Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Prof. Szwagrzyk Człowiekiem Wolności tygodnika "wSieci"!

17.01.2014

Wyróżnienie otrzymało małżeństwo Elbanowskich. Przeczytaj relację z gali.

Prof. Krzysztof Szwagrzyk, historyk IPN kierujący pracami archeologicznymi na tzw. Łączce – miejscu, gdzie w anonimowych grobach grzebano ofiary komunistycznego terroru, został Człowiekiem Wolności 2013 roku. Decyzją kapituły konkursu specjalne wyróżnienie otrzymali również Tomasz i Karolina Elbanowscy – za zorganizowane i przeprowadzenie akcji Ratuj Maluchy. Laureaci nagrody przyznawanej przez tygodnik „wSieci” odebrali ją na gali, która odbyła się 16 stycznia w Galerii Freta w Warszawie.

Jacek Karnowski, redaktor naczelny pisma wyjaśniał licznie zgromadzonej publiczności, skąd wziął się pomysł przyznania nagrody. Przypomniał przy tym krótko o historii pisma: "Zaczynaliśmy na jesieni 2012 roku, przygotowując dwutygodnik. I ukazały się nawet trzy numery w formacie dwutygodnika. Nie chcieliśmy konkurować z pismami, które wówczas istniały i spełniały powinność. Historia jednak potoczyła się inaczej. W styczniu wystartował tygodnik, wcześniej nasz poprzednik "Uważam Rze" został brutalnie rozpędzony, powstała konieczność i możliwość zajęcia tego miejsca, by czytelnik miał miejsce prawdziwe.

To mógł być znak od losu. Rozpędzenie miało takie korzyści - do "wSieci" dołączył Michał Karnowski, bez którego sukces pisma byłby niemożliwy. Sympatia czytelników jest dla nas zawsze największym i najważniejszym kapitałem - cieszymy się z niego i dbamy, by jej nie stracić. Mieliśmy też kłopoty - z urojonego powodu straciliśmy nazwę "wSieci" - to trudny moment, strata nazwy zawsze może zakończyć się upadkiem przedsięwzięcia. "W" w końcu odzyskaliśmy - a fala sympatii i takiej pięknej solidarności sprawiła, że "W" stało się symbolem wolności szerszej niż nasza sprawa. Wówczas postanowiliśmy przekuć je w tę coroczną uroczystość i przyznanie nagród dla tych, którzy przysłużyli się idei wolności w naszym kraju" - mówił Karnowski.

I dodawał:

"Wolność jest cechą charakterystyczną dla Polaków, a dziś szczególnie spleciona z Wolnością jest Prawda. Wierzę głęboko, że nasz tygodnik jest pismem unikalnym - jesteśmy prawdziwi na każdym polu. Mamy polski, niepostkomunistyczny kapitał, nikogo nie udajemy, mówimy to, co myślimy. Chcemy troszczyć się o Polskę i Polaków, dlatego też nagradzamy ludzi, którzy służą Sprawie. To, co zrobili nasi laureaci jest wielkim wkładem w przywracanie prawdy" - mówił Karnowski, wręczając statuetki.

Nagrody zostały przyznane przez kapitułę konkursu złożoną z reprezentantów wszystkich redakcji pism i portali przynależących do spółki Fratria: Dorotę Łosiewicz, Agnieszkę Żurek, Łukasza Adamskiego, Macieja Goniszewskiego, Jacka i Michała Karnowskich, Tomasza Przybka, Marka Pyzę, Macieja Wośkę oraz Piotra Zarembę.

W laudacji na cześć Człowieka Roku, prof. Jan Żaryn zwracał uwagę na efekty pracy laureata oraz jego zespołu. Wcześniej uczestnicy gali mogli zobaczyć krótki film przypominający najważniejsze zadania, jakie stoją przed prof. Szwagrzykiem i współpracującymi z nim młodymi osobami: "Krzysztof Szwagrzyk to osoba już dziś powszechnie znana, właśnie powszechnie znana za sprawą tego, co zdarzyło się w ciągu ostatnich lat, od 2011 roku, kiedy rozpoczęto projekt pod jego kierunkiem. Projekt, którego fragmenty obejrzeliśmy przed chwilą ze wzruszeniem. Dla osoby, która tak jak ja - ma spełnić rolę mówcy, który opowiada o laureacie, jest to podwójnie chwila wzruszająca i sympatyczna zarazem. Ponieważ mogę do części biografii podłączyć się z własną biografią, co nas łączy od kilkunastu lat, a jednocześnie przybliżyć Krzysztofa od tej strony, która nie jest do końca znana - nie wszyscy tak długo Krzysztofa możemy znać.

Otóż Krzysztof jest na pewno wspaniałym historykiem i wybitnym znawcą dziejów najnowszych - urodził się w 1964 roku. Od 15 lutego wejdzie w wiek osób po pięćdziesiątce, osób dorosłych. Jest historykiem, który związał się przede wszystkim z Dolnym Śląskiem, tam od lat 90. rozpoczął wspaniałą i żmudną pracę nad rozpoznaniem tej części historii Polski, która tyczy się szczególnie lat 1944- 1956 i tej części naszych dziejów, która tyczy się bardzo jasnej przestrzeni - po jednej i po drugiej stronie, rozpoznania prawdziwego dobra i prawdziwego zła. Jednocześnie Krzysztof penetrował archiwa późniejszego Instytutu Pamięci Narodowej, które to dokumenty spowodowały, że był jednym z pierwszych, któzy rozpoznali biografie stalinowskich funkcjonariuszy: sędziów, etc.

Była taka wystawa we Wrocławiu - kazano Krzysztofowi, by nie pokazywał twarzy oprawców. To znak, jak jesteśmy daleko od tamtej historii lat 90., między innymi dzięki niemu. Dziś możemy o tym mówić otwarcie i pokazywać te twarze z imienia i nazwiska. Jednocześnie pokazując urzędników Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego: prokuratorów, sędziów, zaczął bardzo sprawnie penetrować te bardzo trudne archiwalia i szukać śladów prawdziwego polskiego bohaterstwa - pokolenia, które niosło w sobie jako ostatnie pokolenie wielkich pokoleń Polaków brzemię wolności. Oni byli już za życia skazani na śmierć - komuniści nie wdzieli dla nich miejsca wśród żywych, Wyklęci mieli być martwi, po to, by Polska była na wieki komunistyczną. To był warunek sine qua non. Właśnie tę ostatnią część polskiej elity postanowił przywrócić żywym prof. Szwagrzyk.

Dzięki temu jesteśmy bardziej wolni, możemy odkryć prawdę, która miała być zatupana, a rodziny, które kaprysem losu przeżyły losu rok 1956, miały nigdy nie dowiedzieć się, co stało się z ich najbliższymi. Miały nie tylko nie dowiedzieć się, ale i nie mieć głosu. Po 1956 roku rodziny pochowanych na Łączce miały być na marginesie. I to znowu dzieło Krzysztofa - że on w ciągu kilku lat odnalazł te rodziny i dał im to coś, co nazywamy olbrzymią satysfakcją. Dał im tę satysfakcję, a prawda ostatecznie wygrała. Chcemy go dziś uhonorować i uczynić człowiekiem Wolności - on nim jest. Chcemy go uhonorować, bo dzięki niemu także, a dziś przede wszystkim o nim mówimy, my także jesteśmy ludźmi wolności" - mówił redaktor naczelny miesięcznika „wSieci Historii”, podkreślając zasługi w przywracaniu pamięci o polskich bohaterach.

Sam laureat dziękując za nagrodę, skromnie przyznawał, że wszelkie honory należą się jego zespołowi:

"Bardzo dziękuję za te wyrazy uznania, za ciepłe słowa, które tu usłyszałem. To dla mnie mnie zawsze trudne, bo krępujące chwile - mówię tu zupełnie szczerze. Jestem jednym z wielu, który prowadzi tę pracę. Traktujemy to jako swój obowiązek - jesteśmy wszyscy Polakami, w sposób wyjątkowy podchodzimy do do osób, które o wolność walczą. Jesteśmy w państwie, gdzie bohaterowie ciągle leżą pod ziemią - już wiemy, gdzie jest ta ziemia i mamy ten zaszczyt uczestniczyć w tych pracach.

Chciałbym powiedzieć korzystając z tej okazji, że odbieram nagrodę, że trzeci etap prac ekshumacyjnych na Łączce odbędzie się jeszcze w tym roku - nie wiem, w którym miesiącu, ale na pewno się to stanie. Obiecuję, że tych, których w latach 40. czy 50. pogrzebano pod murem, odnajdziemy i zidentyfikujemy w większości przypadków. A potem za jakiś czas... chciałbym, byśmy wzięli udział w pięknej państwowej uroczystości, podczas której zwłoki bohaterów pięknie i godnie pochowamy" - podkreślił historyk.

Jacek Karnowski nawiązując do przemówienia laureata powiedział: "Prof. Szwagrzyk użył w jednej z rozmów z tygodnikiem "wSieci" sformułowania, że panteon na Kwaterze "Ł" powinien być czymś takim jak Cmentarz Orląt Lwowskich - myślę, że to idea, którą z całego serca będziemy wspierali" - deklarował naczelny "wSieci".

Wagę pracy prof. Szwagrzyka poruszył obecny na gali senator RP Grzegorz Bierecki: "Potrzebna jest nagroda, która dostrzeże takich ludzi jak laureat dzisiejszego wyróżnienia. Dzięki pracy jego zespołu mamy dziś relikwie wolnej i niepodległej Polski. Widzieliśmy na filmie poświęconym prof. Szwagrzykowi małe trumny ze szczątkami bohaterów naszej historii, skojarzyły mi się one z relikwiami świętych i męczenników" - mówił.

Kapituła nagrody przyznała również specjalne wyróżnienie Karolinie i Tomaszowi Elbanowskim. Uzasadniając wybór, Dorota Łosiewicz, redaktor naczelna portalu wSumie.pl, podkreślała obywatelski wymiar akcji Ratuj Maluchy kierowanej przez małżeństwo laureatów: "Szanowni Państwo, pozwólcie, że najpierw zacytuję kilka maili rodziców którzy puścili sześciolatków do szkoły.

1. "Pod presją nadmiernych oczekiwań Weronika przeżywa traumę, czuje się gorsza od innych dzieci, zniechęca się do nauki. Widać jak dziecko pogłębia się w depresji wykazując regres emocjonalny do poziomu dziecka 3-4 letniego. Często płacze mówiąc, ze jest gorsza od innych i nigdy się niczego nie nauczy."

2. "Mój syn poszedł wcześniej do szkoły. Niestety skutki tej decyzji odczuwamy bardzo dotkliwie teraz. Jako jedyny 8-latek jest obecnie w trzeciej klasie, nie czyta jeszcze płynnie, czuje się obciążony, przeżywa nieustanne huśtawki emocji związane ze szkołą, nie odnosi sukcesu, ponieważ inni ciągle go prześcigają, piszą ładniej, szybciej i lepiej. Prace domowe zajmują mu wiele czasu, a brak umiejętności koncentracji jest jego nieustannym towarzyszem. Wybucha płaczem, porównuje się z innymi i czuje się gorszy, kumuluje emocje, czasami jest agresywny."

3. "Wielokrotnie zdarzało się, że gdy przychodziliśmy po niego do świetlicy siedział sam, płakał. Panie stały i rozmawiały ze sobą, on płakał, a do mnie powiedziały gdy zapytałam gdzie jest syn: "siedzi pod ścianą i płacze"."

Setki, a nawet tysiące tego typu maiów, telefony, skargi - to wszystko stały kołem zamachowym akcji Ratuj Maluchy. Bo ta akcja zrodziła się z poczucia bezradności rodziców i krzywdy dzieci. I przede wszystkim z przekonania, że władza źle przygotowała reformę, na mocy której do szkół pójdą sześcioletnie dzieci. Bo niegotowe są szkoły, program, dzieci i nauczyciele. Jestem osobiście wdzięczna Karolinie i Tomkowi Elbanowskim za cały trud walki, jaki wzięli na swoje barki. Dzięki nim, choć nie udało się reformy odwołać, udało się ją opóźnić, a ja w ten sposób uchroniłam swojego sześcioletniego syna przed tego typu dramatami jak te opisane w mailach. Mój sześciolatek miałby problem, żeby poradzić sobie w pierwszej klasie. Wiem, to dlatego, że jestem jego matką, na co dzień obserwuję rozwój i bardzo cieszę się, że dane było mu zostać rok w zerówce. Niestety nie udało się to innym rodzicom, nie zostawiono im nawet prawa wyboru, a droga odroczenia obowiązku szkolnego wydaje się bardzo trudna, wręcz niemożliwa.

W czasach, gdy rodzicom wmawia się, że nic nie mogą, że nie znają się na wychowaniu własnych dzieci, nie mają do tego wystarczających kompetencji, Karolina i Tomasz Elbanowscy przywrócili nam, rodzicom wiarę w to, że to nieprawda i że nikt nie wie o dziecku więcej niż jego właśni rodzice. Słusznie zauważyli inicjatorzy akcji Ratuj Maluchy, że rodzice mimo, że są najliczniejszą grupą społeczną, i mimo że poprzez wychowanie dzieci mają największy wkład w budowanie państwa i społeczeństwa, są jedną z grup najbardziej lekceważonych przez organy władzy państwowej i samorządowej. Mamy iść pod Sejm palić opony, żeby rząd zechciał wysłuchać naszych racji? Wiadomo, że do tego nie dojdzie.

Akcję rozpoczętą przez Karolinę i Tomasza Elbanowskich, akcję za którą kryją się setki anonimowych rodziców, a bez których tej akcji by nie było próbowano na różne sposoby wiązać politycznie, ale to na nic. Za Karoliną i Tomkiem Elbanowskimi nigdy nie stała żadna partia polityczna, a wyłącznie potężna siła społeczna, jaką są walczący o swoje dzieci rodzice. Za sprzeciw wobec rządowej reformy, za walkę o prawo rodziców do decydowania, państwo Elbanowscy zapłacili wysoką cenę. Spotkał im zmasowany atak mediów głównego nurtu, sprawdzano ich dochody i wykształcenie, obrzucono błotem, wyzwano od dzieciorobów, próbowano wmówić, że milion podpisów pod wnioskiem o referendum, to czysty przypadek, a ludzie nie wiedzieli co podpisują. Wszystko zgodnie z zasadą Goebbelsa: ”Kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą”.

Jednak oni się tym nie przejmowali i toczyli batalię o przyszłość dzieci. Dlaczego się nie poddali? Bo maile, w których rodzice opisują dramaty przedwcześnie wysłanych do nieprzygotowanych szkoły dzieci wciąż napływają, a Karolinę skręca na myśl o nieszczęściu dzieciaków i niemocy ich rodziców.Akcja protestacyjna rodziców przeciwko złym pomysłom władzy nie powiodła się w tym sensie, że politycy odwrócili się plecami do rodziców i odebrali im prawo głosu. Odniosła jednak wielki sukces w wymiarze społecznym, ponieważ rodzice poczuli, że mają prawo decydowania o przyszłości i wychowaniu własnych dzieci. Obudziła w nas nową świadomość, a może raczej utwierdziła w przekonaniu, które ostatnio próbuje się podeptać, że to my jesteśmy najbardziej kompetentni w kwestiach wychowania. I za to bardzo Wam dziękuję.

I z tego miejsca proszę was: walczcie dalej o prawo rodziców do zabierania głosu w tej najważniejszej sprawie: w kwestii naszych dzieci. Wyzwań wam nie zabraknie. Przymusowa seksualizacja, edukacja równościowa, wprowadzona po cichu bez zgody i wiedzy rodziców, nie mająca nic wspólnego z tolerancją, a raczej z uderzeniem w tożsamość człowieka. Długo by jeszcze można wymieniać. Powiem tyle: Walczcie dalej, rodzice was potrzebują!" - apelowała Łosiewicz.

Wyróżnieni nie kryli radości z przyznanego wyróżnienia i tłumaczyli, że należy się ona wszystkim rodzicom zaangażowanym w protest: "Tomasz Elbanowski: Jesteśmy wdzięczni za to wyróżnienie - choć nie do końca czujemy się uprawnieni odbierać je osobiście, bo to wszystko o czym była mowa, to wspólna akcja rodziców z całej Polski. To coś wyjątkowego: poszerzanie obszaru wolności, uświadomienie, że tę wolność ktoś próbuje nam odebrać. Traktujemy siebie jako reprezentantów tej grupy osób. Były takie relacje, gdy rodzice stali cały dzień, zbierając podpisy w deszczu, przy latarkach, do samego wieczora. Osobom, które nie mają młodych dzieci, ciężko jest zrozumieć, jak ważna jest to sprawa. To tylko z pozoru błaha rzecz. Jest to naprawdę z perspektywy maluchów - coś wielkiego. To bardzo ważne i trudne rzeczy.

Karolina Elbanowska: Odbieramy tę nagrodę nie jako my, przedstawiciele Stowarzyszenia i Fundacji, ale jako wszyscy ci, setki tysiące rodziców zaangażowanych w projekt referendalny i ci, którzy dwa lata wcześniej zaangażowali się w projekt obywatelski. Tych podpisów naprawdę nie jest milion, ale 1 mln 350 tys. Odbieramy ten zaszczyt i honor w ich imieniu - tak naprawdę to ci rodzice zebrali ci podpisy, my byliśmy tylko koordynatorem akcji. Determinacja rodziców była tak ogromna, że patrzyliśmy an to z przerażeniem - nas to przerastało.

Dziesiątki kilogramów poczty, które przychodziły do naszego mieszkania były czmyś, co przerastało nas fizycznie. Dzisiaj chciałabym podziękować tym rodzicom, którzy zrozumieli, że są Super Rodzicami, że mają pierwsze i podstawowe prawo do edukacji swoich dzieci. Uzupełniając słowa mojego męża: nie chodzi tylko o sześciolatki, chodzi o niezgodę na bylejakość naszych dzieci. NIe zgadzamy się, by robić tę reformę na zasadzie przedłużenia reformy emnerytalnej. Wszystko robione było na kolanie, pod wpłwem lobby wydawniczych. Zmiana programu, degradacja całego systemu, likwidacja szkół, objęcie kolejnych roczników obowiązkiem edukacji... Wymieniać można długo.Wierzę, że rodzice zaczną być traktowani poważnie przez naszych rządzących" - mówili wyróżnieni.

A Jacek Karnowski dodawał: "Zasadniczo nagroda Człowieka Wolności jest niepodzielna, ale kapituła uznała, że to co państwo zrobiliście domaga się zaznaczenia. My wiemy, że tysiące osób są ważne, ale jeśli nie ma liderów, którzy zapłacą cenę i staną w obronie sprawy, to nie ma nic... Dziękujemy za państwa skromność, ale wiemy, że bez waszego zaangażowania nie byłoby sukcesu tego ruchu" - mówił naczelny "wSieci".

Po oficjalnych przemówieniach nastąpiła seria zdjęć, a gala przeszła w mniej oficjalny tryb: w kuluary, gdzie wspólnym rozmowom nie było końca.

Imprezę poprowadziła Anna Popek, a o oprawę muzyczną zadbał Włodek Pawlik, pierwszy w historii polski jazzman nominowany do prestiżowej nagrody Grammy.

Partner gali: 

media/media/cache/c5/3e/c53e3bb63ff45dfe44bc94909ad03fb9.jpg" />

svit, wPolityce.pl

Zapraszamy na profil Stefczyk.info na Facebooku!

Słowa kluczowe:

Szwagrzyk

,

elbanowski

,

wolność

,

wSieci

Warto poczytać

Facebook