Jedynie prawda jest ciekawa

Przegraliśmy bitwę, a nie wojnę

18.09.2011

Według obliczeń niezależnych ekspertów w latach 90-tych z górnictwa „wyprowadzono” ok. 50 mld złotych. To więcej, niż w tym samym czasie wynosiły budżetowe dotacje dla tej branży. W sejmowym raporcie tzw. komisji Blidy nie ma o tym ani słowa. Zamiast rozliczenia zbrodni III RP jest tylko atak na tych, którzy w czasie rządów PiS z patologiami usiłowali walczyć.

Publikujemy fragmenty rozmowy z jednym z prokuratorów zajmujących się zwalczaniem mafii węglowej na Śląsku. W 2007 roku, po wygraniu wyborów przez PO, został odsunięty od śledztw.

Byliście ekipą, która próbowała nadrobić zaległości i wziąć się za mafię węglową. Jak bardzo ten rodzaj przestępczości był zakorzeniony na Śląsku?

Naprawdę głęboko. To sięgało lat komuny i to bardzo głęboko. Powstawały prawdziwe fortuny. Geneza mafii węglowej to jest styk polityki, biznesu i na początku takiej mniejszej bandyckiej przestępczości. Potem te związki konsekwentnie się zacieśniały. Osłona polityczna i dostęp do majątku państwowego z biegiem czasu przekładało się na potężne pieniądze dla określonych osób. Mafia węglowa to jest celne pojęcie. Jestem o tym przekonany. W dodatku mówimy tutaj o mafii nie cofającej się przed niczym, mającej za nic ludzkie życie. Przypomnijmy sobie „Halembę” czy inne kopalnie, gdzie ginęli ludzie. Działo się tak dlatego, że ktoś zaniedbał kupienie odpowiednich urządzeń albo fałszował dane o stężeniu niebezpiecznych związków, byle tylko wydobywać jak najwięcej węgla. Nie liczono się z bezpieczeństwem ludzi. Wręcz oszczędzano na tym, bo chodziło o pieniądze, o zyski. Skutek był taki, że dochodziło do ludzkich tragedii. Drobnych przestępców zastąpiły potem grube ryby, gangi, zorganizowane grupy przestępcze takie jak grupa „Krakowiaka”. Ale uważam, że mafia węglowa nie mogłaby funkcjonować bez polityków, bez ich osłony. Związana z Barbarą Blidą, śląska „Alexis” czyli Barbara Kmiecik zeznawała przecież wprost, że polityk jest takim rodzajem „narzędzia” służącym do otwarcia przed przedsiębiorcą dotąd zamkniętych drzwi. To Blida miała jej gwarantować otwieranie drzwi w Warszawie, „uczyła ją Warszawy”. Tak przyznała sama Kmiecik. Po to była cała przyjaźń, to „obłaskawianie”, płacenie za wakacje w górach czy nad morzem, kupowanie drogich prezentów. To takie myślenie – polityk jest „hodowany” po to, by otworzyć mi dostęp do wpływów, do kasy, często wielkiej. A łapówki? Są niezbędnym kosztem, są normalne. Zresztą pani Kmiecik nawet nie używała takiego określenia. Mówiła o należnościach, świadczeniach, mecenacie. W latach dziewięćdziesiątych takie zachowania były uznane za standard w przemyśle węglowym. Ktokolwiek chciał czerpać, kasę musiał się opłacać politykom, decydentom. Nie chciałbym oceniać kolegów i siebie, ale wydaje mi się, że zespół stworzony za czasów ministra Ziobry był taką ekipą ludzi zgranych i dobrze ze sobą pracujących, a przede wszystkim zdeterminowanych, by uporządkować pewne rzeczy. Nie byliśmy uwikłani w żadne koneksje z osobami, które przed nami pełniły jakieś funkcje. A jednocześnie byliśmy zbulwersowani tym, jak funkcjonowała prokuratura do roku 2005. Patrzyło się wówczas, by jak najszybciej sprawę umorzyć i mieć kłopot z głowy. Przeciągano i „pielęgnowano” postępowania przez całe lata. Tak, by nic z nich nie wynikało.

Nie sądzi pan, że instytucja państwa polskiego przegrała? Wy nie zdążyliście się w sprawie rozpędzić i wojna, być może, została przegrana.

Wierzę, że tylko ważna bitwa, a nie cała wojna. Za czasów, gdy prokuratorem apelacyjnym w Katowicach był Tomasz Janeczek ta instytucja się odmłodziła. Ściągnięto ludzi ze świeżym spojrzeniem i zapałem do pracy. Postawiono na funkcję ścigania. Średnia wieku, licząca ponad 50 lat, wyraźnie spadła. Jedno, co pocieszające, że ci ludzie zostali i będzie kiedyś można wykorzystać ich potencjał, odwagę. Warto, by przykład szedł z dołu, a nie z góry, gdzie mówi się o apatii i takim programie na przetrwanie. Wierzę, że tym młodym, ambitnym prokuratorom delegowanym w 2006 czy 2007 roku uda się to zmienić. Wydawać mogłoby się, że to niemożliwe, bo góra jest zabetonowana. Ale pamiętajmy, że woda drąży skałę i potrzeba tylko czasu. Natomiast dzisiaj co do instytucji, to moja ocena jest jednoznaczna. Nie ma już woli do wyjaśniania takich spraw jak dotyczących mafii węglowej, do energicznego prowadzenia postępowań, eliminacji karygodnych zachowań i ochrony interesów państwa polskiego.

Co się dzieje z ludźmi, którzy zajmowali się sprawą, w której wystąpiła Blida?

Każdemu zafundowano jakieś tłumaczenia w ramach, w mojej ocenie, bzdurnych postępowań, w tym służbowych i spuszczanie na stanowiska, gdzie czują się nieswojo. Muszą zajmować się papierkowymi czynnościami, nadzorem czy postępowaniem sądowym. Były Prokurator Apelacyjny Janeczek marnuje się w tzw. sądówce czyli przechowalni, jak to się określa w naszym środowisku. Dotychczas pracowali tam ludzie u schyłku kariery zawodowej, a teraz muszą to robić prokuratorzy pełni energii do pracy i chcący być „na pierwszej linii”. W ten sposób marnuje się ludzi, którzy mogliby zwalczać najgroźniejszą przestępczość. Zwłaszcza, że mieli w tym wprawę i zajmowali się tym wcześniej przez wiele lat.

niezalezna.pl

(fot.wikipedia)

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook