Jedynie prawda jest ciekawa

Strażnicy więzienni winni pobicia internowanych

21.06.2013

Szczeciński sąd rejonowy skazał na kary więzienia - od 1,5 roku do dwóch lat w zawieszeniu na trzy lata - 11 strażników z Wierzchowa Pomorskiego, m.in. za znęcanie się podczas stanu wojennego nad internowanymi działaczami "Solidarności".

Wyrok jest nieprawomocny. Sąd umorzył postępowania wobec komendanta z Wierzchowa z powodu jego śmierci w trakcie trwania procesu.

Sprawa dotyczyła znęcania się 13 lutego 1982 r. nad 82 działaczami Solidarności, internowanymi w obozie w Wierzchowie Pomorskim (Zachodniopomorskie). 42 internowanych pobito tego dnia pałkami. W uzasadnieniu sąd podkreślił, że materiał dowodowy bez wątpliwości potwierdził winę oskarżonych. Sąd uznał, że popełnili oni zbrodnię komunistyczną, a także przeciwko ludzkości.

Oprócz kar pozbawienia wolności sąd wymierzył także oskarżonym kary grzywien i nakazał poniesienie przez nich kosztów procesu.

Prok. Iwona Chamionek z Komisji Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu IPN, która żądała dla oskarżonych zbliżonych do wymierzonych kar, podkreśliła w rozmowie z dziennikarzami po ogłoszeniu decyzji przez sąd, że jest zadowolona z wyroku. Przyznała, że kara ma znaczenie symboliczne. "Jedyną uciążliwością wobec skazanych będą grzywny, które zasądzono sporo niższe od tych, o jakie wnioskowałam" - dodała.

Uzasadniając wyrok sąd przypominał okoliczności wydarzeń w Wierzchowie. Wszyscy oskarżeni dopuścili się czynów, o które byli obwiniani. To internowani byli atakowani, a nie odwrotnie - zaznaczył sąd, nawiązując do linii obrony, która wskazywała na tego typu działania. Żaden z funkcjonariuszy nie doznał obrażeń - podkreślił sąd.

To był terror na tle politycznym. Wskazywały na to m.in. wyzwiska, jakimi strażnicy obrzucali internowanych, takie jak "wałęsiaki", czy okrzyki: "Generał dał nam pałę, więc będziemy lali" - przypominał sąd.

Sąd odrzucił też argumenty obrony, że strażnicy wykonywali jedynie rozkazy. "Każdy człowiek ma możliwość wyboru. Byli tacy po drugiej stronie. Wybór mieli też funkcjonariusze. Każdy z nich mógł powiedzieć +nie+. Człowiek ma nie tylko prawo, ale i obowiązek rozważenia, czy rozkaz jest zgodny z prawem" - podkreślał sąd.

Jak dodał, nie padł rozkaz ani poniżania, ani wyzywania internowanych.

Zdaniem sądu, kara nawet po 30 latach od zbrodni, ma mieć działanie odstraszające dla tych, którzy kiedyś chcieliby się tłumaczyć, że wykonywali rozkazy i działali w warunkach reżimu.

Podczas procesu oskarżeni nie przyznali się do winy. W śledztwie i przed sądem częściowo jedynie potwierdzali zeznania świadków, umniejszając swój udział w przestępstwie. Żaden z oskarżonych nie pojawił się w sądzie na ogłoszeniu wyroku. Ani prokurator IPN, ani obrońcy strażników nie podjęli decyzji ws. ewentualnego odwołania od wyroku.

Według aktu oskarżenia mężczyźni "będąc funkcjonariuszami służby więziennej, działając wspólnie i w porozumieniu, przekroczyli swoje uprawnienia" - znęcali się nad osobami internowanymi psychicznie i fizycznie, kopali ich po całym ciele, grozili pobiciem oraz używali wobec nich słów uznawanych powszechnie za obelżywe.

Sporządzonym w 2008 r. aktem oskarżenia oddział Instytutu Pamięci Narodowej w Szczecinie objął łącznie 16 byłych strażników. Sprawy kilku strażników zostały umorzone z powodu ich śmierci.

W Wierzchowie Pomorskim przebywali internowani członkowie "Solidarności", "Solidarności" Rolników Indywidualnych i NZS, m.in. Artur Balazs czy Marian Jurczyk.

Według ustaleń IPN w lutym 1982 r. komendant zakładu wydał polecenie użycia siły wobec internowanych po tym, jak zniszczyli oni zamontowane w celach podsłuchy. Dwóch z zatrzymanych miało być dla przykładu przeniesionych do izolatek. Osadzeni zaprotestowali: podczas wyprowadzania kolegów gwizdali, uderzali sztućcami w miski, tupali, śpiewali "Boże coś Polskę...". Grupa strażników, uzbrojona m.in. w pałki i tarcze, wyprowadziła kilku opozycjonistów i na korytarzu urządziła tzw. ścieżkę zdrowia. Potem funkcjonariusze wpadali kolejno do innych cel i bili przebywających tam więźniów. W sumie poturbowano ok. 40 osób.

Sprawa stała się głośna na zagranicą, m.in. dzięki radiu Wolna Europa. Wówczas zajęła się nią prokuratura, która oskarżyła dwóch strażników. Ostatecznie sąd jednak umorzył wówczas warunkowo sprawę. Ponownie wymiar sprawiedliwości zajął się sprawą pod koniec lat 90. ubiegłego wieku, kiedy to wznowiono śledztwo.

PAP/mall
[Fot. Stefczyk.info]
CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook