Jedynie prawda jest ciekawa

Sport bez przetargów

20.09.2014

Sport to ulubiona forma promocji wielu miast. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że kluby sportowe często dostają zamówienia bez przetargu, choć nie ma ku temu przesłanek.

W latach 2011-13 miasta wydały tak - łamiąc ustawę o finansach publicznych - aż 12,5 proc. środków na promocję - twierdzi w raporcie NIK. Najwyższa Izba Kontroli przyjrzała się wydatkom na promocję 14 wybranych miast na prawach powiatu. Łącznie w latach 2011-2013 wydały one na ten cel ok. 370 mln zł.

Najwięcej wydała Warszawa - 86 mln zł, potem Gdańsk - 59 mln zł, Bydgoszcz - 53 mln zł, Łódź - 49 mln zł i Gdynia - 46 mln zł. Stanowiło to od 0,2 proc. do 1,3 proc. ich budżetów.

NIK podkreśla w raporcie pokontrolnym, że kwoty te nie odzwierciedlają jednak rzeczywistych wydatków. Gminy bowiem często klasyfikowały środki de facto wydane na promocję, jako wydatki na kulturę, turystykę lub sport. Zdarzało się też, że miasta finansowały z tych pieniędzy przedsięwzięcia mające z reklamą niewiele wspólnego np. publikację prasowych kondolencji (w Radomiu), czy ogłoszeń o sprzedaży nieruchomości (Piotrków Trybunalski). Według NIK na taką dowolność w księgowaniu pozwalają niejednoznaczne przepisy dotyczące klasyfikowania wydatków na promocję.

Wszystkie skontrolowane miasta - wynika z raportu NIK - opracowały dokumenty strategiczne, w których wyznaczono cele i kierunki promocji. Jednak często pozostawały one tylko na papierze. Przyczyną był przede wszystkim duży stopień ogólności tych dokumentów.

Według NIK rozbieżności między planami a ich realizacją szczególnie dobrze widać na przykładzie podziału pieniędzy. Część miast większość środków z puli na promocję przeznaczało na sport, choć zgodnie ze strategiami, kierunki promocji miały być różne, od gospodarki, przez kulturę, po turystykę. Najwięcej na promocję przez sport wydały: Białystok - 67 proc. wydatków ogółem na promocję, Bydgoszcz - 59 proc. i Katowice - 23 proc.

Prezydent Białegostoku Tadeusz Truskolaski ocenił w rozmowie z PAP, że nakłady przeznaczone przez miasto na ten rodzaj promocji zwróciły się wielokrotnie, "poprzez różnego rodzaju publikacje".
Przyznał, że Białystok nie ma poza sportem elementu, który wyróżniałby miasto, stąd promocja przez drużyny w najwyższych klasach rozgrywek. Głównie chodzi o piłkarzy Jagiellonii, grających w ekstraklasie oraz tenis stołowy, gdzie "Wschodzący Białystok" (hasło promujące miasto) jest sponsorem tytularnym superligi w tej dyscyplinie.

"Białystok ludzie kojarzą z Jagiellonią, to jest pierwsze skojarzenie. A skoro tak, to dobrze by było, żeby ta drużyna miała szanse grania w ekstraklasie i nas promowała. Uważam, że to pieniądze dobrze wydane" - dodał Truskolaski.

Swojej strategii broni także Bydgoszcz. Mirela Jaros-Klimińska z Biura Promocji Miasta i Współpracy z Zagranicą powiedziała PAP, że wzrost wydatków na promocję poprzez sport wynika z potrzeb społeczności. Jak podkreśliła, współpraca miasta z klubami jest skutecznym narzędziem komunikacji z otoczeniem i nie zawsze musi wiązać się z komercją. "Działania te mogą podkreślać przywiązanie mieszkańców do terytorium, zwiększać stopień ich utożsamiania się z miejscem, gdzie żyją i co najważniejsze - zwiększać poczucie odpowiedzialności za sprawy lokalne" - podkreśliła.

Jak wynika z raportu NIK, w ponad połowie skontrolowanych miast (8 z 14) przy udzielaniu zamówień na usługi promocyjne nie przestrzegano przepisów ustawy o finansach publicznych i Prawa zamówień publicznych. Według NIK aż 12,5 proc. środków przeznaczonych na ten cel - 46 mln zł - wydatkowano z naruszeniem prawa lub zasad należytego zarządzania finansami.

W czterech miastach (Bydgoszczy, Katowicach, Warszawie i Zabrzu) udzielono zamówień publicznych (na łączną kwotę 24 mln zł) na usługi promocyjne w trybie z wolnej ręki, czyli w trybie niekonkurencyjnym. Zdaniem NIK nie było do tego przesłanek, a podawane przez samorządy względy gospodarcze i organizacyjne, czy skomplikowany charakter zamówienia nie są do tego wystarczającą podstawą.

Bydgoski ratusz nie zgodził się z tym zarzutem i zgłosił swoje zastrzeżenia do Urzędu Zamówień Publicznych oraz do Regionalnej Komisji Orzekającej. "Zdaniem UZP, możliwe jest zastosowanie trybu zamówień +z wolnej ręki+, a przesłanką do tego jest istnienie jednego wykonawcy zdolnego do realizacji zamówienia" - powiedziała Mirela Jaros-Klimińska. Dodała, że zastrzeżeń nie miała również RKO, która w swoim orzeczeniu uniewinniła władze miasta od zarzutu naruszenia dyscypliny finansów publicznych.

W dwóch miastach - Łodzi i Piotrkowie Trybunalskim - wyłoniono z kolei wykonawców zamówień (na sumę 5,5 mln) z naruszeniem zasady zachowania uczciwej konkurencji. W Piotrkowie Trybunalskim wprowadzono zapisy, które wprost wskazywały, że usługę promocyjną mogą wykonać tylko kluby piłki ręcznej, podczas gdy w tym czasie w mieście działało 40 klubów sportowych różnych dyscyplin sportowych - zwraca uwagę NIK.    

Z kolei w Łodzi w 2011 r., według NIK, pozorowano przetargi dla klubów, choć z góry było wiadomo, do których z nich trafią dotacje i w jakiej będą wysokości. Ponadto, według NIK, kluby uzgadniały z miastem treść specyfikacji warunków zamówienia.

Łódź odpiera te zarzuty NIK twierdząc, że Izba "nie podjęła nawet próby uzasadnienia stwierdzenia, że postępowanie przeprowadzono z naruszeniem zasady zachowania uczciwej konkurencji". "Trudno więc potraktować to stwierdzenie w inny sposób, niż jako dowolne i pozbawione podstaw" - głosi stanowisko łódzkiego magistratu, które otrzymała PAP.

Jak podkreślono w nim, do 2011 roku Łódź promowała się poprzez te dyscypliny sportowe, "które znaczącą siłą swojego oddziaływania, przekładającą się na zainteresowanie mediów i mieszkańców, mogły pozytywnie i efektywnie wpływać na wizerunek miasta". Wybierając je analizowano m.in. publikacje i raporty dotyczące oglądalności i wartości medialnej poszczególnych lig. Z kolei wartość szacunkowa zamówień - według magistratu - była określana z uwzględnieniem takich czynników jak: medialność, oglądalność, miejsce w klasie rozgrywkowej, wartość medialna klasy rozgrywkowej czy potencjalne liczba widzów na stadionach.

W 2012 r. Łódź zrezygnowała z promocji poprzez łódzkie kluby sportowe. "Aktualnie Łódź nie jest zainteresowana promocją w poszczególnych sportach, ale wysoko ceni wartość medialną spektakularnych wydarzeń i imprez sportowych" - głosi stanowisko magistratu.

W sześciu miastach (Białymstoku, Bydgoszczy, Katowicach, Łodzi, Piotrkowie Trybunalskim i Warszawie) nierzetelnie ustalano wartość zamówień lub nie przedłożono do kontroli dokumentacji potwierdzającej podane wyliczenia (zamówienia na ponad 32 mln zł).

Na przykład w Katowicach wartość dwóch zamówień na promocję poprzez sport określono na podstawie wniosków miejscowych klubów sportowych, które zwróciły się o zlecenie im usług reklamowych. W dodatku wynagrodzenia dla obu drużyn zostały zapisane w planie finansowym Urzędu Miasta jeszcze przed otrzymaniem od nich wniosków w tej sprawie.

"Nie chciałbym polemizować w żaden sposób z raportem NIK poprzez media. W wyniku kontroli otrzymaliśmy wystąpienie pokontrolne. Zgłosiliśmy swoje zastrzeżenia, które w większości zostały w całości lub częściowo uwzględnione. W efekcie otrzymaliśmy Uchwałę Zespołu Orzekającego Komisji Rozstrzygającej w Najwyższej Izbie Kontroli. Po zapoznaniu się z jej treścią przekazaliśmy w ustalonym terminie informację o wykorzystaniu uwag i wykonaniu wniosków pokontrolnych" - powiedział PAP naczelnik Wydziału Sportu i Turystyki Urzędu Miasta w Katowicach Sławomir Witek.

W Białymstoku - podaje NIK - pracownik przyznał wprost, że nie wie na jakiej podstawie oszacował wartość zamówienia na kwotę 350 tys. zł, dotyczącego profesjonalnych rozgrywek w sportach halowych.

NIK dopatrzyła się także innych naruszeń zasad wydatkowania publicznych pieniędzy. Przykładowo Zabrze wynajęło od klubu piłki ręcznej 11 metrów kwadratowych hali za 1,25 mln zł na cele promocyjne podczas rozgrywek ekstraklasy piłki ręcznej, choć to samo miasto było właścicielem hali. Jak poinformował rzecznik Prokuratury Okręgowej w Gliwicach prok. Michał Szułczyński, wszczęto postępowanie w tej sprawie.

Naczelnik Wydziału Kontaktów Społecznych Urzędu Miasta w Zabrzu Dariusz Krawczyk, odnosząc się do tej kwestii, podkreślił, że "czym innym jest propagowanie kultury fizycznej poprzez użyczenie sali do ćwiczeń, a czym innym prowadzenie kampanii reklamowych podczas meczów transmitowanych na skalę ogólnopolską i regionalną". "Wówczas mamy do czynienia z wykorzystaniem imprezy sportowej w celach promocyjnych - wpisujących się w strategię marketingową miasta, a także z czytelnym przekazem, że miasto wspiera sport profesjonalny, tworząc szanse zaistnienia w nim także młodym sportowcom" - dodał.

PAP/ansa

[fot.syn.org.eu]
CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook