Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Prokuratura inwigilowała dziennikarzy

29.12.2011

Troje dziennikarzy było inwigilowanych na zlecenie prokuratury wojskowej. Śledczy zażadali od operatorów sieci komórkowych ich bilingów i treści sms-ów. Metoda zastosowana przez żandarmerię została wcześniej uznana za niekonstytucyjną przez rzecznika Praw obywatelskich. Niedawno skrytykował ją też Prokurator Generalny. O sprawie informuje TVN24.

Prokuratorom chodziło o ustalenie, kto informował dziennikarzy o unieważnienia przez Rosjan zeznań rosyjskich kontrolerów. Zarzut ten początkowo stawiano prokuratorowi Markowi Pasionkowi. Temu samemu, któremu próbowano udowodnić nielegalną współpracę przy tym śledztwie z przedstawicielami USA.

Personalnie za inwigilację przedstawicieli mediów odpowiada prok. Łukasz Jakuszewski. To on zobowiązywał operatorów "do udostępnienia wykazu wszystkich połączeń oraz wykazu wiadomości tekstowych" z telefonów wymienionych dziennikarzy, a także kilkunastu innych numerów z podaniem pełnych danych osobowych ich rozmówców.

"W ten sposób śledczy weszli w posiadanie listy kilkuset nazwisk i nazw instytucji, z którymi od 30 kwietnia do 15 listopada 2010 roku dziennikarze kontaktowali się w ramach wykonywania swoich służbowych obowiązków (lub z którymi kontaktowali się informatorzy), nie tylko tych dotyczących śledztwa smoleńskiego" - podaje portal TVN24.pl. - "W szczegółowych analizach rozpisano kto z kim i kiedy rozmawiał, jaka była kolejność wykonywania połączeń, ile czasu trwały rozmowy, ile sms-ów zostało wymienionych między poszczególnymi numerami. Jakimi wnioskami zakończyły się te analizy? Żandarmeria Wojskowa ustaliła, że Maciej Duda przez pół roku dzwonił do prok. Pasionka dwa razy – za pierwszym się nie dodzwonił, a za drugim połączenie trwało trzy sekundy. W przypadku Cezarego Gmyza nie stwierdzono żadnego kontaktu."

Jak informuje dalej portal, warszawscy prokuratorzy cywilni, którzy w połowie roku przejęli postępowanie, kilkanaście dni temu zdecydowali o jego umorzeniu. Śledczy obalili wszystkie tezy swoich kolegów z Poznania. Nie ustalono, kto od września do listopada 2010 roku przekazał dziennikarzom informacje ws. unieważnienia zeznań przez Rosjan. W postanowieniu o umorzeniu śledztwa wskazano za to, że ujawnienie tych informacji w dzienniku "Rzeczpospolita" miało "znikomą społeczną szkodliwość czynu", a prokurator Pasionek nie składał fałszywych zeznań, gdy mówił, że nie kontaktował się w tej sprawie z dziennikarzami.

Przepisy kodeksu postępowania karnego oraz Ustawy Prawo Prasowe nakazują dziennikarzom chronienie danych źródeł swoich informacji, jeśli taka jest ich wola. W przypadku nie zastosowania się do tego, dziennikarz naraża się na odpowiedzialność karną, a przestępstwo to jest ścigane z urzędu i zagrożone grzywną lub karą ograniczenia wolności.

TVN24 rozmawiała ze spacjalistą w dziedzinie prawa prasowego, mec. Dariuszem Plutą. - Jeżeli informator zastrzeże sobie anonimowość, to nawet sąd nie może zwolnić dziennikarza z tajemnicy i nakazać mu ujawnienia danych, pozwalających na identyfikację jego źródła informacji – zaznacza mec. Dariusz Pluta. – Prokuratorzy działali świadomie i dzięki kontaktom dziennikarzy chcieli wykryć ich informatorów, a to bezwzględnie narusza tajemnicę dziennikarską. Moim zdaniem billing z telefonu dziennikarza, zarówno w wersji papierowej czy elektronicznej, jest dokumentem zawierającym tajemnicę zawodową, a co za tym idzie można go wykorzystać tylko zgodnie z art. 180 k.p.k. Czynności prokuratury polegające na pobieraniu billingów dziennikarzy nie spełniają tych warunków.

W opinii śledzonego redaktora "Rzeczpospolitej", Cezarego Gmyza, prokuratura wojskowa żądając jego billingów obeszła zakaz dowodowy zabraniający przesłuchiwania dziennikarzy na temat ich informatorów.

- Kiedy w aktach sprawy prokuratora Marka Pasionka odkryłem swoje billingi, byłem w szoku. Po raz kolejny zostałem poddany inwigilacji w celu wykrycia, kim są moi informatorzy pragnący zachować anonimowość - mówi Gmyz.

Dziennikarze zapowiadają złożenie zażalenia do sądu, a także zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przekroczenia uprawnień przez prokuraturę wojskową.

Na niekonstytucyjność ustawowych zapisów o stosowaniu podsłuchów przez upoważnione do tego służby oraz o ich dostępie do billingów obywateli, dwukrotnie zwracał już uwagę Rzecznik Praw Obywatelskich, kierując skargę do Trybunału Konstytucyjnego. Kilkanaście dni temu stanowisko dla TK w tej sprawie opublikował Prokurator Generalny Andrzej Seremet. Zarzuty RPO Ireny Lipowicz uznał za "w pełni zasadne".

Natomiast Prokurator Generalny już rok temu wskazał, że kwestie zbierania przez prokuratorów danych z billingów dziennikarzy nie są jednoznacznie uregulowane w przepisach k.p.k. W związku z tym zalecał śledczym "by dowodzenie w sprawach tzw. przecieków nie sprowadzało się wyłącznie do uzyskiwania wykazu połączeń dziennikarza, który opublikował informacje ze śledztwa, lecz koncentrowało się także na innych źródłach dowodowych, w tym - najpierw billingach osób podejrzewanych."

źródło: TVN24.pl
[fot. PAP/Leszek Szymański]

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook