Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Sprawa kradzieży po Smoleńsku umorzona

19.09.2013

Prokuratura umorzyła postępowanie dot. rzeczy osobistych śp. Tomasza Merty oraz śp. Wojciecha Seweryna. Śledczy twierdzą, że nie ma dowodów, że ktoś przedmioty ukradł. Mecenas Bartosz Kownacki nie kryje oburzenia.

Prokuratura umorzyła postępowanie ws. kradzieży złotej obrączki oraz zegarka śp. Tomasza Merty, a także kradzieży sygnetu śp. Wojciecha Seweryna. Przedmioty zniknęły po tragedii smoleńskiej. Do dziś nie wiadomo, jak to się mogło stać.

Postanowienie o umorzeniu prokuratura wydała 16 września. W komunikacie, który cytuje "Nasz Dziennik", czytamy: "Prokuratura Okręgowa w Warszawie umorzyła śledztwo prowadzone w sprawie zaboru w celu przywłaszczenia po zaistniałej w dniu 10 kwietnia 2010 r. katastrofie samolotu TU 154 M pod Smoleńskiem przedmiotów w postaci m.in. złotej obrączki i zegarka na szkodę Tomasza Merty oraz złotego sygnetu na szkodę Wojciecha Seweryna".

Dariusz Ślepokura, rzecznik prokuratury prowadzącej postępowanie tłumaczył, że nie ma dowodu, że rzeczy należące do Tomasza Merty, m.in. złota obrączka i zegarek, a także złoty sygnet Wojciecha Seweryna zostały skradzione.

W związku z brakiem dowodów prokuratura postanowiła umorzyć śledztwo.

Aferę dot. rzeczy osobistych śp. Tomasza Merty ujawnił w sierpniu 2011 roku "Nasz Dziennik". Rodzina śp. Tomasza Merty otrzymała z Rosji zniszczony dowód osobisty - nosił ślady spalenia. Tymczasem z dokumentacji rosyjskiej wynikało, że przed wysłaniem do Polski był on w dobrym stanie. Okazało się, że do zniszczenia dokumentu prawdopodobnie doszło na terenie Polski. Okazało się również, że w czasie przekazywania rzeczy osobistych śp. Tomasza Merty zniknęła jego obrączka i zegarek.

Śledczy przesłuchali w tej sprawie m.in. żołnierzy Żandarmerii Wojskowej, którzy uczestniczyli w czynnościach związanych z oględzinami miejsca katastrofy, a także pracowników Ambasady RP w Moskwie i MSZ, w tym Jerzego Bahra, byłego ambasadora RP w Moskwie, szefa MSZ Radosława Sikorskiego, dyrektora generalnego Służby Zagranicznej MSZ Mirosława Gajewskiego oraz byłego konsula ambasady w Moskwie Michała Greczyłę.

"W czasie postępowania ustalono, że przedmioty należące do Tomasz Merty po katastrofie smoleńskiej zostały umieszczone w worku foliowym i za pośrednictwem Ambasady RP w Moskwie przekazane pocztą kapitańską do Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Tam uznano, że otrzymana przesyłka nie zawiera przedmiotów pamiątkowych i ze względu na zagrożenie sanitarno-epidemiologiczne zadecydowano o jej utylizacji" – stwierdza Prokuratura Okręgowa w Warszawie. Prokuratura nie dopatrzyła się w działaniach funkcjonariuszy MSZ znamion czynu zabronionego.

Mecenas Bartosz Kownacki, pełnomocnik Magdaleny Pietrzak-Merty, wdowy po wiceministrze kultury Tomaszu Mercie, jest zbulwersowany decyzją śledczych oraz tym, że dowiaduje się o niej nie bezpośrednio z prokuratury, ale od dziennikarza. "Znów prasa szybciej dowiaduje się o pewnych czynnościach procesowych podejmowanych przez prokuraturę niż rodzina i jej pełnomocnik. To oburzające, bo pokazuje, jaki jest stosunek prokuratury do osób pokrzywdzonych. To brak poszanowania ich elementarnych praw" – komentuje mec. Kownacki.

W sprawie kradzieży i zniszczenia rzeczy wiceministra kultury prokuratura już raz postępowanie umorzyła. Było to w maju br. Tłumaczono wtedy tę decyzję brakiem danych dostatecznie uzasadniających podejrzenie popełnienia czynu zabronionego. Śledztwo wznowiono w wyniku zażalenia, jakie złożył mec. Kownacki.

W zażaleniu adwokat oparł się na kwestiach niedopełnienia obowiązków służbowych, składania fałszywych zeznań i poświadczenia nieprawdy w dokumentach. Według Kownackiego, można w tym wypadku mówić o niedopełnieniu obowiązków przez wysokich funkcjonariuszy państwa, którzy powinni mieć wiedzę, co znajduje się w przesyłce z Rosji przed decyzją o utylizacji.

Jak już wielokrotnie opisywały media sprawa rzeczy osobistych śp. Tomasz Merty pokazała, jak źle funkcjonowało państwo po 10 kwietnia 2010 roku. Rzeczy osobiste śp. Tomasza Merty zostały przekazane do Polski bez zastosowania procedur, jakie w takiej sytuacji powinny mieć miejsce. Worek foliowy z rzeczami tragicznie zmarłego wiceministra leżały jakiś czas w gabinecie ambasadora, nie wiadomo kto je tam przyniósł, ani kto je zabrał do Polski. Zostały przesłane do MSZ bez opisania, co się znajduje w przesyłce, a potem spalono je bez sprawdzania zawartości poczty kapitańskiej. Do dziś nie udało się ustalić, czy sporządzono jakiś protokół w czasie przekazywania materiałów, ani kto brał udział w przekazywaniu rzeczy.

TK,Naszdziennik.pl
[Fot. wPolityce.pl]
CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook