między innymi w oparciu o wyniki badań próbek biologicznych pobranych z ekshumowanych zwłok w Polsce”.

W przekazach prokuratury mamy jednak całą serię manipulacji i niedopowiedzeń. Jak mówiła mec. Małgorzata Wassermann w czasie ekshumacji ciała jej ojca nie pobrano próbek do badań na obecność materiałów wybuchowych. Obecnie prokuratura przyznaje, że nie zweryfikowała, czy badano te same próbki, które pobrano w Smoleńsku. Liczy zdaje się na zaufanie w tej sprawie.

 Czy śledczym i Rosjanom można zaufać?  Znając doświadczenia z ostatnich lat żądanie takie może się spotkać jedynie z uśmieszkiem politowania.

Stanisław Żaryn
[Fot. opinia CLKP]

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook