Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Tajemnica końcówki lotu TU-154M

25.01.2014

"Nasz Dziennik" zadaje kilka istotnych pytań w sprawie ekspertyzy prof. Kowaleczki, na którą powołuje się rządowy zespół.

Tu-154M po utracie końcówki skrzydła wykonał półobrót i jednocześnie "górkę" odchylając tor lotu w lewo - wynika z symulacji prof. Grzegorza Kowaleczki nt. ostatnich 14-15 sekund lotu. Jego zdaniem obliczenia potwierdzają ustalenia raportów MAK i komisji Millera. Liczące 103 strony opracowanie opublikował kilka tygodni temu na swojej stronie zespół smoleński przy kancelarii premiera, którym kieruje Maciej Lasek.

"Nasz Dziennik" zadaje jednak kilka istotnych pytań w sprawie ekspertyzy prof. Kowaleczki, na którą powołuje się rządowy zespół. To o tyle ważne, że nawet biegli mają poważny problem z rekonstrukcją ostatnich kilkunastu (chodzi o 14-15 sek.) sekund tragicznego lotu do Smoleńska z 10 kwietnia 2010 roku.

Analizie Kowaleczki, co przyznaje sam autor, daleko do precyzyjności, a co za tym idzie - wiarygodności. Ekspertyza z powodu niekompletnych danych jest obarczona bardzo dużym ryzykiem błędu.

"Żadne dostępne źródło nie zawiera informacji dotyczącej momentów bezwładności Tu-154M" - przyznaje prof. Kowaleczko.

Brak danych i wielu innych informacji, o których pisze szczegółowo "ND", powoduje, że nie można stwierdzić, jak zachował się samolot po oderwaniu skrzydła. Kowaleczko bazował też na danych przekazanych przez raport MAK - także jeśli chodzi o poziom, na którym znalazł się samolot.

"Wciąż nie jest jednak jasne, jaki fragment został oderwany i ile siły nośnej skrzydło utraciło. Komisje oficjalnie przyjmują, że brzoza odcięła 6,5 m, Kowaleczko zdecydował się na 5,6 metra. Jeśli chodzi o siłę nośną, to mamy tu bardzo rozbieżne opinie" - opisuje "ND".

Sam Kowaleczko zadaje też ważne pytanie: dlaczego przy badaniach nad przyczynami katastrofy nie użyto tunelów aerodynamicznych? Jego zdaniem takie eksperymenty zmniejszyłyby margines błędu badań. Ekspert na którego powołuje się Maciej Lasek tłumaczy też, że zaskoczyła go ogromna niechęć naukowców do zainteresowania się tematem 10/04: "Przygotowując pracę, odczuwałem duże osamotnienie w docieraniu do różnych materiałów i danych źródłowych. W zasadzie oparłem się na dwóch raportach i trzech książkach dotyczących samolotu. Zauważalna przeze mnie niechęć środowiska specjalistów z zakresu lotnictwa do mieszania się do wszelkich analiz dotyczących katastrofy spowodowała, że nie miałem możliwości bieżącej weryfikacji poszczególnych etapów badań" - mówi.

Apeluje również o wspólną, otwartą debatę ekspertów i specjalistów. Problem w tym, że Maciej Lasek nie chce o tym słyszeć.

LL, "Nasz Dziennik"

[Fot. smolensk-2010.pl]

Zapraszamy na profil Stefczyk.info na Facebooku.

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook