Jedynie prawda jest ciekawa

Spotkania wigilijne w całej Polsce

24.12.2015

Niemal w każdym zakątku Polski obchodzona jest Wigilia Świąt Bożego Narodzenia. Mieszkańcy naszego kraju - od Tatr po Bałtyk - w różny sposób oddają cześć nowonarodzonemu Zbawicielowi.

Na góralskich pasterkach powitają wierni w Beskidach narodzenie Zbawiciela. Uroczyste msze św. odprawione zostaną m.in. w bielskiej dzielnicy Straconka, Żabnicy i Szczyrku. Kolorytu dodawały im będą góralskie kapele.

Góralska pasterka w leżącej u stóp Magurki bielskiej dzielnicy Straconka odprawiona zostanie już po raz trzeci. Rok temu do świątyni Matki Bożej Pocieszenia przybyło ok. 3 tys. bielszczan. W zeszłym roku w kościelnym prezbiterium stanęło ok. 60 muzyków i śpiewaków. W tym roku będzie co najmniej tyle samo.

„To wyjątkowe nabożeństwo stało się swoistą wizytówką miasta. W tym roku mszy przewodniczył będzie biskup senior diecezji bielsko-żywieckiej Tadeusz Rakoczy” - powiedział proboszcz parafii ks. Kazimierz Malaga.

W świątyni przygotowania do góralskiej pasterki rozpoczęły jeszcze przed adwentem.

„Ruszyliśmy szybciej niż roraty. Chcemy w tym roku zagrać i zaśpiewać jeszcze lepiej” - powiedział dyrygent góralskiej orkiestry Sławomir Wolny.

Góralska muzyka zabrzmi także podczas pasterki w stuletnim drewnianym kościółku Matki Bożej Częstochowskiej w Żabnicy na Żywiecczyźnie. Według organizatorów zagra kapela łącząca ok. 50 muzyków ludowych z Beskidu Żywieckiego i Śląskiego.

„Okarynki, fujrecki, skrzypki, dudy, basy, bydom grały Jezuskowi po syściutkie casy” - zachęcają górale.

Organizator pasterki w Żabnicy Marcin Biegun powiedział, że ludzie chętnie na nią przyjeżdżają, by razem pośpiewać i po góralsku cieszyć się pięknym czasem.

„Zawsze jesteśmy ubrani w góralskie odświętne stroje, bo to Boże Narodzenie. Chcemy pięknie wyglądać w ten wyjątkowy czas” - powiedział.

W tym roku mszę o północy z kościoła w Żabnicy będzie można na żywo oglądać przez internet poprzez lokalny portal informacyjny wgmedia.eu.

Góralskie pasterki zostaną odprawione w szczyrkowskich kościołach: w sanktuarium Pani Beskidów na Górce oraz u św. Jakuba. Pielgrzymów wezwą na modlitwę trombity. Zapłonąć mają watry, czyli ogromne ogniska, przy którym wierni przełamią się opłatkiem. Kolędy zaśpiewają zespoły regionalne Klimczok i Ondraszek.

W Beskidach utrzymuje się wiosenna aura. W dzień temperatury przekraczają 10 st. C. Synoptycy prognozują, że w wigilijną noc mrozu raczej nie będzie. Nie powinno też padać.

W podziemnej scenerii kaplicy św. Kingi modlili się w czwartek rano na podziemnej pasterce górnicy soli i mieszkańcy Wieliczki. Górnicy zjechali na pasterkę w galowych mundurach, po mszy wszyscy łamali się opłatkami, składając świąteczne życzenia i śpiewając kolędy.

Tradycyjnie w podziemnych pasterkach, oprócz górników i mieszkańców miasta, biorą udział turyści, dla których modlitwa pod ziemią ma szczególny urok.

„Jesteśmy tutaj, w niezwykłej podziemnej świątyni, by stać się świadkami cudu. Dzisiaj każdy ołtarz jest żłóbkiem, w którym Słowo staje się Ciałem i przemawia do nas, posila nas” - powiedział w homilii kapelan wielickich górników, franciszkanin, ojciec Ludwik Kurowski.

Po mszy świąteczne życzenia wszystkim zebranym złożył prezes Kopalni Soli „Wieliczka” SA Kajetan d’Obyrn. Muzyczną oprawę podziemnej Pasterce zapewniła górnicza orkiestra.

Górnicy wieliccy z powodu trudnej i niebezpiecznej pracy w podziemiach byli bardzo pobożni. Pracę zaczynali od modlitwy. Co najmniej od XV wieku budowali pod ziemią kaplice i miejsca kultu. Zarejestrowano ich łącznie ok. 40, do dnia dzisiejszego zachowało się 26.

Gdy Polska znalazła się pod zaborami (1772), władze austriackie zakazały codziennych nabożeństw. Od 1777 r. dozwolone były msze trzy razy w tygodniu, potem jedynie kilka razy w roku, m.in. w wigilię Bożego Narodzenia. Zgodnie z tradycją, 24 grudnia nie prowadzono pod ziemią najcięższych robót, ograniczając się tylko do tych absolutnie niezbędnych.

Pierwszą podziemną pasterkę w wielickiej kopalni odprawiono na początku XX wieku. Po przerwie w czasach komunistycznych pasterka wróciła do kopalni w 1980 roku. Zwyczaj podziemnej pasterki trwa, podtrzymywany przez współczesnych górników.

Pierwsze figurki Szopki Betlejemskiej umieścił w kaplicy św. Kingi na skalnej półce przy północnym ociosie (ścianie) świątyni w roku 1903 górnik-rzeźbiarz Józef Markowski. Kolejne postaci pojawiły się dopiero w roku 1920. Pierwotnie drewniane, w późniejszych latach zostały zastąpione solnymi kopiami - wykonał je inny utalentowany górnik Mieczysław Kluzek.

Obecnie pasterka pod ziemią to nie jedyna okazja do modlitwy w wielickiej kopalni. Msze święte w kaplicy św. Kingi odbywają się każdej niedzieli oraz w święta górniczych patronek: św. Barbary i św. Kingi (4 grudnia i 24 lipca).

Podziemne pasterki odbywają się również w kopalni soli w Bochni. Tradycja podziemnych pasterek w bocheńskiej kopalni sięga 1865 roku, kiedy poświęcono tam podziemną kaplicę i nadano jej imię bł. Kingi. Po przerwie spowodowanej wybuchem II wojny i czasami komunistycznymi na nowo zaczęły być odprawiane w 1980 r. Po kanonizacji św. Kingi w 1999 roku pasterki w kopalni odprawiane są przy ołtarzu, przy którym w Starym Sączu Jan Paweł II kanonizował bł. Kingę.

Ponieważ bocheńska kaplica św. Kingi może pomieścić tylko 300 osób, a chętnych zawsze jest więcej, w wigilię organizowane są dwie pasterki - rano i przed południem. Dochód z odpłatnych zaproszeń tradycyjnie przeznaczany jest na cele charytatywne.

Wielicka kopalnia działa nieprzerwanie od połowy XIII wieku. Zorganizowany ruch turystyczny odbywa się od końca XVIII w. W 1978 r. kopalnia została wpisana na I Listę Światowego Dziedzictwa Kulturowego i Przyrodniczego UNESCO.

W czerwcu 2013 na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO została także wpisana kopalnia soli w Bochni razem z Zamkiem Żupnym w Wieliczce. W ten sposób na liście jako „Królewskie Kopalnie Soli w Wieliczce i Bochni” znalazły się wszystkie trzy obiekty związane z historycznym wydobyciem soli w Małopolsce.

Obiekty te razem z warzelniami i składami soli tworzyły powstałe pod koniec XIII wieku przedsiębiorstwo królewskie Żupy Krakowskie. Przedsiębiorstwo działało przez blisko 500 lat, aż do pierwszego rozbioru Polski w r. 1772. Żupa krakowska była największym w dawnej Rzeczypospolitej zakładem przemysłowym i jednym z największych w Europie.

W północnej części województwa podlaskiego, w kilku parafiach gdzie mieszkają przedstawiciele mniejszości litewskiej i na co dzień odprawiane są nabożeństwa także w ich języku narodowym, pasterki będą zarówno po polsku, jak i po litewsku.

Język litewski na pasterkach będzie można usłyszeć w Puńsku, Sejnach i Smolanach. Puńsk nazywany jest nawet najbardziej litewską gminą w Polsce, tamtejsza parafia jest też największą parafią społeczności litewskiej w Polsce.

Szacuje się, że z 4 tys. wiernych w parafii w Puńsku, ponad 3 tys. to mniejszość litewska. Tam od wielu lat są dwie pasterki, a dla zachowania równowagi, rokrocznie ich kolejność się zmienia. Tym razem w czwartek o godz. 21 będzie pasterka po litewsku, dwie godziny później - w języku polskim.

Frekwencja na pasterkach nie zależy jednak od samego języka nabożeństwa, a raczej od pory. Choć obie są przed północą (na prośbę wiernych, by mogli jeszcze zdążyć na telewizją transmisję papieskiej pasterki z Watykanu), zwykle parafianom bardziej pasuje wcześniejsza.

W Sejnach pasterka po litewsku rozpocznie się w Wigilię o godz. 22. Po niej, o północy - będzie odprawione nabożeństwo po polsku. W Sejnach zdecydowanie więcej wiernych przychodzi na pasterkę po polsku, co wynika z tego, że w mieście osoby narodowości litewskiej stanowią mniejszość.

Także dwie pasterki odprawione zostaną w parafii św. Izydora Oracza w Smolanach. O 22 po polsku, dwie godziny później - po litewsku. We wszystkich tych parafiach także nabożeństwa świąteczne odprawiane będą w obu językach, podobnie jak ma to miejsce w niedziele.

Polscy Litwini mieszkają głównie na Suwalszczyźnie. Organizacje tej mniejszości szacują jej liczebność na 20-25 tys. osób. W spisie powszechnym z 2011 roku, narodowość litewską zadeklarowało ok. 8 tys. osób.

Wigilijny posiłek dla osób, którym doskwiera bezdomność, samotność lub bieda, zorganizowano w czwartek w południe w siedzibie Górnośląskiego Towarzystwa Charytatywnego w Katowicach (GTCh).

Inne przygotowane na dużą skalę spotkanie dla potrzebujących, organizowane przez prywatnego restauratora, odbędzie się w czwartek po południu w katowickim Międzynarodowym Centrum Kongresowym.

Jak powiedział PAP założyciel GTCh Dietmar Brehmer, w pomocy innym - nie tylko świątecznej, ale też codziennej - jest dużo chrześcijaństwa.

„Stąd wypływa bowiem pewien uniwersalny wzór, jakim jest Jezus. To jest wzór dobra. I należy to wszystko, co on powiedział, czym jest chrześcijaństwo, stosować codziennie” - zaznaczył społecznik.

„Jeżeli jestem jeszcze jakoś zdrowy, potrafię dobrze organizować i mam jeszcze wspomnienia z dzieciństwa biedy i nędzy… Tu też ją widać. To ludzie, jak to się teraz mówi, wykluczeni. Z kolei my nie jesteśmy wykluczeni i w zasadzie musimy im pomóc, bo - jak z nimi przebywam - nie mają żadnego wsparcia. Sztuka polega na tym, żeby się jakoś ofiarowywać, nie robiąc przy tym z siebie jakiegoś strasznego bohatera” - podkreślił Brehmer.

Przywołał tzw. piramidę potrzeb Maslowa, u której podstawy są potrzeby fizjologiczne: jedzenie, sen i dach nad głową. Najwyżej są potrzeby samorealizacji, a wśród nich - jak zaznaczył założyciel GTCh - potrzeba pomagania innym.

W południe przed drzwiami Towarzystwa w pobliżu Placu Sejmu Śląskiego w centrum miasta ustawiła się kolejka. Wewnątrz, na stołach wigilijnych, podano: smażonego karpia z ziemniakami i bigosem, barszcz, pieczywo, wędliny, sałatkę warzywną, ciasta, kompot oraz słodycze. Wolontariusze GTCh organizują nie tylko wigilię, ale też uroczyste posiłki o godzinie 16 w kolejne dni świąt; zapewniają, że są każdorazowo przygotowani na przyjęcie tysiąca osób.

Zdaniem Brehmera w tegorocznym spotkaniu wigilijnym GTCh będzie jednak uczestniczyło mniej osób niż w poprzednich latach. Do Katowic przeniosła się bowiem inna istniejąca w regionie społeczna inicjatywa świąteczna. Wigilijny posiłek od 14 lat przygotowuje jeden z działających w Parku Śląskim prywatnych restauratorów. Wieczerza ta, najpierw dla kilku- kilkunastu osób - z czasem zyskała wsparcie najpierw samorządowego Parku Śląskiego, a w tym roku władz Katowic.

Przenosiny wiązały się z lokalizacją przedsięwzięcia. Już w ub. roku spotkanie nie mogło odbyć się - jak wcześniej - w mieszczącej się w Parku Śląskim hali wystaw „Kapelusz”, ze względu na jej stan techniczny. Obok „Kapelusza” rozstawiono więc wówczas halę namiotową. W tym roku miejsce w głównej sali otwartego na początku 2015 r. Międzynarodowego Centrum Kongresowego zaoferowały władze Katowic. Wigilijny posiłek przygotowano tam na 3-3,5 tys. osób.

Przygotowania w MCK rozpoczęły się w połowie grudnia, gdy zaczęto rozstawianie ok. 400 stołów i zdobienie kilkudziesięciu choinek. Niedawno w Parku Śląskim spłonęła część restauracji pomysłodawcy przedsięwzięcia. Ten jednak uspokajał, że kuchnia, w której przygotowana jest większość potraw, ocalała.

Popołudniowe spotkanie wigilijne w MCK ma się rozpocząć przełamaniem chlebem z przedstawicielami różnych religii. Potem zaplanowano inscenizację - o poszukującej swego miejsca Świętej Rodzinie. Podane mają zostać czerwony barszcz z uszkami, zupa rybna z grzankami, smażony karp, kapusta z grochem, sałatka śledziowa, ryba po grecku oraz ciasta.

Akcję wspierają liczni wolontariusze, a także kilkadziesiąt prywatnych osób, przedsiębiorstw i organizacji, zapewniających obok części żywności m.in. dekoracje i podarunki dla uczestników spotkania. Organizator komunikacji w regionie - Komunikacyjny Związek Komunalny GOP - podstawia bezpłatne autobusy dowożące do MCK pasażerów z Chorzowa, Siemianowic Śląskich i południowych dzielnic Katowic.

Inicjator przedsięwzięcia, Mikołaj Rykowski, zaprasza do katowickiego MCK wszystkich, którzy z różnych względów potrzebują takiego spotkania.

Po kilkaset osób uczestniczyło w wigiliach dla ubogich i bezdomnych zorganizowanych w czwartek w Gdańsku i w Sopocie. Po południu podobne spotkania zaplanowano w Gdyni i w Gdańsku na terenie stoczni.

W Gdańsku tradycyjnie, już po raz 24. wigilię na Targu Węglowym zorganizowali restauratorzy zrzeszeni w Polskiej Izbie Gospodarczej Restauratorów i Hotelarzy. Życzenia złożył prezydent Gdańska Paweł Adamowicz.

Na stole były tradycyjne potrawy: barszcz, pierogi z kapustą i grzybami, bigos, śledzie, ryba po grecku, ale też biała kiełbasa i żurek. Był też opłatek. Wśród kilkuset osób uczestniczących w spotkaniu większość stanowili mężczyźni, ale było też wiele kobiet z dziećmi, także w wózkach.

Pani Maria przyszła na wigilię z czworgiem dzieci, z których najmłodsze ma siedem miesięcy. Od lat uczestniczy w spotkaniach świątecznych na Targu Węglowym. Jest to jej pierwsza wigilia bez męża, który zmarł pół roku temu. Powiedziała, że w swoim domu też organizuje wieczorem wigilię a otrzymane paczki bardzo jej to ułatwią.

Jeden z organizatorów, Piotr Dzik, oszacował, że w tegorocznym spotkaniu świątecznym uczestniczyło mniej osób niż w latach poprzednich.

„To trzeba się cieszyć, że nie ma tak wielu osób ubogich i bezdomnych” - dodał. Nie wyklucza, że potrzebujący korzystają też z tego typu spotkań w innych miejscach. Dwie godziny później w Gdańsku w Centrum Stoczni Gdańskiej wigilię dla ubogich i potrzebujących zorganizowali też Dominikanie i Duszpasterstwo Akademickie Górka.

Dzik powiedział, że generalnie „trzon grupy organizującej wigilie w Gdańsku czyli ok. 15-18 firm nie zmienia się od lat, ale przyłączają się też inne firmy, a niektóre przestają pomagać”.

„Nigdy nie było problemu ze sponsorami” - dodał.

Podał, że potraw i paczek przygotowano dla kilkuset osób. W paczkach były głównie konserwy, zupy w proszku, makaron, ciasta, pierogi, ryby. To, co nie zostanie zjedzone i rozdane, trafi do noclegowni dla bezdomnych. W wydawaniu posiłków i utrzymaniu porządku pomagali harcerze.

Gdański piekarz Andrzej Szydłowski pomaga w przygotowaniu wigilii od początku, od 24 lat.

„Wspieramy bezdomnych, bo to nigdy nie wiadomo co z każdym człowiekiem może kiedyś się stać” - tłumaczy. Podał, że oprócz wigilii restauratorzy organizują też spotkania wielkanocne.

W czwartek przed południem ok. 350 osób osób uczestniczyło też w spotkaniu organizowanym przez gdańską Caritas w Sopocie.

Drugą wigilie w Gdańsku organizują w Centrum Stoczni Gdańskiej Dominikanie i Duszpasterstwo Akademickie Górka działające przy kościele św. Mikołaja w Gdańsku. Będą głównie tradycyjne potrawy i prezenty. W Gdyni wigilia po południu odbędzie się tradycyjnie w kościele u ojców franciszkanów przy ul. Ujejskiego 40. Organizatorzy spodziewają się ok. tysiąca osób; w spotkaniu zazwyczaj uczestniczą nie tylko bezdomni, ale też samotni i potrzebujący.

AM/PAP

[Fot. PAP/Adam Warżawa]

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook