Jedynie prawda jest ciekawa

Gorące tematy:

Polak ze Szwecji uzdrowiony w Sokółce

24.08.2013

Na początku sierpnia do sokólskiej parafii dotarło świadectwo Stanisława Kumy – Polaka ze Szwecji, który doznał uzdrowienia z nowotworu po pielgrzymce do kolegiaty św. Antoniego w Sokółce i modlitwie przed przemienioną w niezwykły sposób Cząstką Ciała Pańskiego.

Jak opisuje „Nasz Dziennik”, lekarze nie dawali Stanisławowi Kumie żadnych szans na wyleczenie. Nowotwór zajął dwie trzecie jego wątroby oraz węzły chłonne. Wtedy mężczyzna, za sugestią b. proboszcza jego parafii, postanowił udać się do Sokółki. W pielgrzymce ze Szwecji towarzyszyła mu żona. Po dwóch dniach męczącej drogi dotarli na miejsce. Było późno, więc zatrzymali się w położonym nieopodal kościoła zajeździe.

- Stanisława Kumę obudził dźwięk kościelnych dzwonów. Była niedziela. Nagle poczuł, że wewnątrz jego ciała, w miejscach zajętych chorobą, dzieje się coś dziwnego – zaznacza „ND”.

Stanisław Kuma tak relacjonuje, co go spotkało:

„Obudziłem się zupełnie, leżałem bez ruchu. W lewym boku, gdzie była rana, czułem, jak gdyby ktoś przyłożył mi ciepły okład. Po chwili usłyszałem dobiegającą do moich uszu zza okna melodię ’Kiedy ranne wstają zorze’. Leżałem cały czas bez ruchu, melodia się skończyła i w tym samym momencie to dziwne uczucie znikło. Ja i żona ubraliśmy się i poszliśmy do kościoła zamówić Mszę Świętą. Zaraz potem ukląkłem przed Cudowną Hostią i znów poczułem w lewym boku, jakby ktoś mi przyłożył ciepły kompres, lecz mniej intensywny… Nie potrafiłem wypowiedzieć ani słowa, tylko łzy mi leciały”.

Mężczyzna – jak podaje „ND” -  przystąpił do spowiedzi, uczestniczył w Eucharystii, a po południu wraz z żoną wziął udział w adoracji Najświętszego Sakramentu.

„To była najpiękniejsza adoracja w moim życiu, mogłem teraz umrzeć lub żyć, nie miało to dla mnie żadnego znaczenia. Byłem szczęśliwy” – wyznał potem Stanisław Kuma.

Po powrocie do Szwecji przeszedł badania tomograficzne. O wynikach dowiedział się przez telefon od córki, która jest lekarzem. Kobieta płakała...

- Jej łzy okazały się łzami szczęścia. Powiedziała krótko: „Tatuś, nie ma śladu po chorobie, ani na wątrobie, ani na węzłach chłonnych”. Lekarze nie potrafią wyjaśnić, w jaki sposób nowotwór zniknął, ale pan Stanisław to wie i świadczy o Jezusie: „On w dalszym ciągu jest z nami i nas uzdrawia, dokładnie jak 2 tysiące lat temu” - pisze „ND”.

Zainteresował Cię artykuł? Śledź nas na Facebooku!  

JKUB/”ND”

[fot. sokolka.archibial.pl/Konrad Węcławski]
Słowa kluczowe:

nowotwór

,

Szwecja

,

lekarze

,

pielgrzymka

,

uzdrowienie

Warto poczytać

Facebook