Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

PRL po czersku?

14.07.2012

Mało kto zauważył lokalną krakowską awanturę - o Muzeum PRL. A warto się jej przyjrzeć, bo jak w soczewce można w niej zobaczyć metody, jakimi zasłużone, ale też przekonane o własnym bezdyskusyjnym monopolu, postaci z krakowsko-warszawskiego Salonu uzależniają od siebie kolejne instytucje.

Prezydent Krakowa Jacek Majchrowski skierował do Rady Miasta Krakowa uchwałę tworzącą Muzeum PRL. Jest to wniosek zaskakujący, zważywszy na to, że muzeum takie już na terenie Krakowa istnieje - w Nowej Hucie, w dawnym kinie "Światowid". Ale ta uchwała to w praktyce recepta na odebranie tego muzeum osobom "niewłaściwym" i przekazanie ich osobom "właściwym". W uzasadnieniu prezydenta Majchrowskiego wprost mówi się o zasługach Krystyny Zachwatowicz i Andrzeja Wajdy. I to oni mają być profitentami tej zmiany. 

W tej chwili Muzeum PRL jest oddziałem warszawskiego Muzeum Historii Polski. Placówki, która skądinąd czeka od lat na większe budżetowe pieniądze, żeby mogła wreszcie zacząć normalnie funkcjonować. Dyrektorem Muzeum Historii Polski jest Robert Kostro, człowiek wyznaczony jeszcze przez PiS-owskiego ministra Kazimierza Ujazdowskiego. Zaś podlegającą mu szefową placówki w Nowej Hucie jest Jadwiga Emilewicz,  członek PO, ale z konserwatywnej frakcji Jarosława Gowina.

Scenariusz jest prosty: Rada Krakowa powoła nowe Muzeum, a minister kultury Bogdan Zdrojewski wygasi stare. Andrzej Wajda powiedział kiedyś o ludziach którzy dziś kierują tą placówką: "Wiadomo kogo oni reprezentują". Reżyser i jego żona Krystyna Zachwatowicz byli pomysłodawcami Muzeum PRL i co więcej mieli na niego i tak znaczny wpływ. Zachwatowicz przewodniczyła jego Radzie Programowej i rekomendowała niektórych jej członków. A jednak to jej nie wystarczyło. Od roku 2010 już nie zwoływała Rady w praktyce blokując jej prace. Bo uznała, że Muzeum wpadło w ręce lustracyjnej prawicy.

Kamieniem obrazy stała się wystawa "Wojna Polsko-Jaruzelska" dotycząca stanu wojennego, zwłaszcza tekst historyka z IPN Jarosława Szarka w katalogu wystawy. Tekst jako nazbyt antykomunistyczny na ich żądanie wycofano, ale i to nie wystarczyło. Zażądali odebrania Jadwidze Emilewicz pełnomocnictw do organizowania podobnych imprez. Kwestionowali też treść samej wystawy, łącznie z jej nazwą. Mieli pretensje o zaproszenie na jej otwarcie "niewłaściwych" historyków, na przykład Antoniego Dudka.

O ile Emilewicz jest zwolenniczką współpracy z różnymi ludźmi i organizacjami, o tyle Wajdowie chcą aby Muzeum reprezentowało racje środowiska Gazety Wyborczej w sporze o historię z innymi środowiskami, zwłaszcza IPN. Uzgodnienia SLD-owskiego prezydenta Majchrowskiego z platformerskim ministrem Zdrojewskim  mogą wreszcie spełnić ich marzenia. O ile tylko decyzję poprze większość krakowskich radnych. Ale kontrolujący Radę, bardzo skądinąd podzielony, klub PO, choć skonfliktowany w innych sprawach z Majchrowskim (odmówił mu nawet absolutorium),  skłania się aby to uczynić.  Tak wynika w każdym razie z kilkugodzinnej debaty w Radzie. Do głosowania dojdzie prawdopodobnie we wrześniu.

Paradoks polega na tym, że wojna dotyczy Muzeum biednego, które prawie nie ma własnych zbiorów, a zatrudnia dwie osoby (w tym dyrektorkę). Choć teraz jego  gospodarzem  ma być miasto, minister kultury obiecuje, że będzie je nadal współfinansował. ma nawet dać nieco więcej niż do tej pory. To kolejny, po podporządkowaniu Muzeum Powstania Warszawskiego zdominowanemu przez PO stołecznemu samorządowi, przykład rządowej polityki ograniczania wpływu środowisk konserwatywnych  na muzea. Przy czym, o ile te środowiska są jedynie rzecznikami otwarcia na różne strony ideowych sporów, o tyle kompromis rządu i miasta Krakowa z Wajdami oznacza kurs na pełną jednostronność. Tak aby redaktorzy z Czerskiej czuli się w nowohuckim kinie jak u siebie w domu, ale inni już niekoniecznie.

poz

[Fot. witryna Muzeum PRL]

Słowa kluczowe:

PRL

,

muzeum

,

Wajda

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook