Jedynie prawda jest ciekawa

Smoleńskie zaniedbania polskich władz

25.02.2012

Strona polska mogła całkowicie samodzielnie prowadzić śledztwo dotyczące przyczyn katastrofy smoleńskiej – wynika z analizy sporządzonej niecały miesiąc po tragedii. Ekspertyzę w tej sprawie zamówiło Ministerstwo Infrastruktury. Dokument natychmiast trafił do szuflady.

W trakcie polsko-rosyjskiej współpracy w badaniu katastrofy smoleńskiej popełniono wszelkie możliwe błędy. To jednoznaczny wniosek z ekspertyzy dr. Piotra Kasprzyka, prawnika specjalizującego się w prawie lotniczym i wypadkach lotniczych – pisze „Nasz Dziennik”.

Dr Kasprzyk swój raport przygotował na zlecenie płk Edmunda Klicha, ówczesnego przewodniczącego Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. Procedury związane z tworzeniem tej ekspertyzy monitorowało Ministerstwo Infrastruktury. To dość dziwne, ponieważ problem dotyczy sprawy badania katastrofy smoleńskiej, a w tych kwestiach Klich podlegał ministrowi obrony narodowej i premierowi. Dokument firmowany przez kancelarię "AD NOTAM" jest zatytułowany "Ocena prawna dotycząca wybranych aspektów badania wypadku lotniczego statku powietrznego lotnictwa państwowego poza granicami Polski". W praktyce jest wyraźnie ukierunkowany na konkretne zdarzenie lotnicze, które ma na uwadze zamawiający, czyli katastrofę smoleńską – wskazuje „ND”.

Autor dokumentu wymienia akty prawne regulujące badanie zdarzenia lotniczego dotyczące lotu do Smoleńska. To m.in. rozporządzenie Ministra Obrony Narodowej z 26 maja 2004 r. w sprawie organizacji oraz zasad funkcjonowania Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego, na podstawie którego funkcjonowała komisja Jerzego Millera. Następnie, ponieważ katastrofa zdarzyła się na terenie Rosji, Kasprzyk przywołuje odpowiednią umowę międzynarodową: porozumienie w sprawie zasad wzajemnego ruchu lotniczego wojskowych statków powietrznych Rzeczypospolitej Polskiej i Federacji Rosyjskiej w przestrzeni powietrznej obu państw, sporządzone w Moskwie 14 grudnia 1993 roku – wyjaśnia gazeta.

Polsko-rosyjski dokument mówi o tym, że śledztwo ws. wypadku powinno być prowadzone "wspólnie przez właściwe organy polskie i rosyjskie". Autor analizy ma jednak duże wątpliwości, czy to postanowienie było realizowane. Po pierwsze, nie jest do końca przekonany, czy samo porozumienie w ogóle zostało ważnie zawarte i czy obowiązuje. Ale nie pogłębiając tego tematu, myśl autora przechodzi do rzeczywistych kroków władz Rosji i Polski po katastrofie. Chodzi o powołanie do zbadania przyczyn wypadku lotniczego Komisji Wspólnej Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK) oraz Ministerstwa Obrony Narodowej. Przy czym jedyną podstawą do stwierdzenia istnienia takiego organu jest wpis na stronie internetowej MAK z 10 kwietnia 2010 roku – wskazuje „ND”.

Gazeta przypomina, że regulacje dotyczące prowadzenia śledztwa ws. przyczyn katastrofy wynikają głównie ze słów Tatiany Anodiny, szefowej MAK. O sposobie badania katastrofy mówiła 13 kwietnia 2010 roku, podczas spotkania w Moskwie. Nie jest publicznie znany oryginalny dokument rosyjskiej komisji państwowej ani żadnego innego organu Federacji Rosyjskiej, w którym wskazano by, kto ma prowadzić techniczne badanie przyczyn katastrofy – komentuje gazeta.

Kasprzyk w swojej ekspertyzie zastanawia się, czy powołanie przez władze Rosji własnego organu do technicznego zbadania przyczyn katastrofy jest wypełnieniem, czy też, przeciwnie, uchyleniem polsko-rosyjskiego porozumienia, które wszak nakazuje badanie "wspólnie przez właściwe organy polskie i rosyjskie". Nawet akceptacja rosyjskich postanowień przez polski rząd tej istotnej kwestii nie oddala, ale dodatkowo stawia kwestię odpowiedzialności premiera Donalda Tuska za podjęcie takiej, a nie innej decyzji w stosunkach z rządem Federacji Rosyjskiej – wskazuje „Nasz Dziennik”.

Kasprzyk analizuje również działanie polskiej komisji, to jest Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego. Rozważa obszernie podstawy prawne jej funkcjonowania w Polsce i Rosji.

Autor raportu wskazuje również, że podczas powoływania współpracowników polskiego akredytowanego Edmunda Klicha oraz KBWLLP doszło do złamania prawa. Nie wydaje się, aby rozwiązaniem korzystnym było umocowanie akredytowanego przedstawiciela lub jego doradców jako członków KBWLLP. Przede wszystkim bowiem inne są cele i zakresy działania Komisji i akredytowanego przedstawiciela. Udział akredytowanego przedstawiciela czy jego doradców w pracach KBWLLP mógłby ograniczyć możliwość wykorzystania jego uprawnień, określonych Załącznikiem 13, podczas uczestniczenia w pracach komisji rosyjskiej. Otóż akredytowany przedstawiciel i doradcy nie mogą - bez wyraźnej zgody strony rosyjskiej - ujawniać informacji o przebiegu i wnioskach z prowadzonego badania. Będąc zatem członkiem Komisji, akredytowany przedstawiciel lub doradcy nie mogliby na bieżąco wykorzystywać swojej wiedzy uzyskanej w trakcie uczestnictwa w badaniu prowadzonym przez stronę rosyjską. Ponadto akredytowany przedstawiciel (doradcy) ma obowiązek przekazać stronie rosyjskiej wszelkie informacje, jakie posiada. Będąc członkiem KBWLLP, mógłby posiadać np. informacje niejawne, których strona polska nie może ujawnić stronie rosyjskiej. To zaś mogłoby powodować konflikt pomiędzy interesami obu stron postępowania, stawiając akredytowanego przedstawiciela w trudnej sytuacji – pisze Kasprzyk.

Ekspertyza bada również ewentualność przejęcia w części lub w całości badania przez stronę polską. Tu jednak wywód jest bardzo dwuznaczny. Kasprzyk obszernie owija w rozmaite wątpliwości prostą konstatację, że takie przejęcie jest możliwe na mocy dwustronnego porozumienia oraz że nie doszło do tego przez "brak propozycji [jego] zawarcia" ze strony polskiej. Co więcej, możliwość taka istniała zarówno w przypadku skorzystania z załącznika 13, jak i bez niego. Trudności wskazane przez Kasprzyka sprowadzają się do argumentu, który podał także premier Tusk podczas debaty sejmowej na ten temat, że strona rosyjska mogłaby się po prostu na porozumienie z Polską nie zgodzić. Pominięty jest fakt, że taka odmowa rodziłaby określone konsekwencje dyplomatyczno-polityczne i wcale nie byłaby taka pewna, jak się zdaje wydawać autorowi ekspertyzy – zaznacza autor artykułu.

Więcej w „Naszym Dzienniku”

saż
[fot. Wikipedia.pl]




CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook