Jedynie prawda jest ciekawa

Rzecznik BOR zapewnia: nie lekceważymy zagrożenia

16.04.2014

Premier Donald Tusk w czasie konferencji prasowej ujawnił treść smsów, jakie otrzymuje jego córka. Odczytał wulgarne obelgi i groźby. Szef rządu wyjaśniał, że właśnie dlatego jego córka jest ochraniana przez funkcjonariuszy Biura Ochrony Rządu. Na ile poważne jest zagrożenie? Czy szefowi rządu rzeczywiście coś grozi?

W rozmowie z portalem Stefczyk.info rzecznik BOR mjr Dariusz Aleksandrowicz zapewnia, że służba wypełnia swoje obowiązki. „BOR, jako formacja odpowiedzialna za zdrowie i życie najważniejszych osób w państwie, nie może sobie pozwolić na bagatelizowanie, choćby najmniejszych sygnałów, mających wpływ na bezpieczeństwo osób podlegających ochronie. Biuro Ochrony Rządu prowadzi szereg czynności profilaktycznych, wobec tych ludzi, którym przyznana jest ochrona BOR” - tłumaczy portalowi Stefczyk.info.

Jednak na pytanie, czy w ostatnim czasie ochrona premiera zmieniła swój sposób działania, nie odpowiada. „Formy i metody tych działań są objęte klauzulą niejawności. Odpowiedź na to pytanie jest niemożliwa” - tłumaczy. Z kolei pytany, czy publiczna debata o pogróżkach, jakie otrzymuje premier służy pracy Biura, zapewnia, że formacja nie chce nikogo recenzować. „BOR nie jest od tego, by komentować czy oceniać słowa osób, które ochrania. BOR nie ocenia również wypowiedzi czy publikacji medialnych. Prowadzimy nasze działania, ponieważ z tego jesteśmy rozliczani. Do tego jesteśmy powołani” - zaznacza Aleksandrowicz.

Pytany o to, czy szef rządu od dawna otrzymuje pogróżki rzecznik służby wskazuje jedynie, że „o pogróżkach, próbach wymuszeń czy zastraszania powinni mówić jedynie ci, których to dotyczą, a nie służby, które prowadzą czynności profilaktyczne”. Na to pytanie inaczej odpowiada były wiceszef BOR, płk Tomasz Grudziński. W jego ocenie pogróżki wobec osób publicznych to norma, a nie sytuacja nadzwyczajna. „To jest typowe zjawisko. Przypadków takich działań jest mnóstwo. Każdą osobę to spotyka. Każdy otrzymuje wiele najróżniejszych materiałów. Część nie jest zapewne nawet sprawdzana, sprawdza się jedynie poważniejsze sygnały” - zaznacza płk Grudziński. Dodaje, że jeśli sytuacja jest poważna osoby zagrożone powinny być objęte ochroną.

Były wiceszef BOR wskazuje jednak, że nigdy nie spotkał się z sytuacją, by o groźbach wobec premiera mówiono publicznie. „Im mniej informacji wydostaje się na zewnątrz tym lepiej. Nie powinno się podawać w ogóle jakichkolwiek informacji o tym, czy ktoś jest objęty ochroną” - tłumaczy płk Tomasz Grudziński w rozmowie z portalem Stefczyk.info. Dodaje, że każda groźba czy sygnał o zagrożeniu powinny zostać zweryfikowane. „Potem okazuje się, czy zagrożenie jest realne czy nie. Następnie przekazuje się sprawę do MSW i to minister podejmuje decyzję o objęciu osoby ochroną. Decyzje o objęciu ochroną córki premiera podjął minister spraw wewnętrznych” - tłumaczy.

I dodaje, że w decyzji premiera Tuska o ujawnieniu treści smsmów widzi przejawy polityki. „Pierwszy raz spotkałem się z tym, że o takich rzeczach mówi się publicznie, omawia się je publicznie. Co więcej, mówi to człowiek, który sam jest objęty ochroną. Dla mnie osobiście to jest jakaś polityka. Ja tego nie rozumiem, nie potrafię zrozumieć. To polityka psująca również działania ochronne. Na pewno odradzałbym każdemu tego typu działanie, nie pozwoliłbym o tym mówić” - wskazuje płk Grudziński.

Mamy nadzieje, że BOR mimo nieodpowiedzialnego zachowania premiera Donalda Tuska zapewni należytą ochronę szefowi rządu i jego rodzinie. Choć on sam zdaje się tego nie ułatwiać...

Stanisław Żaryn
[Fot. Bartekg/Wikipedia.org na lic. CC-BY-SA-3.0 i GNU]

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook