Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Są zarzuty dla kontrolerów ze Smoleńska

27.03.2015

Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie przedstawiła wnioski biegłych, które umożliwiają postawienie zarzutów popełnienia przestępstwa wobec dwóch rosyjskich kontrolerów, obecnych na lotnisku w Smoleńsku 10 kwietnia 2010 roku.

„Wnioski biegłych dostarczyły podstaw do wydania postanowień o postawieniu zarzutów popełnienia przestępstwa wobec dwóch rosyjskich kontrolerów, członków grupy kierowania lotami” - poinformowała Wojskowa Prokuratura Okręgowa w Warszawie.

„Pierwszemu z nich zarzuca się sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu powietrznym (...), wobec drugiego wydano postanowienie o przedstawieniu zarzutu nieumyślnego sprowadzenia katastrofy w ruchu powietrznym" - powiedział szef warszawskiej WPO płk Ireneusz Szeląg.

Dodał, że prokuratura „w oparciu o zapisy europejskiej konwencji o pomocy w sprawach karnych uruchomiła procedurę zmierzającą do możliwości ogłoszenia obywatelom rosyjskim postanowień o przedstawieniu zarzutów i przesłuchania ich w charakterze podejrzanych". Wyjaśnił, że do czasu tych czynności prokuratura nie będzie informować o szczegółowej treści zarzutów.

Postanowienia o przedstawieniu zarzutów - jak poinformowała prokuratura - zapadły 24 marca. Zgodnie z kodeksem karnym „kto sprowadza bezpośrednie niebezpieczeństwo katastrofy w ruchu lądowym, wodnym lub powietrznym, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8". Także jeżeli następstwem nieumyślnego sprowadzenia katastrofy jest śmierć człowieka lub ciężki uszczerbek na zdrowiu wielu osób, sprawca podlega karze od 6 miesięcy do 8 lat więzienia.

Jednocześnie poinformowano, że śledztwo ws. katastrofy smoleńskiej zostało przedłużone do 10 października 2015 r. W ocenie śledczych taka deklaracja oznacza, że wszystkie okoliczności wskazują na to, że do końca tego roku śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej nie uda się zakończyć. Według prokuratury brak wraku nie stanowi przeszkody dla zakończenia śledztwa.

Podczas tej samej konferencji prokuratura praktycznie przekreśliła wersję zamachu. Biegli wykluczyli bowiem, by uszkodzenia Tu-154 powstały z innych przyczyn niż zderzenia z przeszkodami terenowymi. Jak podał wiceszef Wojskowej Prokuratury Okręgowej w Warszawie płk Ryszard Filipowicz, przedstawiając wyniki opinii biegłych w sprawie katastrofy smoleńskiej, Filipowicz podkreślił, że z badań rejestratora ATM wynika, iż wszystkie systemy samolotu były sprawne do chwili uderzenia w pierwszą przeszkodę terenową. Dodał, że po uderzeniu lewym skrzydłem w brzozę, samolot stracił zdolność do utrzymywania lotu poziomego, co spowodowało upadek maszyny. Według biegłych, uderzając w ziemię, samolot był kompletny, pomijając uszkodzenia spowodowane uderzeniem w brzozę. Zdaniem Filipowicza biegli nie stwierdzili śladów oddziaływania ognia na zasadniczych elementach konstrukcyjnych samolotu; nie było też wybrzuszeń powłoki samolotu charakterystycznych dla wybuchu.

Ponadto wczoraj postanowiono wrócić do, wydawałoby się skompromitowanej już wielokrotnie, wersji o obecności generała Andrzeja Błasika w kokpicie Tu-154 w momencie katastrofy. „Biegli uznali, że nie była zachowana tzw. sterylność kokpitu i że niewykluczona jest obecność w kabinie gen. Andrzeja Błasika w ostatniej fazie lotu - poinformował płk Szeląg. „Zdaniem biegłych (...) przeprowadzone prace fonoskopów wskazały, że istnieją przesłanki na możliwość przebywania w kabinie samolotu dowódcy sił powietrznych w ostatnim fragmencie zbliżania się samolotu do lotniska" - powiedział Szeląg.

Dodał, że biegli oparli się m.in. na analizie częstotliwości głosu gen. Błasika, zeznaniach jednego ze świadków, który znał generała i brał udział w odsłuchiwaniu nagrań, jak też uwzględnili kontekst sytuacyjny. „Biegli wskazali, że istnieją okoliczności, które wskazują na to, że możliwie jest uznanie obecności osoby dowódcy sił powietrznych w kokpicie bądź też w jego bezpośrednim sąsiedztwie. Wszystkie dotychczasowe stenogramy i analizy głosów wskazują na to, że nie była zachowana tzw. sterylność kokpitu, sterylność kabiny” - powiedział Szeląg.

Prokurator podkreślił, że osoba, która przebywała w kokpicie, nie złamała ówczesnych przepisów. „Chciałbym w tym miejscu zauważyć, że w odróżnieniu od przepisów w lotnictwie cywilnym, obowiązujące wtedy przepisy w siłach powietrznych nie zawierały bezwzględnej sterylności kokpitu. Przepis (...) wskazywał, że wstęp do kabiny pilotów mają tylko członkowie statku powietrznego i szef pokładu. Ale w uzasadnionych przypadkach zezwolenie na wejście do kabiny pilotów innych osób wydać może dowódca statku powietrznego" - powiedział płk. Szeląg.

ŁS / PAP

Fot. YouTube

Słowa kluczowe:

kontrolerzy

,

zarzuty

,

przestępstwo

,

Szeląg

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook