Jedynie prawda jest ciekawa

Pomnik Jana Pawła II i prezydenta Reagana to symbol przyczyn upadku sowieckiego „Imperium Zła”

12.07.2012

z Czesławem Nowakiem, prezesem Stowarzyszenia „Godność”, jednym z inicjatorów budowy pomnika Jana Pawła II i prezydenta USA Ronalda Reagana w nadmorskim Parku im. Reagana w Gdańsku rozmawia Artur S. Górski

- W sobotę po południu pomnik przedstawiający spacerujących wspólnie Jana Pawła II i prezydenta USA Ronalda Reagana, zostanie odsłonięty w parku na gdańskim Przymorzu. To hołd oddany dwóm ludziom, zasłużonym dla przemian politycznych w latach 80. XX wieku. Czy podczas aresztowania i pobytu w więzieniu byliście świadomi, że macie wsparcie ze strony tak znaczących ludzi i „wolny świat” was broni?
 - Mimo terroru, mimo odosobnienia, do którego trafiłem z kolegami po spacyfikowanym strajku w gdańskim porcie mieliśmy kontakt ze światem zewnętrznym. Niemal cudem udało się jednemu z naszych przemycić maleńkie radyjko - najpierw do aresztu przy ul. Kurkowej w Gdańsku, a później do więzienia w Potulicach. Słuchaliśmy „Głosu Ameryki”. Akurat ta stacja była w miarę dobrze słyszalna. Radyjko włączaliśmy po godzinie 22.
- Grypsy też udało się przekazywać i otrzymywać?
- Tutaj niezwykle pomocnym był ksiądz Józef Kutermag, niezwykły człowiek, kapelan więzienny z Bydgoszczy. Strażnicy nie ośmielili się go rewidować. Odprawiał msze, podnosił na duchu, spowiadał i przenosił wiadomości. Czytaliśmy też „Gościa Niedzielnego” i „Tygodnik Powszechny”.
- Idea pomnika narodziła się już po przemianach ustrojowych w Polsce?
- Ronald Reagan był przyjacielem Polski i wspierał nas w walce o odzyskanie niepodległości. Dzięki jego polityce udało się w końcu wyrwać nas z komunistycznej niewoli. Bóg sprawił, że w tym czasie trwał pontyfikat wielkiego Polaka. Ojciec Święty Jan Paweł II i  Ronald Reagan, wspólnie działali na rzecz wolności krajów za „żelazną kurtyną”. Dla nich Polska była najważniejsza spośród krajów zniewolonych przez sowietów. Dla nas, więzionych za przekonania przez reżim generała Jaruzelskiego świadomość, że mamy za sobą takie autorytety dodawała otuchy. Wytrwaliśmy w sytuacji niemal beznadziejnej. Przecież to „imperium zła” miało się na początku lat 80. bardzo dobrze. Odważyliśmy się na opór, ale kto by liczył na jakieś zmiany, skoro trwał stan wojenny. Myślałem, jak by oddać cześć tym wielkim ludziom.
- Sam pomysł dojrzewał stopniowo?
-  Jakieś sześć lat wstecz wpadła mi w ręce gazeta, w której było zdjęcie wykonane przez Stewarda Scotta fotoreportera z The Associated Press. Na nim fotoreporter uchwycił, jak obaj wielcy ludzie spacerując, rozmawiają w 1987 roku.  O czym? Może o tym, co stanie się niebawem, w 1989 r., o stopniowym odzyskiwaniu wolności?
- Mogliście liczyć na wsparcie ze strony dziennikarzy, polityków, ludzi, którzy dzięki przemianom zawędrowali na szczyty schodów?    
- Niestety nie. Ile ja się listów napisałem. Nie zliczę. Przekazałem Lechowi Wałęsie list do Nancy Reagan, by przekazał jej informację o naszym projekcie. Były prezydent Wałęsa nawet się do nas nie odezwał. Pukałem do redakcji - bez odpowiedzi. W końcu pojawiły się przed dwoma laty teksty w jednej z pomorskich gazet. Podjęliśmy też, nazwijmy, akcję promocyjną i szukanie wsparcia przez ś.p. Macieja Płażyńskiego. To był już pewien przełom. Mieliśmy jego rekomendację. Dotarliśmy do Amerykanów. Nawiązaliśmy kontakt z The Associated Press. Projekt zaczął przybierać realniejszy kształt…
- Byli wam pomocni ludzie  z Gdańska, mający wpływy za granicą?
- Musieliśmy szukać wsparcia bo wśród byłych więźniów politycznych majętnych ludzi nie ma. Zwróciliśmy się o wsparcie do Jana Krzysztofa Bieleckiego, ale był sceptyczny. Nawet argumentował by nie łączyć osoby papieża z  prezydentem Reaganem. Mimo słów wsparcia od ministra Andrzeja Czumy oraz komisarza unijnego Janusza Lewandowskiego nie przyszły konkrety. Zostaliśmy z deklaracjami. Na wstępie na szczęście podparł nas skromną jak na potrzeby kwotą jeden z koncernów z Gdańska. Pojawili się prywatni darczyńcy. Uzbieraliśmy jakieś 45 tysięcy złotych. Jednak Opatrzność czuwała…
- Znalazło się w końcu środowisko, które doceniło przesłanie waszej idei?
- Tak, jak wspominałem. Bóg czuwał. Przecież 25 lat temu na Zaspie w Gdańsku Jan Paweł II odprawił mszę dla setek tysięcy ludzi, którzy mogli też zamanifestować swoje przywiązanie do „Solidarności” i prawo do wolności. Nie traciliśmy czasu. Szukaliśmy. Po spotkaniu z Grzegorzem Biereckim, prezesem Krajowej SKOK projekt nabrał już realnych kształtów. Dzisiaj mi mówią – dopiąłeś swego, ale bez senatora Biereckiego jeszcze bym pukał od drzwi do drzwi.
- Radni też byli przekonani do koncepcji pomnika?
- Była dyskusja, był nawet spór o miejsce ustawienia monumentu. W końcu wszystko kończy się dobrze… Teraz niech miasto zagospodaruje ten ładny teren, ustawi reflektor, zadba o otoczenie. Radni gdańscy byli jednomyślni, to znaczy nie było głosu przeciw.
- Przymorze to specyficzna dzielnica poprzez społeczność, która zamieszkuje blokowiska, falowce..
- Dzielnica specyficzna poprzez ludzi, którzy w niej mieszkają. To stoczniowcy, portowcy. Ludzie ciężkiej pracy. Proszę sobie wyobrazić, że po 1970 roku na Przymorzu, Zaspie i Żabiance z potrzeby serca zbudowaliśmy sześć kościołów. Robotnicza dzielnica po Grudniu wywalczyła sobie najpierw kościół okrągły. A kto go zbudował? Po pracy szliśmy na budowę kościoła. Kierował tym niezwykle energiczny ksiądz prałat Jan Majder. Był on wtedy proboszczem parafii Najświętszej Maryi Panny Królowej Różańca Świętego. W 1976 roku w niedokończonym jeszcze kościele mszę świętą odprawił kardynał Karol Wojtyła. To na tej budowie w latach 70. rodziły się przyjaźnie, ludzie się poznawali, jednoczyli się robotnicy z różnych zakładów. Było to takie dzieło naszej, robotniczej solidarności.
- Pomnik, to pewien skrót, bez rozwlekłego studium przyczyn, które doprowadziły do upadku sowieckiego imperium. Czy rzeczywiście przypomni on gdańszczanom i turystom czas i ludzi, którzy pracowali na rzecz obalenia „imperium zła”?
- Kiedy „Godność” zaproponowała upamiętnienie obu przywódców - duchowego i politycznego, nie obyło się bez oporów. A proszę zauważyć, że jednomyślność w Radzie Miasta przy głosowaniu uchwały nad pomnikiem (wstrzymała się od głosu radna wybrana z listy SLD – przyp. red.) to dowód, że świadomość polityczna i historyczna została przeorana. Nad morzem ten pomnik po prostu musiał stanąć. Kiedy jednoczy się pragnienie wolności, siły jaką daje Bóg i wola ludzi, wcale nie bardzo wykształconych, wcale nie możnych, po prostu ludzi prostych, ale świadomych dobra i zła, prawdy i kłamstwa, to nie ostanie się żaden totalitaryzm, choćby jego wodzom wydawało się, że trwać będą niemal wiecznie. Ten gdański pomnik będzie tego symbolem.

(Fot.Wojciech Milewski)

CS148fotMINI

Czas Stefczyka 148/2017

PDF (10,17 MB)

pobierz najnowszy numer
archiwum numerów

Facebook