Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Premier ruga opozycję

15.12.2011

Dziesięciogodzinna debata na temat Unii Europejskiej zaczęła się od emocjonalnego wystąpienia Donalda Tuska. Premier znów przestrzegał, że Europie grozi podział. Ponownie opowiedział się za wzmacnianiem europejskich instytucji, kosztem siły głosu Warszawy.

- Nie ma większego ryzyka dla Polski niż cichy podział Europy, polegający na tym, że nikt nie zwraca uwagi na kraje spoza strefy euro i zapomina o tym, że istnieje coś takiego jak 27 krajów UE - powiedział szef rządu. Na okrzyki z opozycyjnych ław zareagował bardzo ostro: - Śmiało, śmiało, nie krępujcie się państwo. Jeszcze można pokrzyczeć. Do tego zdążyliśmy się przyzwyczaić w Polsce, że potraficie wznosić wyłącznie okrzyki. Przykro mi, że Europę zaczęliście do tego przyzwyczajać - odpowiedział Tusk.

Premier podkreślał, że przyszłość Europy jest zagadką dla każdego: - W czasie ostatnich burzliwych miesięcy, naznaczonych kryzysem finansowym i coraz wyraźniejszym kryzysem politycznym, ustrojowym, w UE nie spotkałem nikogo - ani w Brukseli, ani w Strasburgu, ani w stolicach europejskich - kto miałby dzisiaj pewność w oczach, kiedy jest pytany o przyszłość UE, i to nie w perspektywie 5, 10, czy 15 lat, ale w perspektywie 5, czy 10 miesięcy.

Premier opisywał zachodzące w Unii zmiany, nie podając konkretnych recept na uzdrowienie  sytuacji we Wspólnocie i zagwarantowanie w niej silnej pozycji Polski:    - Z polskiego punktu widzenia, jestem o tym głęboko przekonany, jest rzeczą bardzo ważną, by Polska nie stała się w UE choćby z tego względu, że jest poza strefą euro i że nie osiągnęliśmy jeszcze tego poziomu rozwoju cywilizacyjnego, jak najbogatsze państwa strefy euro, by Polska nie stała się elementem drugiego lub trzeciego kręgu - oświadczył Tusk.

Zdaniem premiera, próby działań, podejmowane przez przywódców europejskich na rzecz zwalczenia kryzysu finansowego, ujawniają dysfunkcjonalność niektórych instytucji i zasad europejskich. - Ale przede wszystkim - co jest historyczną regułą w czasach niepewnych i krytycznych - ujawniają, jak silne we wspólnocie europejskiej są tendencje dezintegracyjne - mówił Tusk.

Jak dodał, "seria pojedynków, zmagań, zapasów wewnątrz UE" pokazuje wyraźnie, że nie tylko sytuacja finansowa, ale także polityczna Europy daleka jest od stabilności.

W opinii premiera, główna oś sporu nt. przyszłości UE - i w Polsce, i w Europie - dotyczy opozycji między tendencjami integracyjnymi, a postawami, w których interesy państwowe i narodowe są wyraźnie ważniejsze niż interes wspólnotowy.

Premier podkreślił, że politycy będą decydowali, co będzie bardziej opłacalne dla Polski. - Czy Unia złożona z państw ze sobą twardo konkurujących, gdzie decyzje w stolicach poszczególnych państw będą miały większą wagę niż na szczeblu wspólnotowym, czy też bezpieczniejsza dla Polski będzie Unia Europejska, gdzie instytucje wspólnotowe, a co za tym idzie decyzje wspólnotowe, będą miały więcej do powiedzenia - mówił.

Według szefa rządu, bezdyskusyjne jest, że „ratowanie strefy euro jest w bezpośrednim, oczywistym interesie strefy euro, ale jest także w interesie takich państw, jak Polska”.

Tusk skrytykował opinie, wygłaszane także przez polityków PiS, że nic się nie stanie, jeśli strefa euro upadnie. Jak mówił, nie wie czy takie stanowisko jest wynikiem złej woli, chęci odróżniania się za wszelką cenę od jednolitej polityki Polski w UE, czy dramatycznym, pozbawionym śladów odpowiedzialności i wyobraźni faktem politycznym.

Tusk przekonywał także, że Polska musi zdecydować, który model Europy jest dla niej bezpieczniejszy. - Europa, która wzmacnia instytucje po to, żeby one mogły podejmować trochę więcej decyzji i trochę szybciej te decyzje podejmować, czy powrót do archaicznego, modelu, ale ciągle bardzo żwawego, pełnego wigoru modelu, czyli koncertu mocarstw lub mocarstwa - pytał Tusk

Zdaniem premiera, w sytuacji realizacji pierwszego modelu - czyli ponownego zjednoczenia - Warszawa, ale też każda inna stolica, mogłaby mieć mniej prerogatyw. - To jest cena, to jest to ryzyko, o którym - moim zdaniem - warto rozmawiać - zaznaczył.

Premier stwierdził także, że w najbliższym czasie Polska nie będzie odgrywać ważnej roli w UE: - Jeśli chcemy być w Unii Europejskiej i jeśli chcemy wpływać na to, co jest w Unii Europejskiej, to nie możemy abstrahować od tego, że w UE działają także inne siły, że nasz głos nie jest dominujący i w przewidywalnej perspektywie nie będzie dominujący.

Zdaniem premiera, największym ryzykiem dla Polski jest dziś cichy podział Europy, polegający na tym, że nikt nie zwraca uwagi na kraje spoza strefy euro: - Ci, którzy najgłośniej krzyczą, tak naprawdę pchają Polskę w tę stronę, w ten ślepy korytarz, gdzie będziecie mogli sobie bardzo głośno krzyczeć o suwerenności i niepodległości, tylko sami siebie będziecie słuchać.

Donald Tusk przekonywał, że Polska chce uniknąć sytuacji, w której, wobec bezsilności UE, tę wspólnotę zastąpiłby dyktat jednej, dwóch, trzech, czterech stolic. Dlatego polskie starania na ostatnim szczycie UE "dotyczyły możliwości uczestniczenia i wpływania na proces zmian w strefie euro wszystkich państw, także tych spoza strefy".

Premier nawiązał też do wystąpienia ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego w Berlinie. Jak tłumaczył szef rządu, "szczególnie w kontekście niemieckim miało na celu (...) skłonić wszystkich partnerów, w tym Niemcy, by przestały udawać, że nie ponoszą także pełnej odpowiedzialności za sytuację kryzysową, a co za tym idzie także za mechanizmy i środki, jakie trzeba wyłożyć, by z kryzysu Europa wyszła".

Tusk odniósł się także do krytycznej oceny polskiej prezydencji przed opozycję. - Przykro mi, że zaczynacie przyzwyczajać Europę do krzyków - powiedział. Wezwał także opozycję, aby, znając historię Europy, każdego dnia działała na rzecz "silnej pozycji Polski w silnej Europie". Europie, która - jak podkreślił - będzie zdolna pokonać nie tylko kryzys finansowy, ale także poważniejsze kryzysy.

W jego ocenie, także od Polski zależy to, w którą stronę pójdą dalsze rozmowy dot. przyszłego ustroju UE.

Mówił też o zagrożeniu polskiej suwerenności, ale – jego zdaniem – nastąpi to bez zbudowania w kraju zgody, co do miejsca Polski w Europie. - Jeżeli na serio rozmawiamy także o polskiej suwerenności, to także powinniśmy rozmawiać o tym, na ile Polacy i ich przedstawiciele potrafią szanować Polskę na forum międzynarodowym, jej instytucje a także polski rząd - powiedział Tusk.

Premier skrytykował wystąpienie europosłów PiS i Solidarnej Polski, którzy na forum PE w Strasburgu negatywnie ocenili kończącą się właśnie polską prezydencję. - Powiem bardzo otwarcie, że gdybym myślał o swoim interesie politycznym, zacierałbym wczoraj ręce, że po raz kolejny w Europie paru prawicowych eurodeputowanych skompromitowało się na oczach całej Europy. Mógłbym pomyśleć - róbcie tak dalej, wasz z problem - ale naprawdę umiejętne budowanie reputacji swojego państwa, nawet jak się szczerze nie znosi rządu, sprzyja polskiej reputacji co ma także wpływ na kondycję polskiego podatnika - podkreślił Tusk.

Po debacie na temat przyszłości Unii Europejskiej sejm zajmie się wnioskiem PiS o wyrażenie wotum nieufności dla Radosława Sikorskiego. Ma to związek w wystąpieniem Radosława Sikorskiego na forum Niemieckiego Towarzystwa Polityki Zagranicznej, gdzie zaproponował m.in. zmniejszenie i wzmocnienie KE i połączenie stanowisk szefa KE i prezydenta UE. Mocny apel o obronę strefy euro skierował do Niemiec jako największej gospodarki UE.

Wniosek o odwołanie Sikorskiego złożyło PIS. Partia przekonuje, że w swoim przemówieniu szef MSZ "opowiedział się za znaczną centralizacją władzy w rękach instytucji unijnych". Wnioskodawcy stwierdzili również, że zdaniem szefa polskiego MSZ to "Niemcy powinny przewodzić Unii Europejskiej"

Głosowanie na wnioskiem odbędzie się w piątek.

ruk, PAP

[fot. PAP / Bartłomiej Zborowski]

Słowa kluczowe:

Donald Tusk

,

UE

,

suwerenność

CS145fotMINI

Czas Stefczyka 145/2017

PDF (8,85 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook