Jedynie prawda jest ciekawa

Słowo Tuska niewiele warte

27.12.2011

Premier Donald Tusk jest jak słoń Tobiasz Trąbalski z wiersza Juliana Tuwima. O wszystkim zapomina. Najpierw obiecał panu Czesławowi z Katowic, że spotka się z nim jeszcze przed wyborami. Zapomniał. Obietnicę spełnił dopiero po wyborach. Premier zapomniał również o słowie danym kupcom z Poznania - pisze Gazeta Polska Codziennie.

W trakcie kampanii wyborczej premier krążył Tuskobusem po Polsce. Zawitał również do Poznania, w którym miał porozmawiać z kupcami handlującymi na popularnym w mieście Targowisku Bema, bo władze stolicy Wielkopolskich chcą ich przenieść. To był również czas, gdy kibice w całym kraju „witali” Tuska przyśpiewką „Donald MaTole, twój rząd obalą kibole”. Sympatycy „Kolejarza” szykowali się na przyjazd premiera, a ich zaangażowanie tak wystraszyło otoczenie premiera, że zrezygnowali ze spotkania na bazarze. Ostatecznie zamknęli się w siedzibie POSiR-u, ale dyskusja o problemach musiała być krótka, bo czekali również wyborcy w innych miastach.

Premier obiecał wówczas kupcom, że ponownie przyjedzie do Poznania jeszcze przed świętami Bożego Narodzenia, aby zająć się ich kłopotami. Minęły dwa miesiące, a Tuska nikt na Targowisku Bema nie widział od zaprzysiężenia rządu. A przecież już po Wigilii. Kupcy nie mają wątpliwości, że zostali zlekceważenie przez premiera. Wprawdzie w przedświątecznym tygodniu do Warszawy pojechał prezydent Poznania Ryszard Grobelny, ale on o miejsce pracy nie musi się martwić. Na łamach „Wyborczej” poseł PO Rafał Grupiński zapewniał, że szef rządu pojawi się w Poznaniu po Nowym Roku, ale nie sprecyzował w styczniu czy grudniu 2012 roku.

To zresztą nic nowego, bo Donald Tusk lubi obiecywać, a później nie wywiązuje się z własnych słów. Zapomina? Przekonał się o tym Czesław Dolecki z Katowic, który był jednym z uczestników spotkania z premierem podczas kampanii wyborczej. 3 października Tusk zjadł śniadanie w Spółdzielni Socjalnej „Rybka” i zgodził się łaskawie wysłuchać bolączek mieszkańców. Pan Czesław mówił o nich tak głośno, że trzeba było mu przerwać. Żeby nie wyszło zbyt obcesowo premier umówił się z nim na obiad za kilka dni, ale służby specjalne podległe premierowi chyba nie zdołały ustalić numeru telefonu pana Czesława, bo do spotkania nie doszło. Ani przed wyborami, ani zaraz po nich. Stało się to dopiero w minioną środę. Tusk zapewne miał dość szydzenia z niego, że nie potrafi dotrzymać słowa danego starszemu mężczyźnie.

Czesław Dolecki czekał dwa miesiące, aby Donald Tusk wywiązał się z obietnicy. Jak długo cierpliwi muszą być kupcy z Poznania?

Więcej ciekawych informacji w poniedziałkowym wydaniu „Gazety Polskiej Codziennie”

"Gazeta Polska Codziennie"/niezalezna.pl
[fot.PAP/Pietruszka]

CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook