Jedynie prawda jest ciekawa

Rozłam ws. uchwały o rzezi wołyńskiej

10.07.2013

Podczas debaty ws. podjęcia uchwały w 70. rocznicę zbrodni wołyńskiej PO i RP opowiedziały się za określeniem jej "czystką etniczną o znamionach ludobójstwa". SLD, PSL, PiS i SP chcą, by zbrodnię UPA nazwano ludobójstwem. Różnica zdań dotyczy też ustanowienia dnia pamięci ofiar.

W związku ze zgłoszonymi w środowej debacie poprawkami ponownie zbierze się sejmowa komisja kultury. Komisja rozpatrzy poprawki na posiedzeniu w czwartek o godz. 9.15. Głosowanie wraz ze zgłoszonymi wnioskami mniejszości zaplanowano na piątek.

Swoje projekty uchwał w 70. rocznicę zbrodni wołyńskiej przygotowały PO, PiS, SP oraz dwa projekty PSL. Po pracach w sejmowej komisji kultury i środków przekazu powstał jeden projekt komisyjny, w którym nie ma mowy o ustanowieniu dnia pamięci ofiar, a zbrodnia wołyńska określona jest jako "czystka etniczna o znamionach ludobójstwa".

Na taki zapis nie zgadzają się kluby SLD, PSL, PiS i SP. Posłowie m.in. PiS i Solidarnej Polski zgłosili wnioski mniejszości, w których zbrodnię sprzed 70 lat określono terminem "ludobójstwo". Posłowie tych partii domagają się też wpisania do uchwały ustanowienia dnia 11 lipca dniem pamięci ofiar zbrodni wołyńskiej.

Szef klubu parlamentarnego PO Rafał Grupiński przekonywał podczas sejmowej debaty, że oświadczenie polskiego parlamentu wpisze się "w bardzo ostre spory między Ukrainą, która ciąży w stronę Rosji, a Ukrainą, która ciąży w stronę Europy Zachodniej". Dlatego, jego zdaniem, uchwała musi zarówno oddawać prawdę o zbrodni, jak i mieć na uwadze kwestię pojednania polsko-ukraińskiego i związania się Ukrainy albo z Rosją, albo z Europą.

"Dlatego mamy termin ludobójstwo w uchwale (w wersji komisji), chcemy o tym mówić w 70. rocznicę" - zaznaczył Grupiński. Ale jednocześnie - dodał - PO chce, żeby padające w uchwale słowa służyły pojednaniu, a "nie rozszerzały rany i zmieniały politykę międzynarodową i Polski".

Z kolei poseł RP Piotr Bauć - informując, że jego klub opowiada się za wersją uchwały zaproponowaną przez komisję kultury - podkreślił, że Ukraińcy powinni sami rozliczyć się ze swoją przeszłością. Natomiast - jak zaznaczył - rozstrzygnięcie, czy wydarzenia na Wołyniu były "zbrodnią ludobójstwa", czy "po prostu zbrodnią" w treści uchwały jest "rozstrzygnięciem czysto legislacyjnym". W jego ocenie "dalsze, niezbyt mądre rozdrażnianie sytuacji między Polską a Ukrainą nie ma sensu".

Natomiast posła PiS Piotra Babinetza określenie zbrodni wołyńskiej mianem "czystki etnicznej o znamionach ludobójstwa" jest eufemizmem. "Należy używać jednoznacznego i precyzyjnego określenia - +ludobójstwo+" - mówił. Jak podkreślił, termin ten jest zgodny z wykładnią IPN; posłużyli się nim m.in. prokuratorzy IPN w Lublinie, którzy prowadzą największe śledztwo w sprawie zbrodni popełnionej na Polakach przez ukraińskich nacjonalistów.

Babinetz przekonywał też, że w uchwale powinien znaleźć się zapis ustanawiający 11 lipca dniem pamięci ofiar zbrodni wołyńskiej. Tłumaczył, że w ten sposób dzień pamięci ofiar ukraińskich nacjonalistów będzie trwale wpisany do kalendarza polskich rocznic historycznych.

Te pomysł poparł poseł PSL Franciszek Stefaniuk. "Jeżeli mówimy o pamięci, to nie znaczy, że raz na 70 lat czy na 10 lat powiedzieć o tym i zapomnieć. Trzeba o tym pamiętać" - podkreślił. Ocenił, że  termin "ludobójstwo" w uchwale nie godzi w stosunki polsko-ukraińskie, bo - jak podkreślił - mordował nie ukraiński naród, lecz zbrodnicze formacje.

Podobnego zdania był poseł SLD Tomasz Kamiński. "OUN i UPA nazywały swoje działania antypolską akcją, ale to określenie ukrywało zamiar, jakim było wymordowanie i wypędzenie Polaków z tych ziem" - zaznaczył. Kamiński podkreślił, że celem uchwały nie jest potępienie narodu ukraińskiego, ale potępienie zbrodniczych organizacji, które dokonywały eksterminacji Polek i Polaków na wschodnich ziemiach II Rzeczypospolitej.

Za ustanowieniem w uchwale 11 lipca dniem pamięci o ofiarach zbrodni UPA i określeniem jej  terminem "ludobójstwo" opowiedział się też klub Solidarnej Polski. Jego poseł Patryk Jaki przekonywał, że pojednanie z Ukraińcami może być budowane wyłącznie na prawdzie. Także on ocenił, że określenie zbrodni wołyńskiej "ludobójstwem" w uchwale nie zaszkodzi ani polskim relacjom z Ukrainą, ani jej planowanemu na jesień stowarzyszeniu z UE.

Do problemu pojednania z Ukrainą nawiązali też podczas debaty posłowie PiS Marek Suski i Ryszard Terlecki. Także oni podnosili, że umieszczenie w uchwale terminu "ludobójstwo" nie zaszkodzi stosunkom polsko-ukraińskim. "Przyjaźni nie da się budować na kłamstwie. Prawdziwa przyjaźń polega na tym, że jeśli przyjaciel źle postępuje, to mu się to mówi (...). Apeluję do kolegów z PO, żeby bronili Polaków i tego, co zostało na Polsce dokonane, i nie bali się o dobre stosunki z sąsiadami. Będą nas cenili tym bardziej, im bardziej my będziemy cenić samych siebie" - przekonywał Suski.

Z kolei Miron Sycz (PO) zaznaczył, że "potworne zło", które stało się na Wołyniu w 1943 roku należy "bezwzględnie potępić". Przypomniał jednak, że ofiary były po obu stronach i z rąk polskiej partyzantki ginęła w akcjach odwetowych ukraińska ludność cywilna. "Trzeba też nazwać i dostrzegać zło, które było też na Wołyniu. Palenie cerkwi prawosławnych, katolicyzowanie prawosławnych, wymordowanie w ramach odwetu niewinnych dzieci, kobiet starców (...) ze strony oddziałów polskich" - powiedział.

Zwrócił się do siedzącego na galerii sejmowej ukraińskiego deputowanego Wadima Kolesniczenko,  który razem z parlamentarzystami partii komunistycznej i Partii Regionów zaapelował w liście do marszałek Sejmu Ewy Kopacz o uznanie tragedii wołyńskiej za ludobójstwo popełnione na Polakach przez nacjonalistów z UPA. Sycz zarzucił mu, że był m.in. inicjatorem wprowadzenia na Ukrainie ustawy o języku rosyjskim jako języku państwowym. Pytał, dlaczego ukraińscy deputowani nie przyjmą uchwały potępiającej ludobójstwo na Wołyniu. "Macie większość. Jak śmiecie zwracać się do polskiego Sejmu, kiedy to wy powinniście zrobić to w Radzie Najwyższej?" - mówił Sycz.

Pod koniec dyskusji głos ponownie zabrał poseł sprawozdawca komisji kultury Robert Tyszkiewicz (PO), który przekonywał, że ustanowienie w uchwale 11 lipca Dniem Pamięci Męczeństwa Kresowian nie uwzględnia tego, że Kresowianie w o wiele większym stopniu padli ofiarą totalitaryzmów niemieckiego i sowieckiego.

"Czy Ukraińcy byli największymi oprawcami Polaków w czasie II wojny światowej? Jak to zostanie odebrane, to możemy się domyślać" - mówił Tyszkiewicz. Zgodził się, że zbrodnia wołyńska powinna mieć swój dzień pamięci, ale - przekonywał - Sejm powinien ustanowić najpierw dzień pamięci zbrodni hitlerowskich i dzień pamięci ofiar systemu sowieckiego. Zwrócił też uwagę, że uchwała Sejmu będzie odebrana na Ukrainie jako stanowisko polityczne, a nie "wyraz konkluzji i debat historycznych".

W zaproponowanym przez komisję kultury projekcie uchwały zapisano m.in., że "Sejm RP oddaje hołd i cześć obywatelom II Rzeczypospolitej Polskiej bestialsko pomordowanym przez ukraińskich nacjonalistów". "W lipcu 2013 r. przypada 70. rocznica apogeum fali zbrodni, których na Kresach Wschodnich II Rzeczypospolitej dopuściła się Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów i oddziały Ukraińskiej Powstańczej Armii. Zorganizowany i masowy wymiar zbrodni wołyńskiej nadał jej charakter czystki etnicznej o znamionach ludobójstwa. W latach 1942-1945 na terenie Wołynia i Galicji Wschodniej ofiarą zbrodni padło ok. 100 tys. obywateli polskich" - brzmi projekt.

Przypomina też, że wschodnie ziemie II Rzeczypospolitej były szczególnie mocno doświadczone w czasie II wojny światowej, a zróżnicowana struktura narodowościowa komplikowała trudną sytuację wojenną. Ponadto zawiera wyrazy wdzięczności dla Ukraińców, którzy podczas zbrodni wołyńskiej ratowali Polaków. Wyraża także szacunek i uznanie dla rodzin, środowisk i organizacji, które od wielu lat walczyły o prawo do prawdy o zbrodni wołyńskiej. Projekt wieńczą podziękowania Ukraińcom, którzy obecnie pomagają w dokumentowaniu zbrodni i uczczeniu ofiar.

11 lipca minie 70 lat od tzw. krwawej niedzieli, kiedy UPA wymordowała ok. 11 tys. ludzi. 11 i 12 lipca UPA dokonała skoordynowanego ataku na Polaków w 150 miejscowościach w powiatach włodzimierskim, horochowskim, kowelskim oraz łuckim. Wykorzystano fakt gromadzenia się w  niedzielę 11 lipca ludzi w kościołach. Doszło do mordów w świątyniach m.in. w Porycku (dziś Pawliwka) i Kisielinie. Około 50 kościołów katolickich na Wołyniu zostało spalonych i zburzonych. Zbrodnia oddziałów UPA wspieranych przez miejscową ludność ukraińską z lat 1942-1945 pochłonęła - jak szacunkowo podaje IPN - ok. 100 tys. ofiar.

Państwowe uroczystości związane z 70. rocznicę zbrodni wołyńskiej odbędą się w czwartek na  skwerze Wołyńskim na Żoliborzu. Prezydent i przedstawiciele najwyższych władz państwowych m.in. rządu, Sejmu i Senatu, wezmą udział w mszy polowej, której ma przewodniczyć metropolita warszawski kard. Kazimierz Nycz. Ofiary UPA upamiętni nowy pomnik na skwerze Wołyńskim, pod którym złożone zostaną wieńce i odbędzie się apel poległych.

Własne obchody przygotowują w Warszawie organizacje kresowe. W czwartek po południu odbędzie się m.in. msza św. na placu Trzech Krzyży, marsz pamięci i koncert na placu Zamkowym.

W przeddzień 70. rocznicy apogeum zbrodni wołyńskiej w Warszawie przy ul. Młynarskiej odsłonięto mural inspirowany dramatycznymi wydarzeniami, jakie rozegrały się na Wołyniu w latach 1943-1945. "Mural może zachęcić do tego by poznać prawdę o przeszłości" - powiedział prezes IPN dr Łukasz Kamiński. Z kolei ponad 20 plansz prezentujących zdjęcia, dokumenty i teksty przybliżające dzieje ludności polskiej na dawnych Kresach Wschodnich II Rzeczpospolitej przed wojną i jej dramat podczas rzezi wołyńskiej można zobaczyć na plenerowej wystawie czynnej w Warszawie od środy. Tego dnia odsłonięto też w Warszawie - obok gmachu Związku Kombatantów Rzeczypospolitej Polskiej i Byłych Więźniów Politycznych - tablicę upamiętniającą Zygmunta Jana Rumla - poetę, żołnierza Batalionów Chłopskich, zamordowanego przez UPA na Wołyniu 70 lat temu - odsłonięto w środę w Warszawie.

PAP/kop
[Fot. PAP]
CS147fotMINI

Czas Stefczyka 147/2017

PDF (5,87 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook