Jedynie prawda jest ciekawa

Schetyna "odłożony na lepsze czasy"

09.11.2011

Wczorajsze posiedzenie Sejmu toczyło się na dwóch planach: z jednej strony wystąpienie prezydenta, ślubowanie posłów i pierwsze awantury na sali. Z drugiej: pogonie tabunów dziennikarzy za Donaldem Tuskiem i Grzegorzem Schetyną. Z pytaniem do pierwszego, co ma się stać z drugim. W końcu późnym popołudniem stary i nowy premier zapytany: Schetyna – rząd czy sejm?, odpowiedział: Sejm.

A to w praktyce oznacza: nic poważnego.

Poprzedniego dnia chwalił Schetynę na zarządzie PO i rozmawiał z nim długo po tym zebraniu. Ale podobno, wbrew temu co podały telewizyjne „Wiadomości, nie zaoferował mu nawet stanowiska ministra infrastruktury. Opowiadał mu tylko częstując winem, że musi go zachować na lepsze czasy, jako swojego następcę.

Schetyna nie wierzył podobno ani jednemu słowu, ale podjął konwencję przyjaznej pogawędki.

Nie może się uwolnić spod wpływu dawnego przyjaciela – komentuje kolega wiceprezesa PO. Możliwe, choć w grę wchodzi także inna interpretacja: będzie czekał na stanowisku szefa jakiejś ważnej komisji na swoją chwilę. Zwłaszcza, że Tusk zasugerował mu, iż jego nowy rząd będzie podlegał częstym zmianom, także personalnym. Dlaczego? Bo zamierza się poświęcić ryzykownym reformom, których dotychczas nie robił.

Czy Schetyna przymierza się do ewentualnego powrotu w zgodzie z Tuskiem, czy ewentualnie przeciw niemu, nie zmienia to faktu, że teraz przegrał i został upokorzony. Kilka razy nie potrafił tego poczucia ukryć przed osaczającymi go dziennikarzami, choć na ogół chował się za maską dobrodusznego misia.

Na dokładkę Tusk pokazał, że panuje nad sytuacją także poprzez inne decyzje personalne. Wicemarszałkiem zrobił rywalizującego ze Schetyną Cezarego Grabarczyka, ale na szefa klubu zgłosił Rafała Grupińskiego, uchodzącego za fundament grupy Schetyny. Siwobrody, niegdyś upokarzany przez Tuska intelektualista z Poznaniu przyjął nowe stanowisko teoretycznie w pełnym porozumieniu ze Schetyną. Ale w praktyce Grzegorz nie wie, co o tym myśleć. Niewątpliwie wskazanie Grupińskiego ułatwiło premierowi rozprawę z nim samym, jego stronnicy zostali spacyfikowani – tłumaczy polityk Platformy,  neutralny w tym konflikcie.

Dalszym ciągiem będzie oczywiście formowanie rządu, tu Tuskowi udaje się zachować dużą tajemniczość. Na razie sejmowe kuluary obiegła zaskakująca wieść, że Sławomir Nowak ma zostać ministrem infrastruktury (czyli transportu), a nie sportu, jak mówiono jeszcze wczoraj. Czy ma być zderzakiem do szybkiej wymiany? Nie wiadomo.

Tusk odniósł też pierwszy sukces w nowym klubie przekonując kilkudziesięciu posłów PO aby inaczej niż w pierwszym głosowaniu poparli Wandę Nowicką z Ruchu Palikota na wicemarszałka. Mała grupka nie głosowała, na przykład Elżbiera Radziszewska czy Jarosław Gowin, ale już choćby Stefan Niesiołowski poparł kobietę, z którą poprzedniego dnia starł się bardzo mocno w programie telewizyjnym o obecność krzyża na sejmowej sali.

Premier przekonywał swoich posłów, że klub Palikota może być potrzebny platformersom w konkretnych głosowaniach.

Jeżeli będziemy jeszcze w tym roku reformować KRUS, ludowcy mogą nas nie poprzeć – wyjaśniał posłom. Czyli po raz kolejny zapowiedział swoiste rządowe przyśpieszenie. A jednocześnie przyznał to o czym wszyscy mówią i tak: że Palikot będzie aspirował do roli kolejnego składnika koalicji. Czym jeszcze trzeba mu będzie zapłacić?

wpolityce.pl/Piotr Zaremba

[fot.platforma.org]
CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook