Jedynie prawda jest ciekawa

Rząd zlekceważył Partnerstwo Wschodnie

30.09.2011

Politycy PiS zarzucają rządowi i MSZ, że nie przygotowali szczytu Partnerstwa Wschodniego we właściwy sposób. Ich zdaniem to, że wschodni partnerzy UE odmówili podpisania deklaracji ws. Białorusi jest "kompromitacją polskiej dyplomacji".

Na szczycie Partnerstwa Wschodniego w Warszawie kraje UE przyjęły w piątek specjalną deklarację potępiającą łamanie praw człowieka i demokracji na Białorusi. Wschodni partnerzy odmówili jej podpisania; Białoruś całkowicie zbojkotowała szczyt.

"To, że to nie jest sukces, jest bardzo smutne. Ten sukces byłby w interesie bardzo wielu ludzi, szczególnie tych na Wschodzie, także w interesie Polski. Tego rodzaju deklaracje, jak ta, która nie została przyjęta, trzeba przygotowywać przez długi czas i robić to profesjonalnie, a nie na zasadzie uprawiania propagandy zamiast polityki" - powiedział podczas konferencji prasowej w Kielcach prezes PiS Jarosław Kaczyński.

"Mamy do czynienia z kolejną porażką i kolejnym pokazem, że polską politykę zagraniczną prowadzą ludzie po prostu do tego nieprzygotowani. Wystarczy poczytać twittery pewnego pana, żeby mieć kolejną weryfikację, że lepiej, aby czym innym się zajął" - dodał.

Rzecznik PiS Adam Hofman powiedział natomiast na konferencji prasowej w Warszawie, że szczyt PW miał być sukcesem, a - zdaniem posła - okazał się "katastrofą". Jak dodał, jego rezultaty stawiają pod znakiem zapytania kompetencje premiera Donalda Tuska do wywalczenia 300 mld zł dla Polski z przyszłego budżetu Unii Europejskiej.

"Brak konkluzji Partnerstwa Wschodniego co do Białorusi jest rzeczą smutną z punktu widzenia Polski jako organizatora szczytu, jest rzeczą, która kompromituje polską dyplomację, bo okazuje się, że minister Sikorski i rząd Donalda Tuska tego szczytu nie przygotowali we właściwy sposób" - powiedział z kolei szef sztabu wyborczego PiS Tomasz Poręba.

"Aby doszło do podpisania deklaracji podczas szczytu, muszą wcześniej być rozmowy, spotkania, wymiana informacji (...) Trudno, żeby szczyt się udał, skoro kilka miesięcy temu odbyło się w Pradze spotkanie Catherine Ashton (przedstawiciel Unii Europejskiej ds. Wspólnej Polityki Zagranicznej i Bezpieczeństwa - PAP), ministrów spraw zagranicznych Grupy Wyszehradzkiej z ministrami spraw zagranicznych Partnerstwa Wschodniego, na którym nie było głównego ministra, organizatora dzisiejszego szczytu, Radosława Sikorskiego" - dodał.

Wówczas - według Poręby - przygotowywano założenia piątkowego szczytu PW. "Zabrakło ministra Sikorskiego. Zastępował go minister Mikołaj Dowgielewicz" - zaznaczył. "Kończy się to tym, że dzisiaj kraje Partnerstwa Wschodniego odmówiły podpisania konkluzji szczytu ws. Białorusi" - dodał Poręba.

Wiceszef PiS Adam Lipiński uważa, że rząd Tuska doprowadził do "regresu polityki wschodniej", czego przykładem był przebieg piątkowego szczytu. "Jeśli chodzi o naszą politykę wobec Białorusi, rejestrujemy mnóstwo tego typu porażek. Bardzo często nie mówi się o tym głośno, żeby nie szkodzić działaczom demokratycznym na Białorusi" - uznał.

Lipiński podkreślił, że za rządów PiS udało się m.in. uruchomić Radio Racja, telewizję Biełsat, rozpocząć program stypendialny umożliwiający studiowanie w Polsce relegowanym z białoruskich uczelni studentom. "Oczekiwałbym od rządu Donalda Tuska, żeby miał tego typu sukcesy na swoim koncie. Jedynym sukcesem, który miał być na koncie premiera Tuska, miało być Partnerstwo Wschodnie, a czym ono się kończy dzisiaj widzimy" - powiedział.

Punkt widzenia Łukaszenki

Nic więc dziwnego, że prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka oznajmił w piątek, że Partnerstwo Wschodnie to "na razie gadanina" i moralizowanie. Oświadczył, że Białoruś będzie w nim uczestniczyć dopiero, jeśli będzie ono "normalnym partnerstwem".

"Zadaję sobie pytanie: kiedy Partnerstwo Wschodnie zmieni się z jakiegoś nauczania polityki i demokracji w odniesieniu do jednego kraju, czyli do nas, w normalne partnerstwo? Kiedy zaczniemy realizować projekty gospodarcze? (...) Na razie to gadanina" - owiedział Łukaszenka, cytowany przez państwową agencję BiełTA. Dodał: "Będzie partnerstwo, to będziemy brać udział. Nie będzie - a i teraz go nie ma. Tylko moralizowanie i ból głowy".

Łukaszenka mówił też o decyzji Białorusi o tym, by na szczycie PW w Warszawie reprezentował ją ambasador Wiktar Gajsionak, a nie szef MSZ Siarhiej Martynau, którego zaprosili organizatorzy. Jego zdaniem, wobec Białorusi próbowano zastosować sankcje, zapraszając jej przedstawicieli na innym szczeblu niż pozostałe państwa.

"Myśleli, że będziemy głową walić w drzwi, płakać albo o coś prosić. (...) Nie chcecie, to nie. Wysłaliśmy ambasadora" - powiedział. Zdaniem Łukaszenki, szefa białoruskiej delegacji próbowano "jeszcze raz poniżyć", więc Białoruś odmówiła udziału w spotkaniu.

Łukaszenka podziękował Armenii, Azerbejdżanowi, Gruzji, Mołdawii i Ukrainie za to, że nie poparły krytykującej Białoruś rezolucji końcowej. Mówił też o poparciu dla Białorusi ze strony państw bałtyckich i Bułgarii. Polskę zaś oskarżył o to, że korci ją, by przeprowadzić "granicę pod Mińskiem". Ocenił, że kraje UE chcą "rzucić kamień do ogródka" Białorusi po to, by ukryć przed własnymi społeczeństwami własne problemy.


Na zdjeciu: uczestnicy szczytu

PAP
Fot. PAP/Tomasz Gzell

Wiadomości ze świata

więcej
CS150MINIfot

Czas Stefczyka 150/2017

PDF (4,60 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook