Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Prof. Binienda: Skrzydło nie urwało się samo, ktoś mu pomógł

22.05.2012

Profesor Wiesław Binienda, uznany naukowiec badający zachowania materiałów, przedstawił wczoraj na otwartym spotkaniu zaprezentowanym przez warszawski Klub "Gazety Polskiej" wyniki swoich badań.

Konkluzja wystąpienia jest następująca: brzoza w Smoleńsku żadnym sposobem nie mogła wyrwać skrzydła tupolewa, którym leciała polska elita ze śp. prezydentem Lechem Kaczyńskim. I to pomimo zastosowania przez profesora wskaźników zawyżających twardość brzozy i zaniżającą siłę i wytrzymałość samolotu! Co więcej, jeżeli skrzydło miałoby upaść tam gdzie spadło, to musiało odpaść na wysokości 26 metrów, a nie jak twierdzą Rosjanie, kilkunastu metrów! I trzeci wniosek - jeśli wydarzenia miałby wyglądać tak jak dowodzi MAK, to samolot powinien wyryć w leśnym terenie kilkunastometrowej szerokości pas. A nie było po tym śladu - co wynika ze zdjęć satelitarnych!

Po spotkaniu profesor odpowiadał na pytania z sali, zadawane na kartkach i odczytywane przez redaktora naczelnego "Gazety Polskiej" Tomasza Sakiewicza. Jedno z nich brzmiało:

"Czy nie boi się pan o swoje bezpieczeństwo?"

Profesor Wiesław Binienda, na co dzień mieszkający i pracujący w Stanach Zjednoczonych, odpowiedział:

"Boję się, co będę ukrywał, jak najbardziej się boję. Mam panów, którzy mnie tu pilnują, więc myślę, że będzie OK. Faktem jest iż dostałem bardzo wiele pogróżek. Mogę je ignorować, ale moja żona powiedziała: "lepiej nie ignoruj"."

Wcześniej profesor opowiadał o donosach jakie nadchodzą na niego. Jak mówił, są wysyłane falami, wyraźnie organizowane. Dodał:

"Władze polskie, rząd polski powinien zachęcać naukowców do tego by pracowali nad tym tematem, powinien tez udostępnić rysunki techniczne samolotu" - mówił profesor.

Sala zareagowała gorzkim śmiechem. Naukowiec dodał:

"Tak jest w Stanach Zjednoczonych, moja uczelnia zachęca mnie bym nad tym pracował. Mój szef przyszedł do mnie i pogratulował mi po jednym z  donosów na mnie, bo takie dochodzą: "Widzę, że pan robi dobrą, ważną rzecz"."

Zapytany przez inną osobę z sali o niszczenie przez Rosjan wraku tupolewa, wybijanie szyb, pocięcie na kawałki, potem wystawianie go na deszcz i słońce, wreszcie "wypucowanie" chemikaliami, stwierdził:

"Odpowiem tak - to nie pada deszcz, to plują nam w twarz."

Wracając jednak do wątku ochrony - fakt, że polski naukowiec angażujący się w wyjaśnienie tragedii smoleńskiej musi w naszym kraju być pod ochroną mówi o obecnej sytuacji dużo więcej niż niejeden sążnisty artykuł.

Wcześniej profesor porównał satelitarne zdjęcia lotniska w Smoleńsku z kwietnia i czerwca. Widać, że Rosjanie wycięli całą roślinność, ba, wypalili nawet trawę.

"A przecież to dowód w sprawie" - dziwił się naukowiec, i przekonywał: "Skrzydło nie urwało się samo, ktoś mu pomógł".

Z obliczeń profesora wynika, że skrzydło - by znalazło się tam gdzie je znaleziono po tragedii - powinno uderzyć w ziemię z wysokości 26 metrów, a nie 12 metrów, jak twierdzą Rosjanie i MAK. Dokładnie takie same wyniki dały prowadzone niezależnie, bez wzajemnej wiedzy, obliczenia profesora Nowaczyka, który wziął dane z systemu TAWS.

"Stosowałem różne parametry, ale nie było sytuacji by drzewo przecięło skrzydło" - mówił profesor, i dodawał: 

"W mojej symulacji krawędź przednia skrzydła jest zniszczona na długości od 60 do 80 cm krawędzi. Ale na zdjęciach z katastrofy krawędź nie jest w ogóle zniszczona".

Pokazał zdjęcia wraku i skrzydła - którego krawędź jest nie naruszona.

Profesor zaprezentował też symulację zderzenia samolotu z brzozą, zbudowaną na podstawie przyjętych parametrów. Skrzydło samolotu ma wprawdzie zniszczoną krawędź, ale absolutnie nie odpada. To drzewo odlatuje do tyłu. Co ciekawe, według Rosjan złamało się prostopadle.

"Skrzydło w tupolewie ma trzy dźwigary, żaden nie jest w symulacji zniszczony!"

Prof. Binienda poinformował, że kupił w Stanach brzozę i eksperymentalnie ją obciążył, dokonał symulacji. Podkreśla, że w modelu matematycznym drzewo zrobił grubsze i cztery razy silniejsze niż w rzeczywistości. A skrzydło słabsze.

Wiesław Binienda opowiadał również, że kiedy pierwszy raz zaprezentował swoje badania zwrócił się do polskich ekspertów by przysłali swoje badania, swoje wyniki, swoje obliczenia:

"Byłem naiwny, myślałem, że oni coś policzyli. Ale oni nic sami nie policzyli! Nic, żadnych nie mają obliczeń!"

Profesor podkreślał, że mówi i pracuje jako naukowiec i tylko naukowiec. Jest otwarty na konfrontacje ze swoimi badaniami. Mówi, że prezentował te wyliczenia na Zachodzie, na sesji naukowej, gdzie przyjęto je bardzo życzliwie.

Dodaje, że dodatkowo zbudowano w laboratorium model fragmentu krawędzi skrzydła, co potwierdziło prawidłowość przyjętych założeń matematycznych.

"Nikt mi nie pomagał, ci z drugiej strony tylko patrzyli kiedy się potknę. Zrobiłem wszystko by tak się nie stało" - mówił profesor Binienda.

Opowiadał o szczegółach budowy modelu tupolewa, o sprawdzaniu najmniejszego szczegółu, korzystania z wszelkiej możliwości zdobycia informacji. Np. informacje o aluminium użytym w tupolewie wziął od Rosji, podał też na swojej stronie internetowej wszystkie te dane by inni naukowcy mogli powtórzyć, sprawdzić te badania.

Naukowiec pokazał również rzuconą na mapę trajektorię lotu tupolewa nad Smoleńskiem. Zwrócił uwagę, że samolot nie wyciął, lecąc ku brzozie, żadnej przesieki:

"Czy przez niego przeniknął? No, ale to rosyjski las, kto wie. Ale co dalej? Widzimy, że ten samolot, rzekomo już bez skrzydła, gwałtownie podrywa się do góry. A to oznacza, że musiał osiągnąć przyspieszenie 10G, żeby tę 100 - tonową maszynę podnieść do góry. To jest niemożliwe, żaden samolot nie jest w stanie tego zrobić. Jednak zdaniem komisji Millera ten samolot rzekomo dał radę..."

Na spotkaniu z prof. Biniendą sala była wypełniona tak, że zabrakło miejsc stojących. Ludzie stali na korytarzu by choć słyszeć i widzieć cokolwiek.

 Profesor opowiadał także - żartobliwie - o szyderstwach jakie na niego spadły, w tym stwierdzeniach, że "uczy w szkole zawodowej". Wspominał o spotkaniu z polskimi naukowcami, którym pokazał wyniki swoich badań. Potwierdzili oni - jak mówił - że przyjął słuszne założenia.

Jak

[Fot. Jak]

CS143fotMINI

Czas Stefczyka 143/2017

PDF (5,50 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook