Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Strefa euro musi upaść

22.02.2012

Po co nam Unia Europejska w obecnym kształcie? To pytanie jest dziś bardzo zasadne – mówił Janusz Szewczak podczas środowej debaty pt: „Dlaczego strefa euro musi upaść?”. Główny ekonomista SKOK wskazywał, że to pytanie zadaje dziś coraz więcej osób. „Lada chwila to pytanie padnie na Węgrzech. Już zadają je sobie w Grecji i Portugalczycy. To widać po liczbie protestów ulicznych – wskazywał.

Ekonomista podczas debaty zauważył, że dzisiejsza Unia nie ma wiele wspólnego ze Wspólnotą nawet z 2004 roku. Twórcy idei jednoczenia Europy przewracają się w grobach, widząc co dziś dzieje się w UE. Unia przypomina wrak statku Costa Concordia. Mamy do czynienia z zaplanowanym tonięciem Unii – podkreślił Szewczak. Dodał, że na unijnym wraku już tylko kanclerz Merkel dyryguje. W ocenie głównego ekonomisty SKOK państwa liczące się w Unii widzą co się dzieje i szykują już alternatywne rozwiązania. Cwani szykują szlupy. Pasażerowie 2. klasy mogą nie zdążyć się wydostać ze statku – zaznaczył.

Janusz Szewczak odniósł się do statystyk, które w jego ocenie nie dałyby optymistycznej odpowiedzi na pytanie, po co nam Unia. Wątek ten rozwinął poseł PiS Zbigniew Kuźmiuk, który przedstawił wyliczenia związane z naszą obecnością w Unii. W perspektywie budżetowej lat 2007-2013 Polska mogła wykorzystać około 90 miliardów euro z unijnych dotacji. To jest strona potencjalnych korzyści. One przedstawione w mediach wyglądają pokaźnie. Jednak patrząc na koszty naszej obecności w UE, optymizm słabnie. Polska płaci składkę do UE, musimy zatrudniać tysiące urzędników do obsługi unijnej biurokracji. Biorąc to pod uwagę, bilans przedstawia się mniej optymistycznie – mówił Kuźmiuk.

Ekonomista ze SKOK Janusz Szewczak zauważył również, że Polska w ostatnich latach z 90 miliardów euro wykorzystała zaledwie 27 miliardów. To daje jedynie 29 procent. Obecnie okazuje się, że w przeciągu kolejnej perspektywy budżetowej nasze obciążenia mogą wynieść nawet 30 miliardów euro. Dodatkowo, żeby wykorzystać środki na inwestycje z Unii, musimy do nich również dołożyć. Gdy zaczyna się liczyć szczegółowo, okazuje się, że Polsce przestaje się opłacać obecność we Wspólnocie – zaznaczył Szewczak. Dodał, że do bilansu zysków i strat należy również dodać koszty zobowiązań, jakie wzięliśmy na siebie, m.in. w ramach pakietu klimatycznego.

Trzeci z uczestników spotkania, Przemysław Wipler w swojej wypowiedzi mówił o wyzwaniach, jakie stoją dziś przed Unią Europejską. Dziś pytanie brzmi, czy jesteśmy w stanie zachować pozytywy, płynące z obecności w Unii, jak np. swobodny przepływ ludzi, bez budowania instytucji koordynujących politykę całej UE? Należy się zastanowić, czy konieczne jest wzmacnianie instytucji unijnych – zaznaczył poseł PiS. Wipler wskazał na już istniejącą ogromną dysproporcje między Polską, a instytucjami Unii w tworzeniu prawa obowiązującego w naszym kraju. Około 90 procent tego prawa powstaje w Unii. W ramach polskiej legislacji powstaje jedynie 10. A w Unii jesteśmy pionkiem. Nic nie możemy – tłumaczył uczestnik debaty.

O zagrożeniach, jakie dla państw UE płynął z kryzysu mówił także Szewczak. Wskazał na Grecję, kraj, który w związku z zadłużeniem, przestał być suwerennym. To państwo strefy euro upada. Ono właściwie już nie istnieje. To jest protektorat unijny. Wspólnota przy okazji walki z kryzysem łamie wszystkie zasady, jakie obowiązywały na początku jej istnienia – wskazuje ekonomista. W jego ocenie kraje Wspólnoty mają już tyle długów, że ich spłata staje się niemożliwa. W tym roku państwa potrzebują około 700 miliardów euro na spłaty zobowiązań. Za dwa, czy trzy miesiące znów usłyszymy o nowych problemach, Grecji, Portugalii czy Włoch – wskazywał Szewczak.

Ekonomista zaznaczył, że nie jest wykluczone, że kraje bogate zaczną wycofywać się z Unii. Jest problem z sypiącą się Unią. Nikt nie ma dziś pomysłu co w zamian. Potrzebna jest zmiana systemowa. Obecnie jednak jakakolwiek propozycja w tej sprawie nie ma szans na realizację. Unia jest dziś skazana na powolne tonięcie – wskazywał również Wipler.

Obiecane 300 miliardów

Prowadzący debatę zapytał posła PiS, jakie jest prawdopodobieństwo, że Polska otrzyma z budżetu Unii 300 miliardów euro, o których Platforma Obywatelska mówiła w ostatniej kampanii wyborczej. Z nich nic nie będzie. Mówił już z resztą o tym komisarz Janusz Lewandowski, który brał udział w spotach na ten temat - mówił Wipler. Poseł zaznaczał, że zamiast obiecanych 300 miliardów euro mamy 300 miliardów złotych więcej polskiego długu. Rząd zadłużył nas bardzo. Zrobił to w czasie, gdy rosły wpływy z podatków i zwiększany był budżet państwa. Odpowiada za to Tusk i Rostowski – przypomina Wipler, dodając, że dziś każde rodzące się dziecko, przychodzi na świat z 25 tysiącami złotych do spłacenia.

Zrzutka biednych na bogatych?

Czy Polska powinna pomagać zadłużonym krajom Unii? - to pytanie do Zbigniewa Kuźmiuka rozbawiło uczestników spotkania w klubie Hybrydy. Poseł PiS zaznaczył, że nie ma wątpliwości, że Polska jest biedniejszym krajem niż wszystkie państwa, które obecnie przeżywają kryzys. Jednak wygląda na to, że wszystko już jest uzgodnione. W marcu zapewne podpisany zostanie przez nas pakt fiskalny. Wraz z nim Warszawa da zgodę na udzielenie pożyczki Międzynarodowemu Funduszowi Walutowemu. I nie wiadomo, czy kiedykolwiek jeszcze zobaczymy te pieniądze. MFW nie pożyczał dotąd środków na taką skalę – zaznaczył Kuźmiuk.

Poseł PiS mówił, że podczas jednego z posiedzeń komisji sejmowych, posłowie próbowali się dowiedzieć od przedstawicieli rządu, po co Polska chce przystąpić do paktu fiskalnego. Jednak jedyną odpowiedzią było tłumaczenie, że powinno nam zależeć na stabilizacji strefy euro, więc musimy robić wszystko, by do niej doszło – relacjonował Kuźmiuk. Wskazywał, że obecnie polska sytuacja sprawia, że ciężko nam cokolwiek odłożyć na inwestycje, więc dołączanie do pakietu fiskalnego może śle się odbić na kondycji polskiej gospodarki. Pakt ten pozwala na daleko idącą ingerencję w politykę budżetową oraz gospodarkę. To dla nas zabójcze. Jednak decyzje o naszym udziale zdaje się zapadły już w grudniu – zaznacza.

Kończąc wątek o udziale Polski w pomocy dla krajów zadłużonych poseł Wipler opowiedział anegdotkę dotycząca greckiej rzeczywistości. Zbulwersowały mnie doniesienia mediów, które opisały, że w Grecji za powód  do wypłacania renty uznaje się: pedofilię, ekshibicjonizm i uzależnienie od hazardu. Gdy ktoś mnie pyta, czy mamy pomagać Grecji, mówię stanowcze "nie"! Nie powinniśmy dawać pieniędzy dla greckich pedofilów – tłumaczył Wipler.

Co więcej, za sprzeciwem wobec pomocy Grecji stoi również fakt, że pieniądze dla niej trafią de facto od razu do Niemiec i Francji. Merkel i Sarkozy nie ratują Grecji, ale swoje systemy bankowe. My przystępujemy do ratowania banków niemieckich i francuskich – dodał Wipler.

Stera euro na wymarciu

Wracając do tematu debaty Janusz Szewczak wskazał, że to, co miało być spoiwem strefy euro, okazało się być zabójcze dla wielu krajów. Wspólna waluta jest jak kamień u szyi tych, którzy euro przyjęli za wcześnie. Euro to jest waluta dla bogatych. Szereg krajów biednych dziś płaci za to, że weszły do strefy euro. Zarabiają na niej głównie Niemcy – wskazywał główny ekonomista SKOK. Dodał jednak, że również w krajach takich jak Niemcy, czy Austria opinia publiczna jest coraz mniej przychylna euro.

Szewczak zaznacza, że za fatalną sytuację w Grecji odpowiedzialność spada również na kraje najsilniejsze. W Unii greckie sztuczki księgowe były znane od lat. Niemcy doskonale wiedzieli, co się tam dzieje. Obecnie podobne rzeczy dzieją się w Polsce. Jednak dopóki nasz dług nie jest ogromny jest on problemem dla nas. Gry jeszcze urośnie stanie się również problemem naszych wierzycieli – tłumaczył ekonomista.

Mówiąc o końcu euro Przemysław Wipler zaznaczył, że obecnie powrót do walut narodowych wydaje się trudnym technicznie do wykonania. Tusk i Rostowski boją się, że upadek euro uderzy w eksport Niemiec, a to pośrednio osłabi również nasz eksport – tłumaczył. Zbigniew Kuźmiuk wskazywał z kolei, że przez pierwszą dekadę funkcjonowania strefy euro Niemcy zarabiali na wspólnej walucie. Poseł wskazywał, że obecnie strefa euro musi zostać przeformułowana. Jeśli będzie szła w tę stronę co dziś i działała jak działa, nie ma możliwości, żeby się ostała. Jeśli uda się jej odcinać kolejne kraje, które mają kłopoty i usuwać je z eurolandu, może euro przetrwa. Jednak zmiany są konieczne – kwitował Kuźmiuk.

saż
[fot. Jan Nowak]
Słowa kluczowe:

euro

,

waluta

,

Unia Europejska

,

rząd

,

Polska

CS141fotMINI

Czas Stefczyka 141/2017

PDF (4,89 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook